Początki ich znajomości nie należały do przyjemnych. W latach 70. pani Maria przygotowywała sztandarową audycję radiową "Muzyka i aktualności". Niestety, nie miała łatwego życia z kierownikiem programu. Chyba z nikim nie kłóciła się tak często, jak z nim! Z tego nie mogło wyniknąć nic dobrego. No, chyba że... małżeństwo. Tym nielubianym szefem był właśnie Marek Lipiński...
- Była ambitna i obowiązkowa, a jednocześnie żywiołowa, spontaniczna i uparta - wylicza dziennikarz. - Zresztą te cechy ma do dzisiaj - dodaje. Dopiero po kilku latach burzliwej, zawodowej znajomości, zakochali się w sobie. - Najwyraźniej najpierw musieliśmy się porządnie wykłócić, no i pewnie dzięki temu panuje teraz w naszym związku niemal stoicki spokój - śmieje się pan Marek.
- Wszyscy mówią, że niedobrze jest, jak żona i mąż pracują w tym samym zawodzie. A ja uważam, że wręcz przeciwnie. Nikt tak nie zrozumie pracy dziennikarza radiowego, jak inny radiowiec. Tego, że czasem trzeba pójść do pracy w nocy lub dłużej zostać w montażowni, albo gdzieś pojechać. Mój mąż nigdy nie uważał, że miejsce żony jest tylko w domu - opowiada pani Maria.
Przylgnęła do niej opinia, że w rozmowach z artystami potrafi słuchać, jak mało kto. Pan Marek z kolei jest mistrzem w słuchaniu żony, kiedy jadą samochodem. - Żona jest znakomitym pilotem. Nigdy nie czyni mi uwag, gdy prowadzę. Wie, że dwóch kierowców w jednym aucie to zdecydowanie o jednego za dużo - zachwala pan Marek.
Ich córka Małgorzata urodziła się w stanie wojennym. - To był dar od Boga. Przesiedziałam na 3-letnim urlopie macierzyńskim, odchowałam córkę, mogłam spokojnie patrzeć, jak rośnie. Pod koniec urlopu zaczęłam pracować od północy do trzeciej nad ranem w "Muzyce nocą". Małgosia spała wtedy pod opieką taty - opowiadała pani Maria.

Mimo że córka wychowywała się w studiu radiowym, nie poszła w ślady rodziców. Skończyła wzornictwo na ASP i zajmuje się projektowaniem. - Zawsze jej powtarzałam, że najważniejsze to wykonywać zawód z pasją. Żeby nie traktowała pracy jak obowiązku, tylko, żeby to, co robi, było częścią jej życia - mówi pani Maria.
Jej córka prowadzi z mężem Tomaszem Rygalikiem, dobrze prosperujące studio projektowe. Są rodzicami Franciszki (6 l.), która jest oczkiem w głowie dziadków. - Jestem zwykłą babcią. To dla mnie ogromna przyjemność zajmować się Franią. Jest częstym gościem u nas na Saskiej Kępie.
- Mama zawsze była kolorową postacią. Pięknie wygląda i świetnie się ubiera. O modzie wie wszystko - chwali Małgorzata Rygalik. Mąż pani Marii pieszczotliwie mówi do niej Pućka. - To się wzięło jeszcze z dzieciństwa. Wyglądałam wtedy jak pyza. Potem stałam się bardziej podobna do człowieka, ale mój pseudonim przylgnął do mnie na stałe - śmieje się dziennikarka.
Oboje uwielbiają podróże. Szczególnie upodobali sobie Włochy. Objechali samochodem Sycylię, Sardynię, Korsykę, Lampedusę oraz norweskie fiordy. Ale najlepiej im na Saskiej Kępie. Mieszkają tu od zawsze. - Z tyłu uliczki mamy ogródek, jest blisko do Wisły - zachwyca się pani Maria. A jej mąż dodaje: - Żona nie ma sobie równych, jeśli chodzi o gotowanie, miłość do kwiatów i pielęgnowanie ogrodu. Jej pogodne usposobienie jest dobre na wszystko. Zjednuje sobie wszystkich i tworzy cudowną atmosferę.
Zobacz również:


***
Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:








