Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Martyna Wojciechowska i Przemek Kossakowski robią to od czasu rozstania! Była gwiazda TVN potwierdza!

Przemek Kossakowski i Martyna Wojciechowska raczej nie przewidzieli, że ich rozstanie wzbudzi tak gigantyczne poruszenie. Informacje o tym, że podróżnik wyprowadził się z domu, a ich małżeństwo to już przeszłość, wstrząsnęła nie tylko fanami pary, ale i osobami ze świata mediów. Do niedawna ich sprawę opisywały głównie tabloidy. Teraz coś zaskakującego dodali od siebie eksperci z branży oraz dawna pracownica TVN...

Rozstanie Martyny Wojciechowskiej i Przemka Kossakowskiego było ogromnym zaskoczeniem. 

Para wzięła bowiem ślub parę miesięcy wcześniej. W wywiadach sugerowali, że w końcu znaleźli swoje drugie połówki i świetnie się uzupełniają. 

Ale coś jednak poszło nie tak i Przemek wyprowadził się z domu, czym nieźle zaskoczył swoją małżonkę. 

Gdy media dowiedziały się o całej sprawie, para wydała oficjalne oświadczenia, w których sporo można było wyczytać głównie między słowami.

Tabloidy robiły jednak swoje śledztwa. "Na Żywo" zasugerowało nawet, że powodem rozstania mogła być nawet inna kobieta.

Niespodziewanie sprawą postanowił zająć się branżowy portal Wirtualne Media, w którym próbowano znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego rozstanie akurat Martyny i Przemka wywołało aż takie poruszenie. 

Profesor Jacek Dąbała, medioznawca i audytor jakości mediów, uważa, że "czytelnicy kochają wyciąganie brudów", a życie  "celebrytów ma być pokazane najintymniej, jak tylko się da". 

Reklama

"Czytelnik dopiero wtedy doznaje rozkoszy „poznania” swojego idola. Dlatego dziennikarze tabloidów prześcigają się w pomysłach i bezlitośnie wchodzą w prywatność. Trzeba jednak zaznaczyć, że sami celebryci chętnie w tę grę grają. To układ połączony wspólnym interesem: pieniędzmi i sławą" - dodaje ekspert.

Karolina Korwin-Piotrowska gani Wojciechowską

W artykule wypowiedziała się także Karolina Korwin-Piotrowska, która przez lata prowadziła w TVN program "Magiel towarzyski", w którym krytykowała zachowanie celebrytów. 

Nawet ten, który o niej dużo opowiada, ale w pewnym momencie przychodzą trudne chwile. Pytanie, jak wychowaliśmy odbiorców. Oni uważają, że życie prywatne jest życiem publicznym, żyjemy w czasach podglądactwa i ekshibicjonizmu. Sami zainteresowani, wymagając od innych mediów, by milczały na ich temat, powinni też milczeć - zaznacza w rozmowie z Wirtualnemedia.pl. 

"Celebryta, który chwali się swoim życiem w mediach społecznościowych, może liczyć się z tym, że na jaw wyjdą również jego mniej chlubne elementy? - 

"Musi mieć świadomość, że ludzie będą chcieli wiedzieć. Oni mogą mówić: skoro celebryta przez lata zarabia na sprzedawaniu prywatności, niech się nie dziwi, że chcemy wiedzieć wszystko - odpowiada Korwin-Piotrowska. - 

"Pytanie, jaką drogę wybierze bohater takich historii. Czy będzie próbował edukować odbiorców, mówić im, że ma prawo do przeżywania czegoś w ciszy i prosi o uszanowanie tego? Jeśli napisze post o takiej treści, konsekwentnie byłoby nie poruszać tego gdzie indziej. A w sprawie Kossakowskiego i Wojciechowskiej widzę niekonsekwencję. Na początku jest prośba o uszanowanie prywatności, a potem oni sami nie potrafią uszanować swojej prywatności" - gani małżonków dziennikarka.

Potem zasugerowała jeszcze, że para być może z pomocą szumu medialnego po rozstaniu próbuje coś ugrać...

"Tabloidy czekają na każdą wpadkę i będą napędzały tę sprawę, ale nie będą robiły tego bez końca, jeśli bohater nie da im paliwa. A w tej sprawie widzę, że paliwo jest dawane cały czas i to z obu stron. Może to taka strategia" - zastanawia się głośno Karolina.

Co o tym sądzicie? 

***

Reklama

Reklama

Reklama

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »