Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Mieczysław Hryniewicz: Dzięki Ewie mam rodzinę!

Miał pogodne dzieciństwo. Ojciec nauczył go ciężkiej pracy, a matka dała wiele miłości. Dziś stara się być ciepłym mężem i fajnym dziadkiem.

"Wychowałem się w wielopokoleniowym domu pełnym miłości. Mieszkali w nim moi rodzice, ja z siostrami, ciocia Kasia, jej mąż i troje ich dzieci. Miejsce tętniło życiem, było gwarno, wesoło" – opowiada „Dobremu Tygodniowi” Mieczysław Hryniewicz (68 l.).

Reklama

W ciągu dnia każdy miał swoje obowiązki, ale wieczorem wszyscy siadali razem do stołu. Jedli obiad lub późną kolację. Ojciec aktora prowadził zakład stolarski, dlatego zdarzało się, że podczas posiłku rodzinie towarzyszyli pracownicy. 

"Potrawy były dziełem mamy, pomagała jej ciocia. Panowała kuchnia galicyjska: bliny, żeberka, gołąbki. W słoikach wekowano sałatki, konfitury, przecier pomidorowy. Nigdy nie zapomnę tych smaków" – rozmarza

się gwiazdor z "Na Wspólnej". 

Dodaje, że jego ojciec też miał zacięcie kulinarne, a popisowym daniem był gulasz. Nic dziwnego, jego matka pochodziła z Węgier. Mietek wychowywał się z rok starszą siostrą Jadwigą. Między nimi a najstarszą Anielą było kilkanaście lat różnicy. 

"Skończyłem trzy lata, gdy rodziła swoje pierwsze dziecko" – wyjaśnia. 

Gdy był mały, często asystował ojcu w warsztacie. „Język” stolarski mieli opanowany do perfekcji, porozumiewali się bez słów.

"On wyciągał rękę, ja wkładałem w nią hebel, młotek lub obcęgi i działaliśmy" – opowiada.

Podkreśla też, że po wojnie doceniało się sam fakt posiadania ojca. Wielu mężczyzn zginęło. Jego tato szczęśliwie wrócił z frontu, starał się zapewnić byt rodzinie. 

"Widziałem jak ciężko pracował i nigdy potem nie bałem się, że zostanę bezrobotnym. Nauczyłem się stolarki, budowlanki, hydrauliki" – wymienia aktor. \

Państwo Hryniewiczowie przeżyli razem 62 lata. Zgodnie, choć oczywiście zdarzały się kłótnie. Żona była łagodna, mąż surowy, za to odpowiedzialny i honorowy. Doceniał fakt, że druga połowa zdejmuje z niego domowe obowiązki. 

"Mama zawsze znajdowała czas, by poczytać dzieciom, przytulić je. Wprowadzała mnie w świat książek, poezji, teatru" – opowiada Mieczysław Hryniewicz. 

Zauważyła, że już jako trzylatek wykazywał zdolności aktorskie. W Domu Ludowym w Wąsoczu chętnie recytował wierszyki. Kiedy po latach powiedział rodzicom, że wybiera się na studia teatralne, ojciec był zawiedziony. Uważał, że nauczył syna konkretnego fachu, a on to marnuje. Matka odwrotnie.

Szczęście dzieci było dla niej najważniejsze, dopingowała je w wyborze zawodu. W sprawie uczelni nie posłuchał się ojca. Potem nigdy nie żałował swojej decyzji. Lecz przyznaje, że w innej dziedzinie powinien iść za jego radą.

Gdy jako młody chłopak powiadomił rodziców, że będzie się żenić, tata próbował mu to wyperswadować. Prosił, by syn poczekał z decyzją chociaż rok. Mieczysław zrobił po swojemu. Z tego związku ma syna Jakuba, który jest już dorosły i mieszka w Stanach Zjednoczonych.

Pierwsze małżeństwo szybko się rozpadło, a potem aktor przez wiele lat był sam. W 1978 roku los się do niego uśmiechnął. We wrocławskiej kawiarni zobaczył Ewę Strebejko, scenografkę, malarkę i projektantkę wnętrz.

I choć dziewczyna siedziała w innym towarzystwie, dokładnie zapamiętał, że była ubrana w charakterystyczną dżinsową kurtkę. Od razu zwrócił na nią uwagę. Potem spotkali się jeszcze u wspólnych znajomych, ale rozmawiać zaczęli dopiero w Poznaniu, w teatrze Polskim. 

On grał w przedstawieniu „Don Juan”, a Ewa projektowała do spektaklu scenografię. Ucieszył się, że ją zobaczył.  "Czyżby przeznaczenie?" – pomyślał wtedy. 

Jej reakcja była podobna. Po dwóch latach randkowania wzięli ślub.

"Urzekła mnie swoim charakterem, sposobem bycia i wszechstronnością" – mówi z dumą aktor.

Jego żona porozumiewa się biegle w kilku językach. Jest utalentowana plastycznie, gra na fortepianie i co najważniejsze" – dobrze gotuje. 

Mają wspólne pasje: teatr, film i ukochaną Francję, gdzie odpoczywają. Ewa, podobnie jak on, była osobą po tzw. przejściach.

Wychowywała córkę Matyldę, owoc poprzedniego związku. Dzięki żonie aktor zyskał również rodzinę. Dziś Matylda jest już dorosła, ale nadal mieszka blisko rodziców. Często do nich wpada z mężem i dziećmi: Zosią i Witkiem. 

"Wnuczka tym roku kończy piętnaście lat. Świetnie się zapowiada. Inteligentna, ciekawa świata, sporo czyta, gra w siatkówkę" – wylicza Mieczysław Hryniewicz.

Cieszy go, że dziewczynka ma podobne do niego poczucie humoru. Świetnie się dogadują.

Dziewięcioletni wnuk interesuje się sportem. Lubią spędzać razem wolny czas. Jeśli na wycieczce nie ma dziadków, dzieci opowiadają im potem dokładnie, co widziały. 

"Te chwile sprawiają, że czuję się prawdziwym szczęściarzem. Mam obok siebie osoby bliskie sercu" – podkreśla ze wzruszeniem aktor.

Dowiedz się więcej na temat: MIeczysław Hryniewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje