Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Krukówna nie dostaje ról, bo źle wygląda?

​Kiedyś błyszczała w pierwszoplanowych rolach. Dziś marnuje wielki talent, grając niewielkie rólki...

W stołecznym Teatrze Powszechnym trwają gorączkowe przygotowania do kolejnej premiery. Reżyserka Aleksandra Popławska przenosi na scenę popularną powieść Izy Kuny - "Klara". W tytułową bohaterkę - poszukującą miłości 40-letnią singielkę wcieli się Edyta Olszówka. Obok niej zagrają Joanna Żółkowska, Michał Kalita i Agnieszka Krukówna (41 l.).

Reklama

Ta ostatnia zagra niewielką rolę zdradzanej żony. "To smutne, że pani Agnieszka, jedna z najzdolniejszych aktorek, gra takie ogony" - mówi "Na Żywo" jeden z pracowników teatru.

"Przecież ona powinna dostawać tylko główne role! Dobrze, że chociaż w 'Złym' miała coś do zagrania. Widzowie ją kochają. Po spektaklach wielu pyta w kasie, w czym jeszcze można Krukównę zobaczyć. Przyszliby na jej każdy spektakl. Gdy dowiadują się, że ona w niczym nie występuje, są rozgoryczeni. 'Taki talent się marnuje!' - słyszałem to wiele razy".

Potencjał Krukówny od wielu lat nie jest wykorzystywany. Nie widać jej telewizji ani w kinowych produkcjach. "Nie mam prawie żadnych propozycji zawodowych" - przyznała aktorka w jednym z wywiadów.

Od lat ciągnie się za nią opinia trudnej we współpracy i niestabilnej emocjonalnie. Reżyserzy są nadal nieufni. A przecież jej kariera rozwijała się bajkowo. Była tytułową "Janką", Sabiną w "Pestce", Sonią w "Fuksie".

"Przypomina mi na planie cudowne małe zwierzątko stworzone do grania. Nikt nie zna kresu jej możliwości" - komplementował ją przed laty Marek Kondrat. Ale tylko ona wiedziała, ile płaci za opinię piekielnie uzdolnionej. By zagrać w"Bożej podszewce" chorą na schizofrenię Maryśkę, inspiracji szukała w zakładzie dla psychicznie chorych. Wypaliło ją to. Do tego rozpadł się jej związek z człowiekiem, którego miała poślubić.

"Życie straciło urok. Znalazłam się w pustce, którą pragnęłam wypełnić czymkolwiek. I wtedy otarłam się o narkotyki" - wyznała. Szczerość przypłaciła ostracyzmem ze strony środowiska. Nieudane małżeństwo pogłębiło jej depresję i problemy z alkoholem. Nikt nie chciał z nią pracować.

Krystyna Janda, właścicielka Teatru Polonia, zaryzykowała, obsadzając ją w "Lamencie na Placu Konstytucji". Dwa dni przed premierą aktorka rzuciła rolę... Janda, zmuszona do znalezienia natychmiastowego zastępstwa, była wyrozumiała.

"W moim sercu i teatrze Agnieszka ma swoje stałe miejsce i nic tego nie zmieni" - zapewniała. Ale nowych ról jej nie proponuje.

"Co tu dużo mówić, Krukówna nie wygląda najlepiej" - twierdzi reżyser, którego spytaliśmy, dlaczego aktorki nie widać w filmie. Wydaje się być starsza, niż jest. A kamera kocha młode twarze. Miłośnicy talentu aktorki myślą jednak inaczej.

"Niewykorzystany talent, nietuzinkowa uroda i wielka wrażliwość, nie na miarę współczesnego, brutalnego świata" - napisał jeden z fanów aktorki na filmowym portalu. "Ma naturalną, zniszczoną, ale prawdziwą twarz. A nasze kino dość ma twarzy pięknych i porcelanowych. Wierzę, że jeszcze będziemy zachwycać się jej kreacjami".

Monika Galicka

12/2013

Na żywo

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Agnieszka Krukówna | teatr | błędy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje