Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Józef z "Rolnik szuka żony 7" znalazł miłość za granicą! "Polki się na mnie nie poznały"

Józek Bednarczyk z "Rolnik szuka żony 7" znalazł miłość dopiero po zakończeniu swojej przygody z programem. - Polki się na mnie nie poznały, to musiałem szukać kobiety mojego życia za granicą - mówi w wywiadzie dla Pomponik.pl. Kim jest jego wybranka i w jakich okolicznościach ją poznał?

Pomponik.pl: - Józef, jaki byłeś jako 18-latek?

- Bardzo wstydliwy. Ładnych kobiet się bałem, choć chciałem je poznać.

Inni podrywali, a ty stałeś z boku?

- Tak właśnie było, ale w dzieciństwie przeżyłem wielką miłość...

Opowiadaj!

- Kiedy miałem 7 lat, przeniosłem się z rodzicami i dwójką rodzeństwa do małej wioski niedaleko Ustrzyk Dolnych. Poszedłem do szkoły i tam... usadzono mnie w ławce z Jadzią. Była jak Pippi, bohaterka książek - drobna, piegowata, rude warkoczyki. Jak nas rozsadzili, powiedziałem, że do szkoły nie wrócę. Tak się zaparłem, że mama musiała rozmawiać z nauczycielką i zawalczyła o moją Jadzię...

Reklama

I co?

- Razem bawiliśmy się w wojnę - ja byłem królem z rycerzami, ona moją królową, której nikt nie odważył się tknąć. Dzieliliśmy się drugim śniadaniem, odwiedzaliśmy się w domach. Kiedy miałem 13 lat, musiałem stamtąd wyjechać. Płakaliśmy oboje. Pisaliśmy do siebie listy. Po latach się spotkaliśmy, ale uczucie zgasło...

Pewnie byłeś wtedy bywalcem prywatek z adapterem Bambino?

- No, a jak inaczej?! Oj, słuchało się Czerwonych Gitar, Trubadurów, Skaldów, Janusza Laskowskiego, Janusza Gniatkowskiego - Maleńka Ewo, spójrz dokoła wiosna (nuci). Urszula Sipińska - to był mój ideał kobiety, nawet kupiłem sobie jej płytę!

A jakie aktorki ci się podobały?

- Baśka Wołodyjowska czyli Magdalena Zawadzka!!! Kochałem scenę z szermierką z "Pana Wołodyjowskiego"! No i Anna Seniuk z tym swoim kochanym pieprzykiem. Czarne Chmury z nią w roli głównej widziałem kilka razy, ale w 40-latku też była fajna!

Szukałeś podobnej żony?

- Na żonę wybrałem kogoś zupełnie innego. Szybko się pobraliśmy. Trójka dzieci, wspólne gospodarstwo, 29 lat razem. Zabrał ją rak jelita. Pielęgnowałem ją w domu, potem trafiła na oddział opieki paliatywnej. Nie zapomnę ostatniego dnia jej życia...

Byłeś wtedy przy niej?

- Byłem. Leżała nieruchomo, miałem wrażenie że już nic nie słyszy. Nagle przyszedł ksiądz, zacząłem się z nim modlić i nagle moja Halinka zaczyna bić się w piersi. Zaraz po tym odeszła do Boga.

Długo dochodziłeś do siebie po tym pożegnaniu?

- Uciekałem w pracę. Byłem policjantem, więc nie było to trudne.

Czytaj dalej na następnej stronie...

Czym dokładnie zajmowałeś się w policji?

- Zaczynałem od komisariatu kolejowego, potem przeniosłem się do komendy rejonowej w Zamościu, pracowałem też jako dzielnicowy w Izbicy. Stamtąd trafiłem do komendy powiatowej w Krasnymstawie i zostałem tam do emerytury. Miałem też pod opieką policyjnego psa obronnego. To był owczarek niemiecki. Neron. Gotów był zabić w mojej obronie, ale był mądrym i posłusznym psem. Wchodził między nogi przestępcy i go przewracał. Niczego się nie bał. Kiedy był stary, wziąłem go do swojego domu, żeby dożył w spokoju ostatnich dni.

