Reklama

Reklama

Reklama

Julia Kamińska: Ślub nie jest tym, o czym marzę!

Choć Julia Kamińska (29 l.) ciągle pracuje jako aktorka, chce mieć plan awaryjny na życie. Bardzo ceni stabilizację i wsparcie starszego o 20 lat ukochanego. Na ślub jednak wciąż się nie zdecydowała i nie zrobi tego do momentu, gdy nie zmieni się prawo w Polsce!

Serial „BrzydUla” dał jej wielką popularność. Teraz Julia Kamińska (29 l.) zagrała w filmie, otworzyła salon fryzjerski i… nie ukrywa, że chciałaby zostać mamą.

NA ŻYWO: Niedawno otworzyłaś salon fryzjerski. To twój plan B na życie?

JULIA KAMIŃSKA: Rzeczywiście, tak to sobie wymyśliłam. Przez kilka ostatnich lat szukałam bezpiecznej oazy. W świecie aktorskim nic nie jest do końca pewne, a ja jestem osobą potrzebującą stabilizacji. Mam nadzieję, że to miejsce, którego jestem współwłaścicielką, mi w tym pomoże.

Reklama

Czy to znaczy, że łapiesz za nożyczki i grzebień?

- Nie do końca, choć bardzo chciałabym się tego nauczyć. Moja wspólniczka Paulina, sama prowadziła tę działalność. Pewnego dnia żaliła mi się, że nie może sobie znaleźć wspólnika. Zapytałam ją trochę w żartach, czy może ja byłabym odpowiednią osobą. I tak od słowa do słowa zaplanowałyśmy ten biznes. Za zaoszczędzone pieniądze zrobiłam remont, zainwestowałam w sprzęt i stanowiska.

Ostatnio na premierze teatralnej pokazałaś się razem z ukochanym. To rzadki widok…

- Też o tym czytałam (śmiech). Rzeczywiście, nie pokazujemy się często na salonach, bo nie mamy takiej potrzeby. Pewnie dlatego wiele razy czytałam już, że się rozstajemy, schodzimy albo bierzemy ślub. Pragnę wszystkich uspokoić, wciąż jesteśmy razem, dogadujemy się, rozumiemy czasem bez słów. Mój ukochany bardzo mnie wspiera i mi kibicuje. Cieszę się, że mam obok siebie taką osobę, która wierzy we mnie, i która w każdej chwili jest dla mnie oparciem.

To co z tym ślubem?

- Wiele razy mówiłam, że jestem zwolenniczką związków partnerskich. Mam nadzieję, że doczekam momentu, gdy zostaną zalegalizowane. Ślub nie jest tym, o czym marzę i co jest mi niezbędne do życia z drugą osobą.

Myślisz o założeniu rodziny?

- Uwielbiam dzieci. Myślę, że całkiem nieźle sprawdzam się jako ciocia, więc sama też chciałabym zostać mamą. Macierzyństwo jest fajne, ale czekam na odpowiedni moment. Na razie skupiam się jeszcze na pracy, spełnianiu swoich zawodowych planów i marzeń. Sądzę, że wszystko wydarzy się w odpowiednim czasie.

Twoja mama nie naciska, że chciałaby mieć wnuki?

- Nie. Moja rodzina jest pod tym względem bardzo wyrozumiała i niczego nie planuje ani nie aranżuje za mnie. To jest moje życie i mam błogosławieństwo, aby organizować je sobie tak, jak chcę.

Mówiłaś, że salon powstał z zaoszczędzonych pieniędzy. Czyli nie jesteś rozrzutna?

- Prawdę powiedziawszy w ogóle nie jestem oszczędna (śmiech). Tak jak wspomniałam, potrzebuję stabilizacji. Dla mnie to był po prostu głos rozsądku. I naprawdę mam nadzieję, że będę mieć z tego i spokój, i radość.

Odczuwasz czasem ten lęk, o którym mówi wielu aktorów, że tej pracy za chwilę może nie być?

- Był taki moment, gdy skończyłam zdjęcia do serialu „BrzydUla”. Postanowiłam skończyć studia, co do dziś uważam za najlepszy pomysł w moim życiu. Miałam trochę dosyć swojej popularności, odmówiłam udziału w kilku projektach, odpoczęłam. Ale potem okazało się, że wrócić do świata show-biznesu wcale nie jest tak łatwo. Na szczęście wszystko się idealnie ułożyło, nawet mogę pokusić się o stwierdzenie, że nie mogło się lepiej ułożyć. Gram w serialu, dostałam rolę w filmie „Narzeczony na niby”. Czuję, że zaczyna się mój fenomenalny czas. 


Marta Kawczyńska

Na żywo
Dowiedz się więcej na temat: Julia Kamińska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy