Krzysztof Ziemiec, dziennikarz związany od blisko dwóch dekad z TVP, 15 lat temu przeżył wypadek, który mógł zakończyć jego życie.
Tragiczny wypadek Krzysztofa Ziemca
22 czerwca 2008 roku w mieszkaniu Ziemców na warszawskim Ursynowie wybuchł pożar, którego źródłem był garnek z parafiną kosmetyczną, którą wieczorem podgrzewała żona dziennikarza i zapomniała wyłączyć przed pójściem spać.
Ziemiec błyskawicznie rozpoznał przyczynę pożaru i chwycił garnek, chcąc jak najszybciej wynieść go z mieszkania, w którym spali żona i troje dzieci. Na klatce schodowej poślizgnął się i wylał na siebie wrzącą parafinę. Niemal połowa jego ciała uległa ciężkiemu poparzeniu.
Jak mówiła krótko po wypadku żona dziennikarza, Danuta Ziemiec:
"Mąż jest w bardzo ciężkim stanie, ciężko jest mu mówić, on się czuje tak, jakby go coś rozrywało od środka. Ale wierzę, że będzie dobrze. On jest jak Terminator... "
Krzysztof Ziemiec wspomina wypadek
Jak wyznał z perspektywy czasu sam Ziemiec w książce "Wszystko jest po coś”, daleko mu było wtedy do Terminatora.
"Było bardzo źle. Gorączki nie mógł zbić żadnej antybiotyk. Nie było pewne, czy przeżyję, czy umrę na coś w rodzaju sepsy" - wyjawił.

Jak donosi "Dobry Tydzień", wtedy jedna z pielęgniarek miała wspomnieć żonie Ziemca o uzdrawiających właściwościach wody z Lourdes, słynnego na cały świat sanktuarium, przyciągającego miliony pielgrzymów.
Szczęśliwym zbiegiem okoliczności szybko wyszło na jaw, że flakonik cudownej wody znajduje się w posiadaniu koleżanki dziennikarza. Jak wspominał Ziemiec:
"Piłem tę wodę. Żona podawała mi po kilka łyżek dziennie".
Krzysztof Ziemiec: woda z Lourdes uratowała mu życie
Od tamtej pory proces zdrowienia przyspieszył ponoć tak bardzo, że "lekarze nie kryli zdumienia".
Gorączka spadła, zagrożenie sepsą minęło, a w grudniu 2009 roku, półtora roku po wypadku, Ziemiec poprowadził wigilijne wydanie telewizyjnych "Wiadomości".

Dziennikarz nadal nie ukrywa swojego przekonania, że wymodlił sobie życie:
"Kiedy już nie ma nadziei, kiedy wszystkie narzędzia zawodzą, zostaje modlitwa. Największą moc ma różaniec".
W podzięce za swoje wyzdrowienie Ziemiec udał się na pielgrzymki do Lichenia, Częstochowy i Guadelupe. Taką decyzję podjął jeszcze w szpitalu, a gdy tylko siły mu pozwoliły, zrealizował swoje postanowienie. Jak wyjaśnił w książce „Wszystko jest po coś”:
"Gdyby nie moja wiara, nie widziałbym w tej walce sensu”.
Zobacz też:
Krzysztof Ziemiec przekazał smutną wiadomość. "20 lat i koniec"
Krzysztof Ziemiec: Historia życia słynnego dziennikarza. O czym wolałby zapomnieć?
Krzysztof Ziemiec: Wypowiadam się w imieniu wszystkich, których dotyka hejt











