Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Elżbieta Dmoch "odtrąca każdą wyciągniętą dłoń"

Elżbieta Dmoch (65 l.) nigdy nie pogodziła się ze śmiercią męża Janusza Kruka. Dziś żyje we własnym świecie i odrzuca pomoc dawnych przyjaciół.

Niemal codziennie przypominają o niej przeboje nadawane przez stacje radiowe: "Chodź, pomaluj mój świat", "Windą do nieba", "Czerwone słoneczko". Ale Elżbieta Dmoch zapewne o tym nawet nie wie. - Dzisiaj żyje tylko w świecie wspomnień - mówią jej sąsiadki.

Reklama

Wokalistka przeszła załamanie nerwowe, kiedy rozpadło się jej małżeństwo z Januszem Krukiem - muzyk odszedł do innej kobiety, ożenił się z nią po rozwodzie z Elą i miał dwóch synów. Ona niby rozumiała, że nie ma już męża, ale wciąż uważała, że to nadal jest jej mężczyzna.

Z jej strony była to miłość trochę chorobliwa. Czekała i wierzyła, że Janusz do niej wróci. Zmęczona problemami zamknęła się w sobie. Nie pracowała, żyła z oszczędności. Tylko raz, w 1998 roku, wróciła na estradę i wystąpiła na jednym koncercie. Nie była z siebie zadowolona, uważała, że traci głos i już nie dała się namówić na kolejny występ.

- Nigdy nie płaciła składek na ZUS - mówi dziennikarka muzyczna Maria Szabłowska. - Nie przyjmowała też pieniędzy zebranych przez przyjaciół. Mieszkała sama w M-3, które później musiała opuścić z powodu zaległości czynszowych.

Wtedy znalazła zdewastowany dom we wsi Gładków koło Tarczyna. Długo jednak nie wytrzymała w nieogrzewanych pomieszczeniach, nie było tam bieżącej wody i elektryczności. Po roku pojawiła się w mieszkaniu matki w Warszawie przy ulicy Międzynarodowej.

Elżbieta wychodziła tylko na spacery, zakupy robiła matka. To Janina Dmoch (†80) do końca swych dni opiekowała się córką. Zmarła na początku października 2006 roku. Schorowana staruszka przeczuwała nadchodzący koniec. Na cztery dni przed śmiercią zdążyła przepisać córce mieszkanie i ją zameldować. Dzięki temu gwiazda nie została bezdomna. Śmierć matki była dla niej ciosem.

Na pogrzebie była w szoku. Zaraz po uroczystościach pogrzebowych, niemal prosto z Cmentarza Bródnowskiego, trafiła do jednego ze warszawskich szpitali psychiatrycznych. Od tego czasu minęło ponad 10 lat. Dawna gwiazda pogrążyła się w depresji. Podobno podejmowała próby samobójcze.

Dziś kontaktuje się tylko ze starszą siostrą, Teresą. Sąsiadki, znające ją od lat, próbowały z nią rozmawiać, jednak ona ciągle uciekała przed ludźmi, jakby się ich bała.

- Nie mam z nią żadnego kontaktu - mówi Cezary Szlązak, członek zespołu 2 plus 1. - Ona odtrąca każdą wyciągniętą pomocną dłoń. Ważne, że przynajmniej zaczęła odbierać pieniądze z tantiem i nie ucieka przed listonoszem przynoszącym skromną emeryturę.

Najlepiej czuje się w swoim fotelu, wpatrzona w fotografię Janusza Kruka, wiszącą na ścianie. Czasami słucha piosenek zespołu 2 plus 1. Rzadko widują ją sąsiadki. Chodzi zgarbiona, nieuczesana. I wciąż ubiera się na czarno, jakby jej żałoba nie miała końca...

Nostalgia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje