Przejdź na stronę główną Interia.pl

Marian Opania był wściekły. Kolega po fachu wyjawił jego wstydliwy sekret

Marian Opania (75 l.) długo nie mógł zapomnieć Marianowi Kociniakowi (†67 l.), że w wywiadzie wyjawił jego tajemnicę. Przykry incydent omal nie zniszczył ich wieloletniej przyjaźni.

Połączyła ich praca na scenie, podobne zaangażowanie i szacunek do widza, a także garderoba w warszawskim Teatrze Ateneum, gdzie obaj pracowali przez kilka dekad. Wspólne przedstawienia, wspólne pogawędki, zainteresowania i słabości, np. gra w kości, bardzo ich do siebie zbliżyły. Tym, którzy znali obu artystów, wydawało się, że nic nie jest w stanie położyć się cieniem na ich relacjach. A jednak stało się inaczej...

Pierwsze, a zarazem jedyne zgrzyty między nimi pojawiły się w 2010 r. po tym, jak na półki księgarskie trafił wywiad rzeka "Spełniony", którego Kociniak udzielił z okazji 50-lecia pracy twórczej.

To właśnie w nim opowiedział o chorobie alkoholowej... swojego przyjaciela. - Miałem przyjemność dwoje, troje kolegów wyciągnąć z alkoholu. Moim największym sukcesem jest Marian Opania, który był już na dnie den - odważnie wyznał aktor.

Starszy kolega zaproponował mu kiedyś, że o każdej porze dnia i nocy może do niego przyjechać, ale tylko wtedy, kiedy będzie chciał sięgnąć po kieliszek. Bo jeśli już to zrobi, nie będzie w stanie mu pomóc.

- Czasem wstępował w niego tur, olbrzymia siła, kiedy chciał się napić. Żona zamykała drzwi na klucz, więc je wywalił z futryną. Przyjeżdżałem w nocy, dawałem mu kilka kropli alkoholu z wodą, a potem go odtruwano - zdradził tajemnicę przyjaciela Kociniak. A następnie dodał, że Opani udało się pokonać nałóg i że jest to powód do prawdziwej dumy.

- To się skończyło. Od 15 lat egzystuje wspaniale. Alkohol w tym zawodzie nie dotyka miernot, tylko ludzi utalentowanych - wyznał artysta.

Wypowiedź Kociniaka mocno zabolała jego przyjaciela. - Opania miał mu za złe, że na kartach książki występuje wyłącznie jako alkoholik. Nie rozumiał, dlaczego Kociniak nie wspomniał o nim jako o oddanym koledze czy o jego pracy aktorskiej. Trzydzieści lat przyjaźni zredukował do wypitych przez Opanię procentów. To musiało boleć - zdradził "Na Żywo" informator.

Ten rozdział jest już zamknięty

Reklama

Marian, by wyjść z opresji z twarzą, zaczął sam opowiadać o tym, jak walczył z nałogiem. Choć trochę to trwało, terapia odwykowa przyniosła w końcu skutek. Jego żona i córka chciałyby, żeby uznał już ten rozdział za zamknięty i przestał o nim opowiadać. On jednak jest innego zdania.

- Uważam wyjście z alkoholizmu za swój największy życiowy sukces - przyznaje otwarcie aktor. I dodaje: - Przede wszystkim trzeba być otoczonym przez życzliwych ludzi, którzy wiedzą, że to choroba. Po drugie należy znaleźć sobie wielki, nadrzędny cel, do którego będzie się uparcie dążyć. Dla mnie to była rodzina i budowa domu. Aktor chce być przestrogą dla innych. Nie ukrywa, że przeszedł przez piekło, ale to już przeszłość.

- Teraz nawet piwa nie piję. Jestem twardy w tym postanowieniu. Wszystko robię na sto procent - podsumowuje gwiazdor. Równie poważnie traktuje powierzone mu tajemnice. W przeciwieństwie do swojego przyjaciela, nie potrafiłby ich ujawnić.

Dowiedz się więcej na temat: Robert Korzeniowski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje