Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

​Jan Suzin: Szokujące, jakim naprawdę człowiekiem był uwielbiany przez telewidzów spiker...

W tym roku mija dokładnie ćwierć wieku od chwili, gdy Jan Suzin - nieżyjący już legendarny spiker TVP - przeszedł na emeryturę. Pewnego dnia po prostu wyszedł ze studia i nigdy nie wrócił. Dopiero niedawno ujawniono, że wiele osób pracujących wtedy na Woronicza... odetchnęło z ulgą, gdy odszedł. "Był zimny, oschły, niesympatyczny" - powiedziała o nim Katarzyna Dowbor.

Kim był Jan Suzin?

Jan Suzin - pierwszy polski spiker z konkursu - przez czterdzieści lat był ulubieńcem milionów telewidzów. Kiedy w 1955 roku po raz pierwszy usiadł przed kamerą w spikerskiej "dziupli" w siedzibie Doświadczalnego Ośrodka Telewizyjnego przy ul. Ratuszowej w Warszawie i zaprosił nielicznych wtedy posiadaczy telewizorów na film "Wakacje pana Hulot", nie przypuszczał, że wkrótce porzuci architekturę (pracował w biurze projektowym swojego ojca) i zostanie gwiazdą telewizji.

Brakowało mu uśmiechu

Kilka lat później znali go już wszyscy Polacy. Miał niski, lekko nosowy głos, był bardzo przystojny, zawsze świetnie przygotowany do dyżuru... Brakowało mu tylko jednego - uśmiechu.

Reklama

"Wydawało mi się, że spiker musi być poważny i uroczysty" - tłumaczył wiele lat później czytelnikom "Sztandaru Młodych".

Na to, że sprawia wrażenie mruka i że jest to niedopuszczalne, zwróciła Janowi Suzinowi uwagę Hanka Bielicka. Podeszła kiedyś do niego i wprost powiedziała mu, że powinien się czasem uśmiechnąć do widzów.

"Spytała: "Czemu pan jest taki smutny? Nie spróbowałby się pan tak leciutko, od środka, uśmiechnąć?" Spróbowałem. I chwała kochanej Hani za to. To był mój pierwszy krok do pozytywnych osiągnięć w tym zawodzie" - napisał Jan Suzin w swych wspomnieniach "Nieźle się zapowiadało", które wdowa po nim, aktorka Alicja Pawlicka, zdecydowała się opublikować dopiero w tym roku.

Nie przepadał za ludźmi...

Jan Suzin uchodził za perfekcjonistę i człowieka, który nie znosił... amatorszczyzny. Pewnie dlatego bały się go wszystkie młodsze koleżanki. Katarzyna Dowbor w książce "Mężczyźni mojego życia" napisała, że - to cytat - "na wizji był miły, ale mnie traktował jak gówniarę i często wprawiał w zakłopotanie".

Ze wspomnień Jana Suzina wynika, że nie przepadał za ludźmi, którzy nie traktowali pracy w telewizji zbyt poważnie. Pod koniec kariery skarżył się ponoć znajomym, że do pracy w TVP przyjmowane są osoby bez osobowości.

"Nie bardzo mu się podobały panienki, które przyszły, żeby pracować jako prezenterki. Uważał, że to amatorszczyzna. Mógłby przekazywać im swoją wiedzę, szkolić... Ale nikt tego nie oczekiwał" - tak o mężu opowiadała autorce książki "Prezenterki" Alicja Pawlicka.

Nie lubił nikogo i nie miał przyjaciół w pracy

Katarzyna Dowbor z kolei stwierdziła w rozmowie z Aleksandrą Szarłat, że Jan Suzin wcale nie garnął się do pomocy swym młodszym koleżankom i kolegom po fachu, a wręcz unikał kontaktów z nimi jak ognia.

"Mam wrażenie, że nie lubił nikogo. Typ człowieka, który nigdy ci ręki nie podał. Gdyby ci się noga powinęła, przeszedłby koło ciebie, nawet nie spojrzawszy. Mam wrażenie, że nie lubił nikogo" - wspominała go na łamach "Prezenterek".

Także Bogumiła Wander uważała Jana Suzina za osobę - delikatnie mówiąc - mało towarzyską.

"Raczej nie miał w pracy zbyt wielu przyjaciół, a gdy odszedł z telewizji, odciął się od nas wszystkich" - stwierdziła już po śmierci Suzina w rozmowie z "Angorą".

Zimny, oschły i niesympatyczny dziwoląg

Jan Suzin, który w telewizji pracował ponad czterdzieści lat, był - to słowa Katarzyny Dowbor - "zimnym, oschłym i niesympatycznym dziwolągiem" (źródło cytatu: książka Aleksandry Szarłat "Prezenterki"). Kiedy jesienią 1996 roku zdecydował się przejść na emeryturę, nie uznał nawet za stosowne, by pożegnać się z widzami oraz koleżankami i kolegami z pracy.

"Zdecydowałem, że odejdę po cichu. Na zakończenie dyżuru powiedziałem jak zwykle "życzę państwu dobrej nocy", wyszedłem ze studia i już nie wróciłem" - napisał w książce "Nieźle się zapowiadało".

Wdowa po Janie Suzinie dopiero niedawno wyznała, że jej mąż zrezygnował z pracy na Woronicza, bo uznał, że po prostu przestał być potrzebny.      

"Nikt nie miał pomysłu na Suzina. Osobowości nie były w cenie" - stwierdziła w wywiadzie.

Jan Suzin zmarł po długiej i ciężkiej chorobie 22 kwietnia 2012 roku - szesnaście lat po przejściu na emeryturę i wycofaniu się z życia publicznego.

AIM
Dowiedz się więcej na temat: Jan Suzin

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »