Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Jan Kuroń podjął zaskakującą decyzję. Znajomi nie dowierzają

​Piękna żona, zdrowy syn i uwielbienie widzów. Jan Kuroń (34 l.), syn zmarłego przed dziewięcioma laty Macieja (†48 l.), znanego kucharza, i wnuk nie mniej słynnego Jacka (†70 l.), legendarnego opozycjonisty z czasów PRL-u, naprawdę ma czym się pochwalić. Dlaczego więc teraz porzucił to wszystko i wyjechał w głuszę na długie tygodnie?


Reklama

Rok temu z żoną Anetą i kilkumiesięcznym synkiem Ignasiem Maciejem przenieśli się do nowego domu w podwarszawskim Julianowie. Wiele rzeczy było jeszcze niewykończonych, w tym dziecięcy pokoik. I choć wydawało się, że to niezbyt czasochłonne, okazało się, że opieka nad chłopcem, zaangażowanie w pielęgnowanie więzi rodzinnych i zobowiązania zawodowe pochłonęły pana Jana bez reszty. Od niedawna na stałe gości bowiem w "Dzień dobry TVN", gdzie ma swój cykl "Jasiek zna się".

- W moim programie staram się łączyć kulinaria z mądrym podejściem do prowadzenia domu - wyjaśnia. Jak sam mówi, stara się nie zmarnować wiedzy, jaką przekazał mu jego ukochany ojciec. - Wychowałem się w kuchni. Oprócz tego, że tata gotował z nami, uwielbiał przy tym opowiadać. Uczyłem się nie tylko technicznych rzeczy, ale też z zapartym tchem słuchałem historii kulinariów. Teraz to procentuje. Ojciec wbił mi do głowy ważną zasadę, że dobry szef kuchni to taki, który nie marnuje jedzenia, lecz potrafi je w kreatywny sposób wykorzystać - opowiada Jan Kuroń.

Bardzo przeżył nagłą śmierć ojca w 2008 roku. Tym bardziej że stało się to w Boże Narodzenie... - Tata wypełniał nasz świat. Odszedł w swoim stylu, czyli z przytupem, bo w te najważniejsze święta. Po jego śmierci szybko dojrzałem, wziąłem się w garść, bo wcześniej byłem takim niebieskim ptakiem. Śmierć ojca sprawiła również, że zacząłem o siebie bardziej dbać. Kiedy zmarł, ważyłem 112 kg, a teraz mam 90. Ojciec zmarł na zawał serca, był otyły, ale cierpiał też na inne choroby... - powiedział Jan Kuroń w jednym z wywiadów.

Na szczęście w tamtych trudnych dniach Jan nie był sam. Ma przecież troje rodzeństwa: braci - Jakuba (32 l.), również znanego kucharza, oraz Kacpra (25 l.), a także siostrę Gaję (22 l.), która jest teraz gwiazdą programu "MasterChef".

Dzisiaj Jan Kuroń angażuje się w różne akcje społeczne. Ostatnio został ambasadorem kampanii Skrzydła życia. Ma ona na celu to, aby każdy samotnie mieszkający senior miał w swym domu przyczepioną, na przykład do drzwi lodówki, charakterystyczną, czerwoną kopertę, a w niej najważniejsze informacje o swoich schorzeniach, przyjmowanych lekach czy ewentualnych uczuleniach.

- W momencie kiedy ratownicy medyczni przyjeżdżają do mieszkania takiej osoby, mogą łatwo znaleźć wszystkie potrzebne informacje - wyjaśnia Jan Kuroń.

- Pierwsze minuty są często kluczowe, ratują życie przy zawałach serca i udarach. Jednak mimo wielu zobowiązań i zaangażowania w upowszechnianie zdrowego żywienia, odłożone na później sprawy domowe nie mogły czekać. I w końcu, z olbrzymią pomocą żony, Janowi udało się dopieścić w najdrobniejszych szczegółach ich wspólne gniazdko!

Teraz, gdy jest idealnie, ku zaskoczeniu wielu znajomych, zgodził się wziąć udział w programie TVN "Agent Gwiazdy 3". Zdawał sobie sprawę, że wymagać to będzie wielotygodniowej nieobecności. Ostatecznie przekonała go żona. Uczestnicy zabawy polecieli do Azji - na Bali i do Chin. I świetnie się złożyło, bo już siedem lat temu Jan opowiadał, jak bardzo inspiruje go orientalna kuchnia!

- Fascynuje mnie kuchnia Azji Środkowo- Wschodniej, np. Tadżykistanu, Mongolii, bo tamtejsze specjały nie są jeszcze odkryte. Wybieram się niebawem do Taszkientu i przy okazji zbadam tamtejsze rejony pod względem kulinarnym. Zobaczę, jak przygotowuje się kozinę, czyli mięso, którego u nas w Polsce nie ma... 

Teraz też cieszył się, że może podpatrzeć to i owo, a potem wykorzystać w swoich programach. Jan Kuroń nie martwił się także tym, że cały dom zostawił na głowie żony, Anety. Mógł przecież liczyć na pomoc najbliższych. Nie od dzisiaj przecież wie, że rodzina to jest siła!

***

Zobacz więcej materiałów:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje