Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Leonard Pietraszak prosi syna o wybaczenie! "Czasu nie zostało mu dużo"

Leonard Pietraszak (81 l.) wiele razy wyciągał rękę do zgody. Myślał, że gdy syn dorośnie, zrozumie jego wybory. Przeliczył się.

Nie ma dnia, by nie tęsknił za Mikołajem. Od lat popularny aktor żyje w poczuciu winy. - Bardzo chciałby pogodzić się z synem. Wie, że czasu nie zostało mu dużo. Czeka na jakiś gest, wiadomość, a trafia na mur obojętności - mówi "Dobremu Tygodniowi" znajomy aktora.

Reklama

Jego przyjaciele myśleli, że wydana w 2015 roku autobiografia "Ucho od śledzia", w której gwiazdor szczerze opowiedział o swoim życiu, zmieni ich relację na lepsze. Niestety, tak się nie stało.

- Nie mają ze sobą kontaktu. Dawniej mieli, ale niewystarczający. Zdaniem syna, z winy ojca. Książka nie pomogła, a może nawet zaogniła sytuację - mówi źródło tygodnika.

Ta rodzinna historia, która ciągle nie może doczekać się happy endu, zaczęła się wiele lat temu. Był początek lat 60. ubiegłego wieku, kiedy świeżo upieczony aktor po łódzkiej filmówce zaczął pracę w Poznaniu. Poznał tam piękną i utalentowaną malarkę Hannę. Wkrótce zostali małżeństwem, a na świecie pojawił się ich syn, Mikołaj.

Jednak Leonard wyjechał do Warszawy, by robić karierę. Przez chwilę liczył, że Hanna i Mikołaj dołączą do niego w stolicy, ale tak się nie stało. Mimo że związek zaczął się rozpadać, syn był najważniejszy.

- Starałem się przyjeżdżać niemal w każdy weekend, żeby choć trochę z nim pobyć, były też wakacje, podczas których spędzałem z małym dużo czasu - wspomina.

Sytuacja się skomplikowała, kiedy u boku aktora pojawiła się Wanda Majerówna. - Któregoś dnia przyjechałem do Poznania i powiedziałem żonie, że powinniśmy się rozstać, poznałem kogoś i chcę ułożyć sobie życie na nowo - opowiada.

Synek bardzo przeżył rozstanie rodziców, ciągle czekał na powrót taty. - Gdy mijały kolejne lata rozłąki, w końcu zrozumiał, że ta sytuacja się nie zmieni, i narodził się w nim na pewno sprzeciw, wręcz niechęć do mnie - wyznaje gwiazdor.

Kiedy chłopak był dorosły, dodał sobie nazwisko Dmowski, po babci. Gdy się żenił, na ślub zaprosił tylko ojca, nie chciał, by uczestniczyła w nim jego druga żona.

Znajoma rodziny tłumaczy, że zachowanie Mikołaja, który jest już mężczyzną po pięćdziesiątce, nie wynika z zapiekłości.

- Leonard Pietraszak nie zawsze był zainteresowany podtrzymywaniem więzi z synem. Jego słowa czasem mijają się z prawdą. A Mikołaj tego nie dementuje, nie chce pogarszać sytuacji - mówi źródło "Dobrego Tygodnia".

Pietraszak chciałby, by jedynak mu wybaczył, ale czy dojdzie do pojednania?

***

Zobacz więcej materiałów:

Dobry Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Leonard Pietraszak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »