Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Marek Bączek przerywa milczenie. Twierdzi, że to Sylwia Gruchała go zostawiła

Sylwia Gruchała (34 l.) i Marek Bączek (30 l.) po dwóch latach małżeństwa postanowili się rozstać. Czy stoi za tym inna kobieta?

W wywiadzie, jakiego florecistka udzieliła w 2013 r., tuż przed narodzinami córki Julii, powiedziała, że zawsze wiedziała, że wygra w życiu dopiero wtedy, gdy stworzy dom.

Dziecku, które miało przyjść na świat, chciała dać jak najwięcej miłości i poczucia bezpieczeństwa. Tłumaczyła, że jest to dla niej bardzo ważne, tym bardziej że sama nie miała pełnej rodziny, ponieważ jej matka wyjechała do Stanów Zjednoczonych, gdy miała sześć lat i, mimo obietnic, już stamtąd nie wróciła.

Z kolei ojciec, który wychowywał ją i trójkę jej rodzeństwa, zmarł dziewięć lat później. Będąc zaledwie piętnastolatką, Gruchała sama musiała decydować o sobie i wybierać, co jest dla niej dobre, a co złe.

Reklama

Wydawało się, że marzenie o bezpiecznym, pełnym miłości domu uda jej się zrealizować u boku męża, młodszego o cztery lata Marka Bączka. Oboje są mistrzami floretu i żołnierzami - on w stopniu starszego kaprala, ona zaś starszego szeregowego.

Dobrze się również dobrali pod względem charakterów: oboje temperamentni, radośni i pełni energii. Niestety, okazało się, że ich małżeństwo przetrwało zaledwie dwa lata - para jest w trakcie rozwodu.

Pozew wpłynął do Sądu Okręgowego Warszawa Praga 27 kwietnia br. Dotychczas odbyły się dwie rozprawy. Na ostatniej, 12 sierpnia br., para osiągnęła porozumienie w kwestii podziału majątkowego i opieki nad córką. Termin kolejnego posiedzenia wyznaczono na początek września.

Sylwia układa sobie życie z kimś innym?

Choć Bączek widywany jest już z 26-letnią Anną Mendak, Miss Mazowsza z 2009 r. i modelką znaną z rozbieranych sesji, jego znajomy twierdzi, że przyczyną rozstania nie była zdrada.

- Na początku tego roku Sylwię i Marka spotkała ogromna tragedia. Nie byli w stanie uporać się z tym, co wydarzyło się w ich życiu i zaczęli oddalać się od siebie.

Informator dodaje, że Marek zawsze był bardzo rodzinny, rozstanie przypłacił depresją i nie ma głowy ani serca do innych kobiet.

- Sugestie mediów, że Marek zdradził żonę, są dla niego ciosem w serce. Jest odwrotnie, bo to Sylwia układa już sobie życie z kimś innym.

Powiedziała mi, że wyjeżdża

Mimo wielu prób nie udało się porozmawiać ze sportsmenką. Za to na rozmowę zgodził się jej mąż. Co ciekawe, potwierdził słowa informatora "Twojego Imperium".

- Nasze rozstanie z Sylwią nie było spowodowane pojawieniem się osoby trzeciej, lecz traumą, jaką przeżyliśmy oboje na początku tego roku - mówi Bączek.

- Po tym, co się stało, Sylwia powiedziała mi, że wyjeżdża na Wybrzeże. Ta decyzja miała jej pomóc w powrocie do kariery sportowej. Ja również rzuciłem sprawy w Warszawie i pojechałem za nią, wynająłem mieszkanie niedaleko żony, by móc widywać ją i córkę. Niestety, na nic się to zdało. W kwietniu Sylwia złożyła pozew rozwodowy. Ale ja przez cały czas mam nadzieję, że to wszystko można jeszcze odwrócić, że jeszcze się pogodzimy.

Zapytany o charakter swojej znajomości z Anną Mendak i zdjęcia, które wywołały plotki o romansie, prosi, żeby nie doszukiwać się w tym niczego poza przyjaźnią.

- Anna jest moją dobrą znajomą, ale nic więcej - zapewnia. Nie chce komentować rewelacji, jakoby Sylwia spotykała się z innym mężczyzną.

- Zamierzam walczyć o nasz związek do końca, dlatego, że wciąż bardzo kocham Sylwię i kocham także nasze dziecko. Nawet jeżeli sąd orzeknie rozwód, dla mnie niczego to nie zmieni. Nadal będę ją kochał, nadal będę starał się ją odzyskać. Nie poddam się.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »