Przejdź na stronę główną Interia.pl
Przejdź na stronę główną Interia.pl

Maryla Rodowicz: skandal w cieniu dramatu

Maryla Rodowicz (71 l.) tyle jeszcze chciała powiedzieć ukochanej mamie. Niestety, już się jej nie wyżali ani nie zwierzy z problemów. W piątek 19 maja Janina Rodowicz-Krasucka (†92 l.) zmarła.

Jeszcze w czwartek wieczorem, po całym dniu prób na scenie i przygotowań do opolskiego jubileuszu, zmęczona piosenkarka pojechała do szpitala w podwarszawskim Piasecznie. To właśnie tam od dwóch tygodni przebywała jej mama, która nabawiła się ciężkiego zapalenia płuc.

Reklama

Artystka sprawdziła, czy niczego jej nie brakuje, posiedziała przy łóżku, porozmawiała z lekarzami. Opuszczając w nocy szpital, nie miała pojęcia, że będzie to jej ostatnie spotkanie z mamą... Pani Janina odeszła rankiem. Piosenkarkę zawiadomiono telefonicznie.

W związku z rodzinnym dramatem Maryla Rodowicz zrezygnowała z udziału w opolskim festiwalu. Wszystko odbyło się w atmosferze politycznego skandalu, o którym od wielu dni rozpisują się media. Chodzi o "cenzurowanie" Opola przez Jacka Kurskiego i rezygnację większości artystów z uczestnictwa w święcie polskiej piosenki. W końcu impreza została odwołana. Nie wiadomo jeszcze, co będzie z trasą koncertową promującą nową płytę artystki. Niewykluczone, że na czas żałoby zmuszona będzie odwołać także ją, a zawodowe zobowiązania odłożyć na później.

Na szczęście nie zostanie z tym wszystkim sama. Ogromną pomoc ma w dzieciach. Starsi - Jan (38) i Katarzyna (35), przyjechali z Krakowa, żeby być z mamą, a najmłodszy Jędrzej (30), który jest na miejscu, stara się widywać z nią jak najczęściej.

Hołd dla matki

Pół roku temu Maryla Rodowicz przywiozła mamę z Włocławka, gdzie mieszkała, do swojej willi w Konstancinie. Jesienią nestorka rodu złamała nogę i potrzebna jej była opieka. Piosenkarka bardzo szybko podjęła decyzję i otoczyła matkę najlepszą opieką.

Niestety, przy okazji zleconych badań okazało się, że ze zdrowiem pani Janiny nie jest najlepiej. Stwierdzono zaburzenia rytmu serca i migotanie przedsionków. Maryla wynajęła najlepszych pielęgniarzy, woziła mamę na badania i gotowała dla niej posiłki. Robiła wszystko, żeby odzyskiwała siły i czuła się u niej komfortowo.

Niczego pani Janinie u córki nie brakowało. To był swoisty hołd złożony mamie, która całe życie poświęciła dla córki artystki. To ona nauczyła ją gotować litewskie potrawy według rodowych przepisów, szyła jej pierwsze stroje sceniczne i cieszyła się z każdego jej występu w telewizji. 

Kiedy rodziły się kolejne dzieci piosenkarki, rzuciła wszystko i zamieszkała z nią w małym mieszkaniu na warszawskim Ursynowie, by pomagać w ich wychowaniu. - O, moja córka przyszła! - tak witała Marylę w szpitalu, dumna, że jest jej mamą. Te słowa artystka na zawsze zachowa w sercu...

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje