Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Jarosław Kret przerywa milczenie po koszmarze. "To już była dystymia"

Ponad rok temu na oczach całej Polski rozpadł się jego związek z Beatą Tadlą. Potem stracił pracę w stacji Nowa TV i zniknął z życia publicznego. Niedawno Jarosław Kret (55) podzielił się z fanami szczerym wyznaniem: „Po roku intensywnej terapii, dzięki opiece prawdziwych przyjaciół i pierwszym promieniom słońca wyjeżdżam z depresji”. Opowiedział o tym teraz, w rozmowie z "Dobrym Tygodniem".

"Dobry Tydzień": Przeszedłeś załamanie? 

Reklama

Jarosław Kret: - Na początku była dystymia... 

Co to jest? 

- To rodzaj przewlekłej depresji, łagodniejszej niż zwykła, ale ze stanami lękowymi. Może ciągnąć się latami. Człowiek powoli przestaje mieć ochotę na cokolwiek. Nie ma siły do działania, tworzenia czegokolwiek. Chce się tylko ukryć, zaszyć w jakimś kącie. Wszystko go zaczyna denerwować, a co najgorsze - trudno rozpoznać w tym wszystkim chorobę. 

I tak było z Tobą? 

- Uciekałem. Z domu, od rzeczywistości. Szukałem cichego schronienia i samotności, ale długo nie wiedziałem, co mi dolega. Nic nie robiłem, nie miałem sił. Za dnia spałem, nocami oglądałem seriale (a co najśmieszniejsze - dziś wcale tego nie pamiętam). Coraz bardziej i bardziej zapadałem się w sobie. 

Kiedy to się zaczęło? 

- Punktem zapalnym stała się utrata ukochanej pracy w TVP. Oczywiście, nie od razu to odczułem. Były wakacje, wydałem książkę, jeździłem na spotkania autorskie, żyłem w szczęśliwym związku. Ale przyszła jesień, zima i zacząłem cierpieć na dramatyczny spadek formy. Znalazłem zatrudnienie w Nowej TV, ale cały czas miałem bardzo obniżony nastrój. To już była dystymia. Robiłem dobrą minę do złej gry albo trafniej - do fatalnego samopoczucia. 

Ktoś dostrzegł Twój stan? 

- Wiesz jak to jest? Gdy przestajesz być aktywny, to wszyscy dookoła mówią: wstań, rusz się, uprawiaj sport, działaj. Pytają, co tak siedzisz i nic nie robisz? A człowiek wtedy szuka jak najgłębszej dziury, żeby się schować, jeszcze szybciej ucieka. I zderza się z coraz większym niezrozumieniem. Gdy w zeszłym roku nadszedł w moim życiu wielki krach, dopadła mnie potężna depresja. 

Czym był ten wielki krach? 

- Nie chcę się zagłębiać w szczegóły. Powiem jedno: w wyniku choroby zawaliło mi się życie. I nie miałem znikąd pomocy. Znikąd. Byłem w fatalnym stanie. Nadeszły stany lękowe, bardzo złe myśli. Przez rok nie spałem, budziłem się po 1,5 godziny zlany potem, miałem ataki paniki. Nie chciało mi się dłużej trwać. Przy życiu trzymał mnie tylko synek Franio. 

Rodzina, drogie sercu osoby nie chciały Ci pomóc? 

- Bliscy często nie zauważają tego, że się ma depresję. Myślą, że coś złego się dzieje w relacji. Czasem wręcz wywierają presję, a chory, ucieka przed nią, przed nieświadomym przecież zachowaniem tych, którzy stawiają jakieś wymagania. 

Kto Ci wreszcie pomógł wyjść z kryzysu? 

- Ludzie, po których się kompletnie tego nie spodziewałem. Znajomi, jakich wcześniej spotykałem od czasu do czasu, nagle się mną zaopiekowali. Zauważyli, że jest ze mną bardzo niedobrze i otoczyli troską.

W jaki sposób? 

- Byli blisko, wyciągnęli pomocną dłoń, czekali z ciepłą herbatą, przygarnęli pod swój dach. Dawali wsparcie, pracę, doradzili akupunkturę. Ale przede wszystkim wysłali na terapię. Andrzej Gryżewski, fenomenalny psycholog i przyjaciel, polecił mi Sylwię, świetną terapeutkę. Dzięki niej zrozumiałem, co się ze mną przez te miesiące, lata działo, że miałem dystymię, a potem dość ciężki epizod depresji. To ona mnie z niej wyciągnęła, wręcz za uszy. 

Jak wyglądały Wasze spotkania? 

- Na początku polegało to na tym, że przychodziłem, siadałem na sofie i płakałem. Wartością było już to, że miałem kontakt z drugim człowiekiem. Nie oceniała mnie, dostawałem wsparcie i energię. Gdy już miałem świadomość, co mi dolega, zaczęliśmy nad tym pracować. To była bardzo intensywna terapia. 

Czytaj dalej na następnej stronie.

Dobry Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Jarosław Kret

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje