Przejdź na stronę główną Interia.pl

Majdan: Boję się popełnić błąd

Miał dwie żony, ale nieprędko zwiąże się z kolejną kobietą. Tylko nam zdradza, jakie dziewczyny mają u niego szanse.

Podoba Ci się nowa płyta Dody, Twojej byłej żony?

Reklama

Radosław Majdan: - Kiedyś miałem do czynienia z polityką, byłem w Sejmiku Zachodniopomorskim, więc odpowiem politycznie: słucham innego gatunku muzyki...

A co sądzisz o jej występie ze sztucznym penisem w Empiku, strojach odsłaniających wdzięki i nowym teledysku, w którym występuje nago?

R.M.: - Uważam, że wszystko ma swoje granice. Nawet kontrowersja staje się przewidywalna, jeśli się jej nadużywa. Notoryczna przesada staje się normą, która już nie ciekawi, nie interesuje i nie zaskakuje. Wielu artystów powinno o tym pamiętać.

Wciąż jesteś obiektem spekulacji, jeśli chodzi o kobiety. Ostatnio pozowałeś do zdjęć z Moniką Jarosińską, która pobiła się z Dodą. Nic tak nie jednoczy jak wspólna nienawiść?

R.M.: - Tak to chciały widzieć niektóre media. Monika jest moją przyjaciółką, po prostu się lubimy. A to, że między nią a Dorotą doszło do spięcia, nie jest powodem, żebym nagle zaczął unikać Moniki. Media wykorzystały zdjęcie, które zrobiono nam w czasie promocji moich perfum. Było jednym z kilkuset, do których wtedy pozowałem. Później z Moniką spotkaliśmy się na "The Voice of Poland". Kolejne zdjęcie i plotka gotowa.

A znajomość z Anią Samusionek to coś poważnego?

R.M.: - Ona jest sama, ja jestem sam, więc przypisuje się nam romans, którego nie ma. Ania również była na mojej imprezie i na "The Voice of Poland". Po prostu jesteśmy grupą znajomych, która spotyka się na różnych imprezach.

Może media niepotrzebnie szukają dla Ciebie pary, bo już kogoś masz? Dojrzałeś do kolejnego związku?

R.M.: - Dawno do tego dojrzałem. Dojrzałem też do tego, żeby bardziej cenić swoją prywatność. Na razie żyję sobie sam, mam fajną pracę, grupę przyjaciół. Nie mam osoby, z którą mógłbym to dzielić, ale wierzę, że kiedyś to się zmieni.

Jaka kobieta przykułaby uwagę Radka Majdana?

R.M.: - Ciężko to zdefiniować, bo zakochujemy się sercem. Uczucie zawsze spada na nas jak grom z jasnego nieba. Na pewno chciałbym mieć z ukochaną taki wspólny feeling. Śmiać się z tych samych rzeczy, oglądać te same filmy, chodzić na te same koncerty. Chciałbym też, żeby była inteligentna.

Wokół Ciebie jest wiele interesujących kobiet. Dlaczego nie możesz się zakochać?

R.M.: - Mam za sobą dwa nieudane związki, więc jestem ostrożny. Nie chcę wchodzić w coś, do czego nie jestem do końca przekonany. Więc jak tylko pojawiają się wątpliwości, wycofuję się. Może to źle, bo czas krystalizuje i weryfikuje pewne cechy charakteru, jednak boję się powtórzyć błąd.

Z pierwszą żoną Sylwią łączy Cię ponoć kwitnąca przyjaźń...

R.M.: - Kwitnąca przyjaźń, to za dużo powiedziane (śmiech). Ona ma faceta i dziecko, ale wiem, że mogę na nią liczyć, gdybym potrzebował pomocy. A ona może liczyć na mnie. Bardzo ją szanuję za to, jak się zachowywała po naszym rozwodzie. Jest świetną projektantką, mogła wykorzystać moją osobę do promocji. Nigdy tego nie zrobiła. Zważywszy na to, jak zachowywała się po rozwodzie moja druga żona, Sylwię szanuję podwójnie.

Niedawno urządziłeś mieszkanie. Masz w nim podobno barek i wielkie łóżko...

R.M.: - Barek najbardziej lubią moi koledzy (śmiech). A ja lubię ścianę poświęconą "Tańcowi z Gwiazdami". Jak przyjdzie do mnie jakaś kobieta, to pomyśli, że oszalałem na punkcie Izy Janachowskiej (śmiech). Mam bowiem masę naszych wspólnych zdjęć z programu. Ale dla równowagi mam też ścianę ze wszystkimi koszulkami, w których grałem w piłkę. To dwa sentymentalne miejsca w moim domu.

Michał Płowecki

(1/2012)

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje