Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Jan Machulski: Romansował, ale wracał do żony

Dzięki talentowi aktorskiemu uniknął śmierci od kuli esesmana. Działał na kobiety jak magnes i potrafił z tego korzystać. Ale z żoną przeżył ponad 50 lat.

- Jak w końcu pojęłam, że Janek dla mnie nie zrezygnuje z innych kobiet, byłam w rozpaczy - wyznała Halina (87 l.), żona aktora Jana Machulskiego (†80 l.) w biografii "Byłam wierna sobie", w której odsłoniła kulisy ich związku. I dodała: "Janek miał romanse na boku, ale zawsze wracał. Mieliśmy syna, wspólne projekty zawodowe, wciąż dzieliliśmy najważniejsze pasje. Może się to wydać dziwne, ale z czasem udało mi się do tego przywyknąć... "

Niezapomniany amant polskiego kina przyszedł na świat w 1928 r. w Łodzi. Jego ojciec Antoni był sezonowym murarzem , a mama Janina pracowała jako szwaczka, ale szybko straciła posadę, bo chorowała na płuca. Miała więc czas, aby opiekować się ukochanym jedynakiem. - Wszystko najlepsze miałem od niej. Kochana, wspaniała, uczyła mnie miłości do ludzi - wyznał Jan po latach w swoich wspomnieniach "Chłopak z Hollyłódź".

Reklama

Wraz z wybuchem wojny skończył się dla 11-letniego Janka czas beztroski. Ten mroczny okres już na zawsze kojarzył mu się z głodem. Było tak źle, że wybierał jajka z gniazd gawronów, żeby przetrwać... Jego ojciec poszedł na front, a stamtąd trafił do niemieckiej niewoli, z której zdołał w końcu uciec. Rodzina Machulskich w obawie o swoje bezpieczeństwo opuściła Łódź i przeniosła się do Grabieńca, gdzie zamieszkała w szopie zbitej z desek. Przeprowadzka jednak niewiele pomogła, bo okupanci i tak wysłali Machulskiego seniora na przymusowe roboty do Niemiec.

Przyszły aktor zaś od 14. roku życia musiał zarabiać na chleb w fabryce samochodów. Krótko przed 1945 r. powrócił jego ojciec, który oszukał hitlerowców symulując padaczkę, dzięki czemu zwolniono go do domu. Machulscy mieli szczęście, że nie stracili nikogo w czasie okupacji. Choć Jan ledwo uszedł z życiem. - Być może to wtedy nauczyłem się aktorstwa, bo jak mi Niemiec przystawił pistolet do głowy, to zacząłem udawać nienormalnego - wspominał.

Zawód aktora fascynował go zresztą od dzieciństwa. A każdy zaoszczędzony grosz wydawał na kino. Po maturze zaś bez problemu dostał się do łódzkiej filmówki. Był na czwartym roku, kiedy poznał Halinę Brzezińską, studiującą pedagogikę na sąsiednim wydziale. Traf chciał, że remontowano wówczas tamtejszą stołówkę, więc przyszła na obiad do szkoły aktorskiej.

- Cudowne, jasne oczy, uczesana w kok, w krótkim futerku, zaskoczyła mnie. Wydawała się tak inna od wszystkich. Nie interesowała się nami, przyszłymi aktorami. Dosiadłem się do niej w dniu, kiedy wydawali zupę wiśniową. Dobrze pamiętam te pestki. Halina nie miała gdzie ich wyrzucać, więc podstawiłem jej własną rękę! - opowiadał. Jeszcze tego samego dnia odprowadził ją do domu. Po tym romantycznym wieczorze nie miał już wątpliwości co do swoich uczuć i postanowił zdobyć dziewczynę. - Wiedziałem, że jest z tej samej planety co ja - stwierdził po latach.

Choć adorator od początku przypadł Halinie do gustu, to uznała go za niebezpiecznego mężczyznę. - Podobał się nie tylko mnie, ale wszystkim obecnym wokoło kobietom - wspominała. Ale na żonę Jan wybrał ją, co stało się jasne, gdy w 1954 r. zaszła w ciążę, a on poprosił ją o rękę. Urządzili skromne wesele w Olsztynie, gdzie miał angaż w teatrze, a potem razem zamieszkali. W marcu 1955 r. urodził się ich syn. Aktor zdążył dotrzeć do szpitala przed jego porodem. Tak wzruszonego jak tego dnia, gdy ujrzał Julka na świecie, żona jeszcze go nie widziała. Od tej pory mieli być szczęśliwi we troje...

Ale nadzieje Haliny, że jej ukochany przestanie zwracać uwagę na inne kobiety, okazały się płonne. - Miałem parę flirtów czy romansów, ale żona potraktowała je wyrozumiale, bo wiedziała, że to, co nas łączy, jest głębsze i trwalsze - przyznał Jan w wywiadzie dla miesięcznika "Film". Jak przekonywał, Halina miała dystans do telefonów, listów i miłosnych deklaracji pisanych przez kobiety szminką na jego samochodzie. - Może to, że byłam dosyć oziębła, prowokowało Janka do zaspokajania potrzeb poza domem? - zastanawiała się w swojej biografii Halina.

I wybaczała mężowi kolejne krótkotrwałe fascynacje. Jedna z nich, o której było głośno, miała miejsce na planie dramatu w reżyserii Tadeusza Konwickiego, gdzie Janowi partnerowała piękna Irena Laskowska. Halina z trzyletnim Julkiem odwiedzili go tam w trakcie kręcenia zdjęć. - Syn widział, że jestem uwielbiany przez kobiety. Po premierze "Ostatniego dnia lata" miał do mnie żal, że po plaży ganiam za inną panią - wyznał szczerze w wywiadzie Machulski.

Choć daleko mu było do anioła, gdy wracał do domu, zachowywał się bez zarzutu. - Starał się być potrzebny, wspomagający. Odkąd się poznaliśmy, był mi przyjacielem. Dobrze nam było ze sobą - twierdziła Halina. Ale gdy zrozumiała, że jej mąż ulega wszystkim kobietom, które go pragną, zdecydowała się na białe małżeństwo. - Odmówiłam na zawsze relacji fizycznej. Ale jako ludzie zawsze byliśmy razem. Byłam jego partnerką, siostrą, opiekunką, tak jak on był mi przyjacielem. Dopiero jego śmierć stała się prawdziwym rozejściem - zdradziła.

A ta nadeszła niespodziewanie. Jeszcze w lipcu 2008 r. Jan w świetnej formie świętował 80. urodziny. Gdy niedługo później pracował na planie filmu "Ostatnia akcja", nikt nie przypuszczał, że ten tytuł może być proroczy... Jesienią Machulski trafił do szpitala na operację i już z niego nie wrócił. Zmarł 20 listopada 2008 r. na atak serca. W zakończeniu swojej biografii, żona legendarnego kasiarza Kwinty z "Vabanku" napisała: "Spełniłeś tak wiele moich oczekiwań, że te inne sprawy przestały mieć znaczenie. Chciałabym, żebyś był szczęśliwy na tamtym świecie. Czy można być człowiekiem, który nie popełnia błędów? Nie."

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:

Na żywo

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Jan Machulski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje