Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Katarzyna Groniec i Jacek Bończyk: Pokonała ich proza życia!

Katarzyna Groniec (45 l.) i Jacek Bończyk (50 l.) przez 9 lat byli razem, choć nie zdecydowali się nigdy ani na dzieci, ani na ślub. Byli długo ze sobą szczęśliwi, co więc poszło nie tak?

Wydawali się być dla siebie stworzeni, bo łączyło ich bardzo wiele. Przede wszystkim Wrocław. Jacek Bończyk pochodzi przecież z tego miasta, tam studiował, tam zebrał dziesiątki nagród na Festiwalu Piosenki Aktorskiej. Był nawet jego jurorem. Katarzynie Groniec, zwykłej dziewczynie z Zabrza, ten festiwal utorował drogę do kariery.

Reklama

Oboje, zakochani w poezji, melancholijni, poznali się w pracy, czyli na muzycznej scenie! Piosenkarka miała już za sobą małżeństwo z Olafem Lubaszenką (49 l.), poznanym przy pracy nad głośnym musicalem Metro. To była wielka, burzliwa miłość.

Uczucie przypieczętował szybki i cichy ślub w październiku 1992 roku, a kilka miesięcy później narodziny córki Marianny (24 l.). Pan Olaf marzył o rodzinie, bo od siedemnastego roku życia mieszkał sam. Miał dość wracania do domu, w którym nikt na niego nie czekał. Oboje zapewniali, że będą ze sobą 100 lat! Niestety, rozstali się po niespełna dwóch...

"Czuję w sobie smutek. Ale wierzę w szczęśliwą miłość. Marzę o miłości opartej na przyjaźni, a nie gorących namiętnościach. Takie szalone uczucia pojawiają się szybko i jeszcze szybciej znikają. Byliśmy za młodzi, takie życiowe zielone szczypiorki" - oceniała po latach swoje pierwsze małżeństwo Katarzyna Groniec. 

Z kolei Jacek Bończyk przez 8 lat był mężem Olgi Bończyk (49 l.). Poznali się też we Wrocławiu. W środowisku aktorskim uchodzili za jedno z bardziej intrygujących małżeństw. Znani byli z organizowania romantycznych kolacji przy świecach i muzyce. W powietrzu unosił się zapach mięty, cytryny i lawendy.

Rozstali się, gdy... zaczęło się im powodzić zawodowo. Pani Olga zdobyła popularność, dołączając do obsady "Na dobre i na złe" jako doktor Edyta, pan Jacek zaś zagrał jedną z głównych ról, Wiktora, w serialu "Adam i Ewa". 

"Niestety, wydarzyło się coś, o czym nie chcę opowiadać. Przestaliśmy w siebie wierzyć. Związek się rozpada, jeśli ludzie nie potrafią czerpać z drugiej osoby niczego dla siebie" - opowiadał aktor, który jako pierwszy wyprowadził się z mieszkania.

Po rozstaniu długo uchodził za mężczyznę samotnego, póki na jego drodze nie pojawiła się koleżanka po fachu obdarzona pięknym głosem. Wkrótce wyszli z ukrycia, zaczęli opowiadać o swojej miłości. Razem wychowywali Mariannę. Wierzyli głęboko w to uczucie, bo oprócz wzajemnej fascynacji łączyło ich pokrewieństwo dusz.

Rozumieli się, nagrywali kolejne piosenki, a nawet duże przedstawienie "Szare kwiaty", w którym śpiewali, a nawet tańczyli. Długo udawało im się świetnie godzić pracę z prozą życia...

"Do domu wracamy w ciszy. Żadne nie włącza radia ani muzyki w samochodzie. Jedno z nas wychodzi z psem, drugie odrabia z dzieckiem lekcje. Nie da się zejść z tak wysokich obrotów natychmiast, na jedno pstryknięcie palcami" - opowiadał pan Jacek. 

We wspólnych wywiadach mówili, że wszelkie tragedie przeżywają już tylko na scenie. Katarzyna Groniec, dotąd postrzegana za skrytą i poważną, wreszcie pokazywała światu swoją promienną twarz. 

"Uważam, że wszystko, co się nam przydarza, jest wcześniej zapisane. My jesteśmy tylko po to, żeby realizować punkt po punkcie, co los nam przeznaczył" - mówiła. 

Może z takimi poglądami łatwiej jej było znosić rozstania z mężczyznami, bo nigdy się na nich głośno nie skarżyła. Jeżeli już, to robiła to tylko w swoich piosenkach. Z Jackiem Bończykiem stworzyli piękną parę. Oboje ambitni, dążący do perfekcji w tym, co robią, niezwykle pracowici pasjonaci. Przy tym wrażliwi, głodni nowych wyzwań. 

Ale jednocześnie oboje zbyt emocjonalni, co być może nie przysłużyło się ich związkowi. Ona jest wymagająca, poszukująca ideału, on także przyznawał, że charakteru łatwego nie ma...

"Nakręcam się w ciągu sekundy, wybucham, schodzi ze mnie cała złość i natychmiast jest mi przykro" - tłumaczył aktor.

I chociaż potrafili się przepraszać, ta mieszanka uczuć i wiecznych emocji w życiu i na scenie musiała w końcu dać im się we znaki. Drobne spięcia o błahostki zaczęły szybko urastać do dużych problemów. I kto wie, może gdyby nie spalali się tak we wspólnej pracy, ocaliliby swoje uczucie.

Jednak to, co dawało fantastyczne efekty na scenie, prywatnie zabierało im coś innego, ważniejszego - siłę, by walczyć o siebie na co dzień. Bo gdy pod wspólny dach przenosi się zawodowe problemy, nie ma czasu na codzienność, która buduje związek. 

"Dzień po premierze nagle czuję się przejmująco samotny, nagle wokół mnie jest totalna pustka" - przyznawał się pan Jacek.

Wprawdzie potrafili ratować się wspólnymi długimi wakacjami, nowymi oddzielnymi projektami, ale, jak się okazało, nie była to recepta na wieczną miłość.

"Czego nam zabrakło? Moim zdaniem najpierw trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czym w ogóle jest miłość. Czy nam się czasem nie myli z zauroczeniem, zakochaniem czy jeszcze czymś innym. Co powoduje, że ludzie są ze sobą długie lata, mimo że namiętność między nimi już dawno wygasła. Dzieci? A może ważniejsza od miłości jest przyjaźń?" - opowiadała piosenkarka.

Na szczęście Jacek Bończyk potrafi się pięknie przyjaźnić z kobietami, z którymi kiedyś łączyło go uczucie. W 2015 roku, niespełna dwa lata po rozstaniu z panią Katarzyną, ożenił się z piosenkarką, aktorką i skrzypaczką Klementyną Umer (38 l.). A Katarzyna Groniec? Wciąż ma nadzieję, że na jej drodze pojawi się ten jeden jedyny. 

***
Zobacz więcej materiałów wideo: 

Dowiedz się więcej na temat: Katarzyna Groniec | Jacek Bończyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje