Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Jerzy Bończak zdobył się na kontrowersyjne wyznanie! Chodzi o dzieci!

Jerzy Bończak (68 l.) - wzięty aktor, szczęśliwy mąż. Jest także dziadkiem czworga wnucząt, więc jego wyznanie o dzieciach w wywiadzie dla „Na żywo” może mocno zaskakiwać!

Emerytem jest tylko formalnie, bo od lat jego zawodowy kalendarz pęka w szwach. Jerzy Bończak świetnie odnajduje się w internecie, gdzie prowadzi swój profil i dyskutuje z fanami. W domu całkowicie zdaje się na żonę Ewę, której bezgranicznie ufa.

Reklama

Czy to prawda, że jeździ pan na hulajnodze? 

Tak, miałem taki kaprys i kupiłem sobie hulajnogę dla wygody. Jest elektryczna, w związku z tym nie potrzeba specjalnego wysiłku, żeby się na niej przemieszczać. Ale nie wypuszczam się zbyt daleko, bo baterie mają określony zasięg i wystarczają do 10 kilometrów.

Jak pan dba o kondycję?

Siedzę na kanapie, oglądam telewizję, piję kawę, palę papierosy i dzięki temu mam formę 18-latka.

Nie ograniczył pan palenia ani trochę?

Wszystkiego nie można sobie ograniczać. Próbowałem rzucać papierosy na podłogę, ale zaraz potem je podnosiłem.

Kilka miesięcy temu urodził się panu wnuk. Wreszcie chłopiec! 

Tak, w naszej rodzinie pojawił się wnuczek. Gustaw urodził się w grudniu i w końcu jest mężczyzna w mojej rodzinie. Córka miała dziewczynkę, teraz pojawił się Gucio, a syn ma dwie córki, więc razem mam czwórkę wnucząt.

Poświęca pan im trochę czasu? 

Nie jestem fanem dzieci, bardziej lubię rozmawiać z osobami, które mają jakieś poglądy i możemy sobie podyskutować. Choć bardzo kocham wnuki, to kiedy dziecko płacze i dopiero wchodzi w świat, jakoś słabo mi idzie z tym kontaktem. Wnuki muszą jeszcze trochę poczekać. Czekam, aż Gustaw podrośnie. Ale widuję go często, bo córka mieszka niedaleko.

Czy starsze wnuczki odziedziczyły po panu talent artystyczny?

Trudno powiedzieć, bo są jeszcze za młode, żeby wykazywać się takimi zdolnościami. Najstarsza, 14-letnia Oleńka, jest bardziej fanką koni niż teatru. Zauważyłem, że wśród nastolatków jest teraz taka moda, że konie są na pierwszym miejscu. Z kolei średnia Luiza ma 10 lat i mimo że jest bardzo utaneczniona i rozśpiewana, to nie wiem, czy będzie chciała iść w jakimkolwiek kierunku artystycznym. Najmłodsza z dziewcząt Mila ma 4, 5 roku i na razie trudno powiedzieć o jej talentach. Ona jest fajnym dzieckiem, ale nie wiem, która pasja zwycięży.

Widziały już dziadka na scenie?

Nie, bo gram w takich spektaklach, które nie są przeznaczone dla dzieci. W związku z tym na razie jest za wcześnie, żeby mnie oglądały.

Czy pana żona jest nadal pana krytykiem teatralnym, może pan liczyć na jej uwagi? Tak!

Moja żona jest głową rodziny. Liczę się z jej zdaniem i słucham jej rad. To ona decyduje o wszystkim.

Wciąż ma pan słabość do szybkich samochodów? 

Tak, ale po mieście jeżdżę smartem. To leciutkie auto, które ma bardzo dobre przyspieszenie. Taki samochód jest cudowny na zatłoczone miasto, ponieważ mogę nim wszędzie zaparkować, bo on się zmieści w każdą przestrzeń.

Myśli pan już o emeryturze?

Ja już na niej jestem i dostaję świadczenia, występuję sobie dla przyjemności. Po prostu nie żyję świadomością, że jestem emerytem. Funkcjonuję tak, jak do tej pory, pracuję, jak pracowałem, tyle że przyszedł już taki czas, który nazywa się czasem emeryta, ale w moim życiu prywatnym i zawodowym niewiele się zmieniło.

Otrzymuje pan jeszcze ciekawe propozycje zawodowe?

Pod koniec marca rozpocząłem zdjęcia do filmu fabularnego. Jednak na razie nie mogę nic więcej na ten temat zdradzić. A do swojego domu na Mazurach jeździ Pan, żeby wypocząć? Tak, on ciągle stoi, a ja nadal tam jeżdżę, ale nigdy sam, bo rzadko się z żoną rozstajemy.

***
Zobacz więcej materiałów wideo: 


Dowiedz się więcej na temat: Jerzy Bończak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje