Piosenkarka śmieje się, że jej koń Aleksander to jej synek. Faktycznie, niczym ukochana pociecha, dotrzymywał jej towarzystwa i rozganiał smutki w trudnych chwilach po rozwodzie. A skąd takie dumne imię?
To koń rasy fryzyjskiej, jest to rasa hodowana w Holandii, ale kupiłam go w Polsce. Marzyłam o koniu tej rasy od 78. roku. Byłam wtedy na koncertach w Stanach i w Filadelfii poszłam do astrologa. On powiedział mi, że widzi, jak w poprzednim życiu pędzę konno w oddziale Aleksandra Wielkiego. Potem zobaczyłam film "Aleksander" z Colinem Farrellem i tylko upewniłam się, że muszę mieć tego konia.
- powiedziała Rodowicz "Super Expressowi".Gwiazda na razie nie jeździ na Aleksandrze, zwierzak jest na to jeszcze za młody.
To młody konik, dopiero za rok będzie można go osiodłać, potem przyzwyczaić do siodła, ujeździć. Zajmie się tym moja córka
- wspomniała piosenkarka.
Rodowicz kupiła sobie konia na pocieszenie po rozwodzie
Nie wiadomo jednak, czy 75-latka będzie faktycznie jeździć na swoim pupilku. Ostatnio, właśnie z miłości do koni, nabawiła się kontuzji w czasie pobytu w Wałbrzychu.
Moja kontuzja pięty jest związana z końmi. Przez kilka godzin zwiedzałam ogromne stajnie zamku Książ.
- przyznała.Zapytana na koniec o to, czy Aleksander miał być formą pociechy po trudnym i długim rozwodzie, Rodowicz bez wahania potwierdziła.
Oczywiście, że tak, trzeba sobie sprawiać przyjemności i prezenty w życiu!