Wzruszające...

- Wzruszam się na krzywdę. I zwierząt i ludzi. Kiedyś pojechałem na interwencję do mojej rodzinnej miejscowości. Pijany syn bił matkę staruszkę, bo nie chciała mu oddać renty. Przyjeżdżam i widzę, jak na podwórzu on ją uderza w twarz i krzyczy: "Ty k... o, to ty wezwałaś na mnie policję!?". Nie wytrzymałem i uderzyłem go. Stracił przytomność, a ta matka do mnie: "Ty bandyto, zabiłeś mi syna!". Wystarczyło trochę zimnej wody, żeby się ocknął i... zaczął mnie szczuć psem. Ale psy wyczuwają, że wiem jak z nimi postępować i nic mi się nie stało. Za ten incydent mogłem stracić pracę, ale to było silniejsze ode mnie. Ja bym mojej matki nigdy nie uderzył.

Dbasz o swoją mamę?

- Zawsze o nią dbałem. Dziś ma 91 lat i czuje się całkiem nieźle. Bardzo interesuje się życiem rodzinnym.

Chyba nie była zadowolona z tego, że poszedłeś szukać miłości w "Rolniku"?

- Nie była, ale program oglądała z przyjemnością. I mówiła tak: "Józek, mnie się ta Ewa podoba. Ona cię lubi, ty ją lubisz, pobierzcie się".

Ale mamy nie posłuchałeś!

- Nie posłuchałem, bo ja chciałem prawdziwej, porywającej miłości, która pokona wszystkie trudności i daje sens życiu.

I w tym celu założyłeś sobie konto na portalu randkowym?

- No, założyłem, założyłem, jeszcze przed "Rolnikiem". Ale to ryzykowna zabawa.

Dlaczego?

- Zaraz ci wytłumaczę. Na tym portalu najpierw poznałem dziewczynę z Białorusi. Była piękna, jak mnie całowała, to drżała. Bajkowy romans. Oczarowała mnie zupełnie. Zakochałem się, ale szybko otrzeźwiałem, choć już był pierścionek zaręczynowy...

Powód?

- Powiedziała mi tak: "chcesz młodą i piękną dziewczynę, to musisz płacić za to, co chcę". Była przed 50. i wcale nie była biedna - prowadziła własne biuro podroży, wynajmowała kilka mieszkań, ale takie miała wymagania. Po dwóch tygodniach znajomości nakłaniała mnie do tego, żebym przepisał dom i ziemię na jej rodziców i chciała, żebym przeprowadził się do niej, do Grodna.

Zrobiłeś to?

- Nie mogłem tego zrobić, przecież to moja ojcowizna, ziemia mojej rodziny. Jeszcze nie oszalałem, ale bywają faceci, którzy takie rzeczy robią, a potem lądują na ulicy. Jako policjant znam takie przypadki.

Ale nie zraziłeś się przez to do kobiet?

- No, nie, przecież poszedłem do "Rolnika"! Ten program to była dla mnie wspaniała przygoda, a prowadząca Marta Manowska to dziewczyna marzenie. Stawiam ją w jednym szeregu z Baśką Wołodyjowską i Anną Seniuk i gratuluję Jackowi Kurskiemu takiej prezenterki. To prawdziwa gwiazda. Ona tak na nas rolników działa, że mówimy jej o wszystkim i przez to program jest ciekawszy. Żałuję, że nie znalazłem tam miłości, ani przyjaźni, bo z Apolonią, Grażynką i Ewą nawet nie rozmawiamy. Szkoda, ale tak jest...

I gdzie teraz szukasz miłości?

- Już znalazłem. Na Ukrainie. Jest młodsza o 14 lat, kochana, wspaniała, ma na imię Nela. Poznaliśmy się przez portal randkowy i razem mieszkamy. Przeniosłem się do niej w okolice Łucka i jest pięknie. To poważny związek, i kto wie, czy nie skończy się ślubem. Polki się na mnie nie poznały, to musiałem szukać kobiety mojego życia za granicą. 

Rozmawiała: Sylwia Gołecka


pomponik.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »