Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Joanna Kurowska urodziła martwe dziecko. Opowiedziała o swoim dramacie

Joanna Kurowska (55 l.) jak wiele polskich gwiazd zabrała głos w sprawie strajku kobiet w związku z zaostrzeniem prawa aborcyjnego. Aktorka postanowiła opowiedzieć swoją bardzo intymną, wstrząsającą historię.

Aktorka, której życie nie oszczędzało, postanowiła dołączyć do strajku kobiet i opowiedzieć własną, wstrząsającą historię. 

Reklama

Od czwartku 22 października w Polsce nieustannie trwają protesty kobiet na ulicach wielu miast, gdzie kobiety protestują, nie zgadzając się z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego o zaostrzeniu prawa aborcyjnego. 

Tym razem głos w sprawie zabrała właśnie Joanna Kurowska, publikując poruszający wpis na swoim profilu w mediach społecznościowych. 

Okazało się, że w swoim życiu Joanna musiała zmierzyć się z niewyobrażalną tragedią i by wesprzeć kobiety, opowiedziała przez co musiała przejść. 

"GROZA. To jedyne słowo jakim mogę określić stan, w którym przyszło mi rodzić martwe dziecko. Jeszcze dzisiaj trudno mi o tym mówić. W piątym miesiącu , odeszły mi wody płodowe. Dwa tygodnie leżałam na podtrzymaniu , szprycowana antybiotykami ,wciąż modląc się aby napłynęły. 

Ale one nie napływały. Niczego mi nie oszczędzono. Młody lekarz, stwierdził żrąc bułkę z szynką, i patrząc beznamiętnie w monitor USG - że dziecko jest martwe i muszę rodzić siłami natury, jeśli chcę następne urodzić zdrowe. 

Dzisiaj , wyrwałabym mu te bułę wraz z jęzorem, bo jest we mnie gniew kobiet co to wyszły na ulice. Jest we mnie wielki gniew. Ale wtedy umierałam po kawałku, tak że nic ze mnie nie zostało. Nie oszczędzono mi niczego. 

Wróciłam na salę, gdzie matki szczebiotały do nowo narodzonych dzieci a ja przerażona patrzyłam na swoje piersi nabrzmiałe od mleka, które czekały na dziecko, co to pewnie spłynęło gdzieś w prądach rzeki, której nazwy znać nie chcę. 

Za to znałam płeć dziecka. To była dziewczynka. Nie wiedziałam co mogę dla NIEJ zrobić. Pobłogosławiłam JĄ cicho i dałam jej imię. Miała na imię KASIA. Tyle mojej historii. 

Od tego czasu, spotkało mnie wiele. Przeżyłam śmierć męża, mamy, taty, kuzyna, przyjaciela, a trzy miesiące temu pochowałam ukochaną siostrę. Ale NIC, ale to NIC nie jest w stanie równać się z bólem, utratą nadziei, upokorzeniem, stratą, jaką był poród dziecka, o którym wiedziałam, że nie będzie żyło (...)" - napisała aktorka. 

W komentarzach pod wpisem rozgorzała dyskusja między zwolennikami i przeciwnikami strajku. Pojawiło się także wiele gorących słów wsparcia dla Joanny i podziękowań za podzielenie się swoją historią. 

***
Zobacz więcej materiałów wideo: 

pomponik.pl

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Joanna Kurowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »