Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Krzysztof Daukszewicz: Chwile grozy wróciły

Los zetknął go z Violą, gdy oboje przeżyli dramat. Ból zbliżył ich do siebie. Kiedy uczucie rozkwitło, miłość została wystawiona na próbę.

Niedawno Krzysztof Daukszewicz (69 l.) i jego żona, dziennikarka Violetta Ozminkowski-Daukszewicz, świętowali wspólnie przeżyte dziesięć lat. Czas działa na ich korzyść, co potwierdza satyryk. - Z każdym dniem jest nam coraz bliżej do siebie - zdradza w "Pani". Rocznica skłoniła ich do refleksji. A wspominać mają co, choćby początek znajomości, który nie należał do udanych.

Reklama

Zanim los połączył Krzysztofa i Violę, kabareciarz żonaty był z Małgorzatą Kreczmar. On zarabiał na dom, ona zajmowała się dziećmi - Grzegorzem i jego starszym o pięć lat bratem Alkiem. Synowie dojrzewali i coraz gorzej znosili brak ojcowskiego wsparcia. - Taty było w domu mniej niż więcej. Zawsze zapracowany, nie miał czasu na nic - wspomina dzieciństwo Grzegorz. Satyryk planował to zmienić, ale, niestety, na obietnicach się skończyło.

Wszystko zmieniła choroba Małgosi. Coś, co wydawało się zwykłym przeziębieniem, okazało się nowotworem płuc. Krzysztof ukrywał prawdę przed żoną i dziećmi. Wierzył, że będzie dobrze. W końcu sytuacja go przerosła. - Były dni, że nie wytrzymywałem. Zamykałem się w pokoju i zapijałem - wyznaje artysta. W 2006 r. Małgosia odeszła na zawsze. Każdy dzień był dla niego walką z oswojeniem bólu, cierpienia, niewyobrażalną tęsknotą.

I wtedy w jego życiu pojawiła się Viola. Umówiła się z nim, by przeprowadzić wywiad. Okazało się, że ją los też boleśnie doświadczył, bo niedawno zmarła jej siostra. Wspólna niedola zbliżyła ich do siebie. Wkrótce satyryk zaprosił ją do swojego domu na Mazurach. Dziennikarka przyznaje, że bardzo chciała dobrze wypaść, ale z wrażenia, podjeżdżając pod bramę domu artysty, uderzyła w nią samochodem i stłukła reflektor. - Krzyś powiedział mi później, że stał w oknie i myślał: "Boże sądziłem, że po śmierci Małgosi spotkam kobietę, która poda mi herbatę i bułeczkę z konfiturą własnej roboty, a tymczasem to ja muszę się tą sierotą zająć" - opowiada.

I zajął się. - Spotykaliśmy się coraz częściej. Najpierw konspiracyjnie, bez wiedzy moich synów, w ogródku jordanowskim na Bemowie, gdzie Viola mieszkała - opowiada artysta. Siedzieli na huśtawkach i rozmawiali o wszystkim. Nawet nie zauważyli, kiedy ich znajomość zaczęła wykraczać poza przyjaźń. Znajomi próbowali ostrzegać ich przed sobą. Byli jednak tacy, którzy wierzyli, że im się uda. - Jestem wdzięczna naszym dzieciom. Nie tylko się nawzajem polubiły, ale szalenie nas od początku wspierały w naszych nieudolnych zalotach - śmieje się Viola.

Po oświadczynach zakochani przypieczętowali miłość ślubem. Od tego czasu są niemal nierozłączni. Krzysztof jest dumny z tego, że namówił ją do pisania książek i do łowienia ryb. Ich spokojne życie, z dala od zgiełku wielkiego miasta, kilka lat temu zostało wystawione na próbę. - Przeżyliśmy chwile grozy, bo wykryto u Violi chorobę nowotworową - zdradza satyryk. Wróciły bolesne wspomnienia. Na szczęście tym razem wszystko dobrze się skończyło.

Na żywo

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Krzysztof Daukszewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »