Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Joanna Racewicz była w szoku! To stało się podczas jej pracy w "Panoramie"!

Joanna Racewicz (44 l.) nie boi się mówić o wpadkach, jakie przydarzyły jej się na wizji. Wspomina zwłaszcza kota, który podczas jednego z wydań „Panoramy” spadł z rusztowania, oraz dzień, w którym zapomniała nazwiska swojego rozmówcy.

Joanna Racewicz jest absolwentką polonistyki oraz podyplomowego dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim. 

Reklama

Pracę w zawodzie zaczynała od współpracy z lokalnymi mediami, m.in. zamojskim oddziałem radia RMF. Na studiach w Warszawie rozpoczęła natomiast przygodę z telewizją, w ramach praktyk zawodowych musiała bowiem odbyć staż w redakcji „Teleexpressu”.

"Miał trwać chwilę, a przeciągnął się do tej pory, choć już nie „Teleexpress”, nie newsy, ale połyka się bakcyla, potem trudno sobie wyobrazić życie gdziekolwiek indziej" – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle.

Dziennikarka była m.in. gospodynią programu „Panorama”, prowadzącą cykl „Dom otwarty” w porannym paśmie TVN oraz współprowadzącą magazyn „Po przecinku”. 

Obecnie można ją oglądać w programie „Pytanie na śniadanie” TVP2. Na przestrzeni blisko dwudziestu lat kariery dziennikarka zdobyła mocną pozycję zawodową, potwierdzoną nominacją do Telekamery w 2004 roku. 

Nie oznacza to jednak, że gwiazda nie ma na koncie wpadek antenowych.

"Zdarzyło mi się siedzieć naprzeciwko gościa w studio i zapomnieć, jak się nazywa, choć był to liczący się polityk, to jest coś strasznego, totalna czarna dziura w głowie. Na szczęście w uchu odezwał się roztropny głos wydawcy, który zdążył się zorientować, że jestem w kłopocie" – mówi dziennikarka.

Gwiazda z uśmiechem wspomina również pracę w starym studiu „Panoramy” przy pl. Powstańców w Warszawie. To jedno z najstarszych tego typu miejsc w telewizji – nagrywano tam jeszcze Teatr Telewizji na żywo i słynny program „Kabaret starszych panów”. W studiu tym zadomowiły się dzikie koty, które często spacerowały po lampach i rusztowaniach telewizyjnych. 

"Kiedyś któryś z nich spektakularnie spadł, na szczęście na cztery łapy i na szczęście poza anteną, ale rzeczywiście trochę wybił mnie z rytmu" - wspomina Racewicz. 

Dowiedz się więcej na temat: Racewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje