Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Mieczysław Hryniewicz: Rocznicę ślubu obchodzi co cztery lata! Jak to możliwe?

Fani seriali znają go doskonale. Mieczysław Hryniewicz (68 l.) zdradził tygodnikowi "Na Żywo", dlaczego wybrał dziwną datę na swój ślub, jaki jest sposób na udany związek. Wyjawił też swoją bolesną tajemnicę.

NA ŻYWO: Często podróżuje pan między Poznaniem a Warszawą?

Reklama

MIECZYSŁAW HRYNIEWICZ: Jestem takim człowiekiem, który łaknie życia i podróże pociągami mnie nie męczą. Zresztą ja wszędzie przemieszczam się komunikacją miejską. Mam nawet taką wizytówkę – Mieczysław Hryniewicz w podróży. Jeżdżę sobie z malutką teczuszką i woreczkiem, i zastanawiam się jeszcze nad plecaczkiem.

Ale na razie to mi wystarcza. W stolicy ma pan swoje lokum?

- Bardzo lubię to mieszkanie warszawskie, mam w nim swoją pościel, ubrania. Warszawę kocham, choć na co dzień mieszkam z żoną w Poznaniu. Ale wszystko co piękne, spotkało mnie w stolicy. Byłbym wielkim niewdzięcznikiem, gdybym źle o niej mówił. A w Poznaniu robiłem maturę, mam przyjaciół, dziecko i wnuki.

Kto rządzi w pana domu?

- Jeszcze mi życie miłe i jest między mną a żoną dużo porozumienia. Nie ukrywam, że oboje jesteśmy zgodnym i dobranym małżeństwem i te nasze wspólne 20 lat nam się udało, to jest ogromny dar.

Jak podtrzymuje pan to uczucie, żeby nie zgasło?

- Przez tyle lat wykształcają się pewne rytuały, nudy nie ma. Kupuję żonie kwiaty, podaję kawę, powiem jakieś słowo, które potrafi rozbawić. Wtedy życie jest łatwe, piękne i przyjemne. Nam się udało i zawsze mówię: „Carpe diem – chwilo trwaj, bo jesteś piękna” i każdemu tego życzę. A ponieważ szczęście jest zaraźliwe, to gdzie tylko mogę, posyłam tego wirusa szczęścia.

Dlaczego ślub brali państwo 29 lutego?

- Żartuję, że wynika to z mojego skąpstwa, żeby tylko raz na cztery lata z okazji rocznicy kwiaty kupować. A poważnie, oczywiście było to zamierzone i był to mój pomysł, a Ewa się zgodziła. 

Z żoną znacie się chyba dłużej niż 20 lat?

- Małżeństwem zostaliśmy w 2000 r., ale poznaliśmy się dużo wcześniej. Poznałem Ewę, gdy jeszcze miała męża, który zmarł. Żona jest zdolną malarką, scenografką, szkoda, że w tej chwili w teatrze jest już inne pokolenie. Zajmuje się też z dużym sukcesem projektowaniem i aranżacją wnętrz, to bliskie przecież scenografii. Żona potrafi też usiąść do pianina i coś zagrać. Umie gotować i odezwać się w paru językach.

Lubi pan bawić się z wnukami?

- To są bardzo przyjemne chwile, kiedy przychodzą do nas na obiad czy kolację. Zawsze jest wielka radość. One są już w takim wieku, w którym się rozmawia i dyskutuje. Dowiaduję się o życiu w szkole. Wnuki mają już 9 i 15 lat. Świetnie, że są, bo ja chciałem się skazać na bezdzietność.

Ma pan syna z pierwszego małżeństwa. Utrzymujecie kontakt?

- Nie, ale to jest jego wybór, bo ja wszystko robiłem, żeby ten kontakt był. Jest teraz dorosłym człowiekiem, w wieku córki mojej żony, i wie, co robi. Każdy ma prawo wyboru, a ja nie cierpię z tego powodu. Nie mam zakratowanych wejść, ani rottweilerów broniących mnie przed kimkolwiek. 

Rozmawiała:
Lena Jaret

Dowiedz się więcej na temat: MIeczysław Hryniewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje