Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Magda Gessler chce 100 tys. złotych zadośćuczynienia od właściciela restauracji

Magda Gessler (64 l.) domaga się od uczestnika programu "Kuchenne rewolucje" 100 tys. złotych zadośćuczynienia za naruszenie jej dóbr osobistych.

Restauratorka w październiku 2013 roku wraz z ekipą "Kuchennych..." gościła w Łebie. To był jeden z bardziej kontrowersyjnych odcinków.

Reklama

Panujący w kuchni brud, przeterminowane w lodówce produkty, właściciel żałujący swoim pracownikom godziwych pensji - to tylko niektóre problemy lokalu zaakcentowane przez Gessler. Rewolucja się jednak udała - nadmorska góralska chata (!) zmieniła wystrój, menu i przeszła ostateczny test.

Program wyemitowany został wiosną 2014 roku. Właściciel lokalu, pan Mirosław, zdecydował się na wywieszenie banerów z rekomendacją Gessler i wydrukowanie ulotek, na co - jak twierdzi - dostał ustną zgodę gwiazdy.

Niestety, po emisji Magda Gessler zdecydowała się pierwszy raz w historii cofnąć rekomendację. Na swoim facebookowym profilu tłumaczyła, że zrobiła to za namową znajomych i przyjaciół, którzy gościli w restauracji po "Kuchennych rewolucjach".

"Wasze reakcje tu, na Facebooku, ale również relacje moich dobrych znajomych i przyjaciół, którzy ostatnio odwiedzili tę restaurację, uświadomiły mi, że popełniłam błąd, ufając w to, że standard, który ustanowiłam, nadal tam obowiązuje. Z dużym smutkiem cofam swoją rekomendację dla Łebskiej Chaty i choć cały czas trzymam za Mirka kciuki, to dziś nie mogę jego restauracji polecić nikomu. Dzieje się w niej za dużo złego. Mirku, zadbaj o swoje miejsce, szanuj swoich gości, nie zapominaj o naszych rozmowach. Dziękuję wszystkim moim fanom, którzy informowali mnie o tym, co dzieje się w Łebie i nadal proszę Was o czujność przy wszystkich innych miejscach, które wymieniłam w przewodniku. Nie mogę zawsze być wszędzie" - napisała.

Dziś gwiazda oskarża właściciela lokalu o naruszenie dóbr osobistych i domaga się 100 tys. złotych zadośćuczynienia za umieszczenie jej podobizny na banerach. Obsługa lokalu twierdzi, że to absurd.

Podczas rozprawy sądowej zeznali oni, że na banerach nie było twarzy, tylko napis: "Magda Gessler poleca". Poza tym właściciel lokalu dostał ustną zgodę Gessler na wykorzystanie jej rekomendacji.

"Powiedziała, że nie ma problemu. Inne restauracje też wywieszały banery" - mówił w sądzie właściciel lokalu, pan Mirosław, nie kryjąc zaskoczenia takim obrotem sprawy.

"Pani Magda umieściła nas w swoim przewodniku. Na zdjęciu w książce był baner. Nic nie mówiła, żeby go zdjąć. Rok po programie dostałem Poziomkę. To pozytywne wyróżnienie. Byłem zaproszony na odbiór do Warszawy. 'U Fukiera' była impreza na czterysta osób. Pani Magda nazwała mnie: czerwony krasnal ze Szwajcarii. Osobiście wygłosiła pochwałę przy wręczaniu nagrody. Później dostałem pismo od adwokata, że w ciągu siedmiu dni mam baner zdjąć" - tłumaczył właściciel.

Sama zainteresowana nie stawiła się w sądzie.

***

Zobacz więcej materiałów:

pomponik.pl

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Magda Gessler

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »