Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Liliana Komorowska szkoli Bachledę! "Wzięłaś od Colina za mało"

Mieszkająca na stałe w USA polska aktorka zna tamtejsze realia i uważa, że Alicja Bachleda-Curuś (35 l.) mogła wyciągnąć od ojca jej synka znacznie więcej...

Sprawa alimentów, jakie Colin Farrell płaci Alicji na ich wspólnego syna, przez polskie media była podejmowała wielokrotnie. 

Reklama

Colin rozstając się z Alicją, aby uniknąć medialnego procesu, zaproponował Polce ugodę. Tabloidy donosiły, że aktorka dostała 100 tys. złotych miesięcznie alimentów oraz warty ponad milion dolarów dom w Los Angeles. 

Farrell miał jednak zastrzec sobie w umowie, że w tym czasie Alicja nie może wynieść się z USA. Po związaniu się z nowym partnerem grozi jej obniżenie alimentów o 50 procent. 

Kwota na przeciętnym Polaku i tak robi ogromne wrażenie, choć Bachleda mogła ponoć od Farrella wyciągnąć znacznie więcej. Tak przynajmniej twierdzi Lilianna Komorowska (62 l.), która doskonale orientuje się w temacie.

"Alicja mogła zawrzeć z Farrellem ugodę, dogadać się bez rozprawy sądowej, aby uniknąć rozgłosu i dodatkowych kosztów. Nawet nie będąc żoną, a mając z nim dziecko, mogłaby liczyć na duże pieniądze. Prawo w

USA jest surowe i twardo stoi za matką" - wyjawia w "Super Expressie" aktorka, która w swoim życiu była świadkiem wielu takich zdarzeń.

"Zgodnie z prawami autorskimi dziecku takiej gwiazdy jak Farrell może należeć się 17 proc. rocznych zarobków" - dodaje.

Tabloid podliczył więc, ile mały Henry potencjalnie stracił  z powodu decyzji jego mamy.

"Hollywoodzki amant otrzymuje ok. 2 mln dol. za jeden film, a przecież gra ich więcej niż jeden. Rocznie mały Henry dostawałby zatem jakieś 350 tys. dolarów, czyli 1,3 miliona złotych rocznie" - czytamy.


***

Dowiedz się więcej na temat: Alicja Bachleda-Curuś

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje