Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Jarosińska wychodzi za mąż

Chce zapomnieć o awanturze z Dodą i upokorzeniach. Teraz najważniejsze dla niej jest to, że wkrótce zostanie żoną!

- Wszystko się u nas zmienia się jak w kalejdoskopie. Najpierw miał być Londyn, później myśleliśmy o Ibizie, potem wymyśliliśmy, że gdzieś tam. Ostatnio, że w Polsce. Nasze plany są totalnie spontaniczne - mówi pismu "Takie jest życie" Monika Jarosińska (37 l.), pytana o ślub ze swoim wieloletnim partnerem, Robertem Korzeniewskim.

Reklama

Celebrytka chce, by odbył się on jeszcze we wrześniu lub październiku. - Jeśli nie będzie czasu, to może pojedziemy w góry. Sami. I tam się pobierzemy. Bo tak naprawdę ślub to nasza intymność - mówi Monika, i dodaje, że nie jest w stanie określić, jak będzie wyglądała ceremonia. Powód? Zna siebie i wie, że jest w stanie zmienić wszystkie plany w ciągu jednej chwili i to nawet na dzień przed ślubem.

- Wydaje mi się, że kobiety bardziej emocjonalnie podchodzą do tematu ślubu. Ale jakoś nie zastanawiam się nad tym i nie snuję w głowie, jak ten dzień ma wyglądać. I tak będzie wyjątkowy! Ale jak już ruszą przygotowania, to na pewno nam obojgu podniesie się adrenalina - podkreśla.

Na razie nie myśli o osobach, z którymi chce celebrować ten dzień. - Z gośćmi i zaproszeniami to zawsze jest problem. Zawsze ktoś się obrazi. To ma być nasz dzień, a nie impreza dla ludzi, którzy mają ochotę na kolejny event. Więc eventu nie będzie! - zaznacza.

- Przypomina mi się teraz taka historia z urodzin Roberta, które urządziliśmy u nas w domu. Zaprosiliśmy paru tak zwanych znajomych, a oni na końcu narzekali. Mówili na przykład, że brakło alkoholu... To nie był event by Jarosińska & Root, tylko przyjęcie urodzinowe. Ale niektórym ludziom już kompletnie pomieszało się w głowach!

Para ma już jednak pomysł na swoje ślubne stylizacje. Chcieliby się pobrać w strojach inspirowanych teledyskiem zespołu Army of Lovers - Robert w surducie lub mundurze, a Monika w pięknej barokowej sukini.

- To było nasze pierwsze skojarzenie i pomysł od razu. Uznaliśmy, że to byłoby genialne i takie niebanalne - uważa przyszła panna młoda. Robert oświadczył się Monice w zeszłym roku w Londynie, gdzie akurat grali koncert.

- Niczego się nie spodziewałam. Robert wyciągnął mnie na spacer. Chciał mnie zabrać na diabelskie koło London Eye. Ale ja mam lęk wysokości - wspomina dzień zaręczyn Jarosińska.

- No to wymyślił rejs po Tamizie. A ja na każdy jego pomysł reagowałam tekstem: "No co ty? Zwariowałeś?! Nie ma mowy!". Wyjątkowo marudziłam, bo byłam zmęczona. Chciałam tylko mocnej kawy. Więc w końcu Robert zadecydował, że idziemy do restauracji. Usiedliśmy we włoskiej knajpce, a po chwili on zaczął się jąkać i zbladł. Zachowywał się dziwnie... W końcu pokazał mi pudełko z pierścionkiem. Popłakałam się i oczywiście od razu powiedziałam: "Tak!" - opowiada celebrytka.

- Wtedy Robert wstał, zaczął krzyczeć na całą restaurację i skończyło się tak, że nawet obcy ludzie nam gratulowali - śmieje się.

(nr 21)

Dowiedz się więcej na temat: Monika Jarosińska | ślub

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje