Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Marcin Daniec zdradza receptę na szczęśliwe życie

Bawi od ponad 30 lat i ciągle przybywa mu fanów. Marcin Daniec (60 l.) po każdym występie ma tyle bisów, że czasami przez dwie godziny nie może zejść ze sceny. Tygodnikowi "Na Żywo" opowiedział o kobietach swojego życia: żonie Dominice (40 l.) i córce Wiktorii.

W 1980 r. urodziła mu się córka Karolina ze związku z pierwszą żoną, jednak to małżeństwo okazało się porażką. Przez wiele lat po rozwodzie nie umawiał się z kobietami i planował raczej samotne życie. Wszystko się zmieniło, gdy podczas jednego z występów poznał Dominikę, która jest o 20 lat od niego młodsza. Para w 2001 r. wzięła ślub, a sześć lat później urodziła się Wiktoria. Marcin jest też dziadkiem. Jak mówi, to swojej pięknej żonie zawdzięcza dobrą formę.

Reklama

Niedawno obchodził pan 60. urodziny. Były huczne?

- Była fantastyczna impreza w naszej, ulubionej restauracji w Krakowie. Zaproszonych było 60 osób, a wokół fruwało tyle samo srebrnych balonów. Chciałem je wszystkie przebić, ale nie udało się. Reżyserami tej imprezy, która była dla mnie niespodzianką, zostały moja żona i córeczka, Wikusia. Wszystko zrobiły w tajemnicy. Dostałem też mnóstwo życzeń, na które odpowiadałem dwa dni!

Jakie otrzymał pan prezenty?

- Dostałem moje ukochane perfumy, jedne od żony, drugie od Wikusi, a trzecie od dorosłej córki, Karolki. Od moich przyjaciół artystów otrzymałem świetny, zawodowy mikrofon, taki jaki ma Mick Jagger. Bardzo się ucieszyłem, bo nawet o nim nie marzyłem. Teraz tylko muszę pamiętać, żeby go ładować przed każdym wyjściem na scenę. Żeby "wytrzymał", bo moje recitale trwają, z bisami, dwie godziny.

Córka prowadziła imprezę?

- Nie, moja żona. Wikusia poprowadziła "Turniej wiedzy o Jubilacie", co mnie bardzo zaskoczyło. Kiedy zadawała pytania, prosiła o spokój, decydowała, kto pierwszy odpowie, widziałem małego Dańca. Na "deser" zaśpiewała piosenkę jednego ze swoich idoli, Michała Szpaka, "Colour Of Your Life". Miałem miękkie nogi i łza mi się zakręciła. Pomyślałem wtedy: "No, Dańcówna, działaj". Podczas imprezy wielu artystów wystąpiło specjalnie dla mnie i moich gości.

Stresuje pana upływ czasu?

- Zupełnie na mnie to nie działa. Wymyśliłem, że 60-tka to tylko jeden dzień więcej, niż wczoraj. Choć dostałem już jednego "kopa"! Po raz pierwszy od czasów studenckich, skorzystałem ze zniżki w pociągu.

Dba pan o siebie?

- Oczywiście! Bardzo rzadko piję alkohol, do meczu tylko jedno piwo, nie palę, natomiast często gram w tenisa i pływam. Palenie rzuciłem 12 lat temu z dnia na dzień. Co prawda chodziłem po ścianach przez 30 dni, ale z upływem czasu duma jest ogromna.

Pana córka też lubi sport?

- Pływa i gra w tenisa, trenuje taniec, ale jej największy konik to akrobatyka. Pomagałem jej stawać na rękach, robić przewroty. Nauczyła się tyle rzeczy, że może iść spokojnie na zajęcia z akrobatyki. A gwiazdę robi jak prawdziwa... gwiazda.

Jaki ma kontakt z pana 5-letnią wnuczką?

- Bardzo ją lubi i ma ogromny wpływ na rozwój Julki. Między nimi jest pięć lat różnicy i mała dużo się uczy od swojej... cioci. Wikusia ma też świetne relacje z jej mamą, czyli moją dorosłą córką Karoliną.

To prawda, że dzięki panu żona i córka pokochały futbol?

- Dominika jest wielkim kibicem. Wciągnąłem ją w to podczas meczu naszej reprezentacji z Norwegią. Potem był awans Polaków do mistrzostw w Korei. Była ze mną na każdym meczu polskiej reprezentacji podczas Euro 2012. A kiedy Kuba Błaszczykowski, przed meczem z Rumunią, wszedł z naszą Wikusią na hymn, oszaleliśmy z radości! I tym sposobem, kolejna kobitka z naszej rodziny została zapalonym kibicem!

Rozmawiała: Lena Jared

***

Zobacz więcej materiałów:

Dowiedz się więcej na temat: Daniec Marcin

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje