Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Irena Santor: Najpierw śmierć męża, a teraz… Los nie oszczędza gwiazdy

Ten rok miał stać pod znakiem jej powrotu na scenę. Niestety, (85 l.) pandemia pokrzyżowała jej plany. Artystka straciła również kolejną bliską osobę.

Po śmierci swojego partnera Zbigniewa Korpolewskiego, z którym przeżyła 40 niezapomnianych lat, długo dochodziła do siebie. Ale ponieważ właśnie przypada diamentowy jubileusz jej śpiewania (sprawdź!), zmobilizowała się. Miała już zaplanowane koncerty na wiele miesięcy. Cieszyła się, że tak jak kiedyś, jej kalendarz był wypełniony po brzegi.

Reklama

Spotkania z publicznością zawsze przynosiły jej radość, o którą w ostatnim czasie  było w jej życiu tak trudno. Ale wybuch pandemii oczywiście wszystko pokrzyżował...

Sama nie wie, co by z nią było, gdyby nie grono wypróbowanych przyjaciół, którzy zabrali ją do siebie na wieś.

- Gdybym miała zostać sama, zamknięta w moim małym mieszkaniu w centrum Warszawy, chyba bym oszalała - wyznała szczerze pierwsza dama polskiej piosenki. 

To u przyjaciół spędziła cały okres izolacji. Wiodąc spokojne, wiejskie życie, zdała sobie sprawę, jak ostatnio rzadko miała okazję obcować z naturą, którą tak bardzo kochała.

Wychowała się przecież w uzdrowiskowej miejscowości otoczonej lasami i łąkami, i takie środowisko ją ukształtowało. Jednak wraz z oszałamiającą karierą przyszły festiwale, koncerty, wojaże po świecie - tysiące kilometrów i godzin w podróży, na estradach, w hotelowych pokojach.

Choć kochała to swoje artystyczne życie, nie sprzyjało ono spotkaniom z przyrodą, której, jak się teraz okazało, bardzo jej brakowało.

- Oddycham świeżym powietrzem, lasem, bujną roślinnością i jestem tym wszystkim oszołomiona. Dobrze jest czasem zatrzymać się w biegu i rozejrzeć, jaki piękny jest świat. Powąchać go. Trzeba to wszystko przetrzymać, bo choć nie wiadomo, kiedy świat znów będzie normalnie funkcjonował, to przecież izolacja nie będzie trwała wiecznie - mówiła z optymizmem.

Niestety, kiedy wróciła do Warszawy, jej beztroska szybko się skończyła.

Czytaj dalej na następnej stronie...

Pani Irena dowiedziała się, że stan zdrowia jej bliskiej przyjaciółki, znanej śpiewaczki operowej Agnieszki Kossakowskiej-Fijałkowskiej, chorującej od pewnego czasu na nowotwór, się pogorszył.

Artystki poznały się w młodości i utrzymywały ze sobą serdeczny kontakt przez wszystkie te lata, niezależnie od tego, gdzie przebywały.

Niezapomniane były wspaniałe kreacje Agnieszki Kossakowskiej-Fijałkowskiej. W ciągu swojej kariery partnerowała na przykład Bernardowi Ładyszowi jako Ksenia w słynnym Borysie Godunowie. Ale też współpracowała z wykonawcami muzyki rozrywkowej, chociażby z Grzegorzem Ciechowskim.

Pani Irena odwiedzała przyjaciółkę w szpitalu, mimo że w obecnej sytuacji było to bardzo utrudnione i wymagało szczególnej ostrożności.

Niestety, słynącej z wielkiej urody sopranistki nie dało się już wyleczyć... Irena Santor sama nie raz toczyła walkę o swoje życie, dlatego wie, że trzeba cieszyć się każdym dniem, niezależnie od tego, co nam przynosi. W młodości cudem wyszła z groźnego wypadku, potem wygrała walkę z nowotworem.

- Człowiek nie zdaje sobie na co dzień sprawy, co jest mu dane. Może teraz, gdy wszyscy mamy nieco więcej czasu, częściej będziemy zatrzymywać się nad tym, co ważne, a przestaniemy tracić energię na rzeczy nieistotne? - zastanawia się artystka.       

Rewia
Dowiedz się więcej na temat: Irena Santor

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »