Przejdź na stronę główną Interia.pl
Przejdź na stronę główną Interia.pl

Joanna Racewicz i Beata Tadla mogą na siebie liczyć w każdej chwili. Łączy ich wielka przyjaźń!

Praca w telewizji nie sprzyja nawiązywaniu przyjaźni. Ale są wyjątki. Beata Tadla (40 l.) i Joanna Racewicz (41 l.) zamiast rywalizować, wspierają się jak siostry. A wszystko zaczęło się tego feralnego dnia, 10 kwietnia 2010 roku.

Atmosfera na Woronicza dawno nie była tak napięta. Po zmianie prezesa TVP i z powodu zbliżających się wyborów nawet dziennikarze z wieloletnim stażem nie mogą być pewni jutra.  

Reklama

Niedawno od pracy przy programie "Świat się kręci" i prowadzenia serwisów sportowych został odsunięty Maciej Kurzajewski (42 l.). Czarne chmury zbierają się podobno nad Tomaszem Lisem (49 l.), autorem programu "Tomasz Lis na żywo".  

W sierpniu za niefortunną zapowiedź jednego z materiałów przed Komisją Etyki Mediów stanęła prowadząca "Panoramę" Joanna Racewicz. 

Pracy nie straciła, ale odtąd, jak wszyscy dziennikarze pojawiający się na wizji, ma powściągać swoje oceny i emocje. 

Jak udało się dowiedzieć "Na żywo", w trudnych chwilach Joannę wspierała zaprzyjaźniona z nią Beata Tadla, prezenterka głównego wydania "Wiadomości". 

"Zażyłość obu pań jest przedmiotem częstych komentarzy na Woronicza. I obiektem zazdrości, bo w telewizji, gdzie każdy rywalizuje z każdym i nieraz czeka na potknięcie zawodowe kolegi, trudno o bratnią duszę" - mówi pracownik TVP. 

Dzień, gdy runął jej świat

Przyjaźń dziennikarek zaczęła się od wielkiej tragedii. Gdy 10 kwietnia 2010 r. doszło do katastrofy samolotu prezydenckiego, lecącego na uroczystości do Katynia, Beata Tadla, pracująca wówczas dla TVN24, miała poranny dyżur. 

O 9:54 przekazała widzom informację, że nikt z pasażerów nie ocalał. Oznaczało to, że zginął również mąż jej koleżanki z TVN-u Joanny Racewicz, oficer BOR-u Paweł Janeczek (†37). 

"Beata była jedną z pierwszych osób, które złożyły Joannie kondolencje. Wspierała ją w tym trudnym momencie, gdy całkowicie zawalił się jej świat" - twierdzi ich znajoma. 

W 2010 r. Racewicz dla programu DDTVN przygotowywała cykl "Dom otwarty". Po śmierci męża zrezygnowała z pracy. 

Skupiła się na wychowaniu niespełna 2-letniego syna Igora. Chłopiec nie mógł zrozumieć, dlaczego jego tata nie wraca. Wdowa szukała wsparcia psychologa. 

Jak przyznała w wywiadzie udzielonym 3 lata po śmierci męża, nie wszyscy przyjaciele przy niej wytrwali. 

"Jedni są na lepsze, inni na gorsze czasy. I trudno się dziwić. Czasem paraliżował strach, niepewność, co powiedzieć, co zrobić, żeby nie urazić. I znów: najprostsze odpowiedzi są najlepsze - trzeba być" - podkreśliła.

Beata, empatyczna i taktowna, nie zawiodła jej nigdy.

Wkrótce role się odwróciły i to Joanna wspierała koleżankę, gdy jej małżeństwo z Radosławem Kietlińskim, ojcem jej syna Jana, zawisło na włosku. W 2013 r. jej małżonek złożył pozew o rozwód. 

Czy to Racewicz namówiła przyjaciółkę, by zaczęła pracę w telewizji publicznej, gdzie sama przeszła w 2011 r.? 

W TVP Tadla znalazła wielką miłość - Jarosława Kreta.

"Beata ma nadzieję, że Joanna też ułożył sobie życie. Namawia ją, by otworzyła się na nowe uczucie" - zdradza informator magazynu.

Dowiedz się więcej na temat: Joanna Racewicz | Beata Tadla

Reklama

Reklama

Reklama