Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Krzysztof Antkowiak był wrakiem człowieka! Uratowała go wiara!

Prawie 30 lat temu Krzysztof Antkowiak (42 l.) wyśpiewał swój największy hit „Zakazany owoc”. Potem była nieszczęśliwa miłość, alkohol, hazard i narkotyki. Przed rokiem nawrócił się.

Syn Witolda Antkowiaka z Duetu Egzotycznego nie mógł pójść inną niż muzyczna drogą.

Reklama

Mały Krzyś pierwsze wyróżnienie zdobył już jako pięciolatek, na Festiwalu Piosenki Dziecięcej w Koninie.

W Opolu wyśpiewał nagrodę publiczności w 1988 roku, a jego „Zakazany owoc” stał się wielkim przebojem.

Krzysztof miał wtedy zaledwie 15 lat i z dnia na dzień został najsławniejszym nastolatkiem w Polsce.

Ciężar sukcesu okazał się jednak ogromny.

"Sława w pewnym momencie bardzo mi przeszkadzała. Chodziłem jeszcze do szkoły. Z jednej strony było uwielbienie fanów na koncertach, a z drugiej nienawiść i zazdrość na co dzień.

To były ogromne kontrasty. Ciężko jest w takiej sytuacji znaleźć w sobie balans" – mówi w rozmowie z „Dobrym Tygodniem” piosenkarz.

Jego tata, który dobrze znał zagrożenia, jakie niesie ze sobą życie sceniczne, postawił synowi warunek, by do matury zrezygnował z występów.

Krzysztof ograniczył koncerty. Ukończył liceum muzyczne, a potem klasę fortepianu w Akademii Muzycznej w Poznaniu. Współpracował m.in. z Grzegorzem Ciechowskim i Justyną Steczkowską.

Jednak szczególną rolę, nie tylko ze względów zawodowych, odegrała w jego życiu Edyta Górniak.

Poznali się jeszcze na pamiętnym festiwalu w Opolu. Edyta przyszła do Krzysztofa po autograf.

"Zakochałem się mając 17 lat. Tą pierwszą, niełatwą miłością. Rozstanie i jego okoliczności były dla mnie trudniejsze niż wszystko inne. Wtedy właśnie zapaliłem pierwszego papierosa i wypiłem pierwszą butelkę wina" – wyznaje.

W tym czasie na wiele lat odszedł też od Kościoła, choć pochodzi z wierzącej i praktykującej rodziny. "Wstrząsnęła mną jedna spowiedź. Ksiądz wypytywał o intymne sprawy, a ja byłem szczerze zakochany, moje uczucie było czyste. Rozmowa w konfesjonale skutecznie zraziła mnie do Kościoła" – zdradza.

Związek z Edytą zakończył się po roku, ale spotkali się kilka lat później, kiedy nagrywali przebój „Pada śnieg” na debiutancki album artystki.

W 1997 roku Krzysztof próbował jeszcze swoich sił jako aktor i zagrał w „Młodych Wilkach 1/2”. To była jego pierwsza i ostatnia rola. Potem zniknął z mediów na wiele lat, choć nadal komponował i koncertował.

Bywały ciężkie chwile, brakowało zleceń, Krzysztof walczył o przetrwanie. Pojawiły się myśli samobójcze. Alkohol pomagał zapomnieć o problemach. "Nie piłem codziennie. Nie stoczyłem się na dno. Ale były takie momenty, kiedy w piątek czy w sobotę musiałem wypić dużo, żeby się znieczulić. To była ucieczka od wewnętrznego bólu, rozdarcia" – mówi muzyk.

Próbował też narkotyków, ale te nigdy go nie wciągnęły. Inaczej było z hazardem. "To straszny nałóg. Wpadłem w niego, kiedy byłem w Stanach. Finansowo nie było dramatu, ale ciągle myślałem tylko o kasynie, wolałem tam iść niż spotkać się z przyjaciółmi" – wspomina.

W poszukiwaniach duchowych zwracał się w kierunku filozofii buddyjskiej, jednak nie odnajdywał tam ukojenia. Próbował też tradycyjnych terapii, by uwolnić się od nałogów. Wszystko bezskutecznie.

Trzy lata temu spotkał dziewczynę, z którą był kiedyś związany. Zamieszkali razem. Małgorzata jest głęboko wierzącą osobą. Krzysztof na co dzień obserwował, jak zmienia ją modlitwa, jak pozytywnie na nią wpływa. "Moja narzeczona jest dla mnie świadectwem działania Ducha Świętego" – wyznaje.

Małgosia namówiła go, by poszli na mszę o uzdrowienie, którą odprawiał w Poznaniu ojciec Józef Witko. "W kościele poczułem ogromny spokój, ciepło. Na moich oczach ludzie rzucali kule, dziesiątki osób zostały uzdrowione" – wspomina.

To było jedno z doświadczeń, które zbliżyły go do Boga. Jednak przełomem była ostatnia noc sylwestrowa.

Krzysztof gorąco modlił się, żeby nadchodzący rok był inny, żeby Duch Święty go uzdrowił, uwolnił od nałogów. "I stał się cud, dostałem to. Wszystko przeszło w jednej sekundzie. To niesamowite obudzić się i czuć, że się ma nowe życie" – podkreśla.

Od tamtego momentu modli się codziennie! "Daje mi to spokój, dużo rzeczy zaczęło się otwierać" – mówi.

Jak przyznaje, nie żałuje tych lat, kiedy nie było go w mediach. "Dojrzałem, przerobiłem wiele rzeczy. W życiu wszystko dzieje się po coś" – dodaje.

Krzysztof odzyskał muzyczną wenę. 23 października ukaże się jego najnowsza płyta „Dirt On TV”.

Koncert premierowy zagra 15 października w warszawskim kinie Elektronik.

Dowiedz się więcej na temat: Krzysztof Antkowiak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje