Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Julia Wróblewska jest w trakcie terapii: Już tak nie wybucham

Zadebiutowała rolą Michalinki w komedii "Tylko mnie kochaj". Od tamtego czasu minęło 14 lat. Julia Wróblewska (21 l.) zagrała w wielu filmach i zdobyła sympatię widzów. Ale sława ma też ciemną stronę. Niedawno aktorka opowiedziała o zaburzeniach emocjonalnych, na które cierpi. "Rewii" mówi, co daje jej terapia.

Po co zdecydowała się pani publicznie mówić o terapii?

- Bo to nieprawda, że każda znana osoba musi być szczęśliwa. Nawet w mojej sytuacji można mieć problemy. Jeżeli pokażę słabości, to może inni przekonają się, że terapia to nic złego. Myślę, że to dużo da młodym ludziom, którzy boją się pójść do lekarza. Kilkoro dzięki mnie podjęło terapię i czują się lepiej. Cieszę się, że mogłam im pomóc!

Jest pani oazą spokoju czy wulkanem emocji?

- Raczej to drugie, ale pracuję nad sobą. Po dwóch latach terapii coraz częściej udaje mi się opanować emocje i moje reakcje nie są już tak gwałtowne i nieadekwatne do sytuacji. Daję sobie chwilę na przemyślenie tego, co chcę powiedzieć, żeby nikogo nie urazić.

Reklama

I przyszła pandemia, trudno było przyjąć ograniczenia?

- Są osoby, które jednocześnie są ekstrawertykami i introwertykami. Należę do nich. Uwielbiam spotykać się z ludźmi, ale dość szybko się męczę w towarzystwie. Dlatego ten czas w domu był czymś wspaniałym. Ale jest różnica między zamykaniem się w domu z wyboru, a odgórnym nakazem...

Co się zmieniło po terapii?

- Wcześniej widziałam świat czarno-biały, tylko dobro albo zło, miłość albo nienawiść. Przerzuciłam się na skalę szarości. Jestem w stanie zrozumieć, że można kogoś jednocześnie kochać i nienawidzić. Nikt nie jest całkiem dobry. W każdym jest trochę zła. Znalezienie kogoś całkowicie dobrego jest niemożliwe. Takiej osoby nie ma.

A z jakim człowiekiem pani chciałaby się związać?

- Empatycznym, prawdomównym, starającym się zrozumieć, co się ze mną dzieje. Nie powinien stosować jakiejkolwiek formy manipulacji, przemocy fizycznej lub psychicznej. Z po prostu dobrą osobą.

Jak sobie pani wyobraża swoją rodzinę?

- Chciałabym mieć dzieci. Ile, zobaczymy. Moim ideałem jest rodzina, która się kocha i o siebie dba. W której nie używa się przemocy fizycznej ani psychicznej. Rodzice starają się rozumieć dzieci i ich potrzeby. Wszyscy są cierpliwi i wyrozumiali. Wiem, że każdemu mogą w końcu wystrzelić nerwy, ale są sposoby na to, by zachować spokój.

Rewia

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Julia Wróblewska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje