Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Halina Kowalska: Dlaczego straciła szansę na dziecko?

W PRL-u wykreowano ją na seksbombę, jednak aktorkę ten wizerunek mocno uwierał. Po zakończeniu zdjęć do serialu "Alternatywy 4" zniknęła na wiele lat z ekranu. Nigdy nie zrealizowała swojego marzenia o byciu matką - kiedy mogła zajść w ciążę, miała mnóstwo propozycji zawodowych i ciągle nie było czasu. Aż okazało się, że jest za późno. Dziś Halina Kowalska wraz z mężem mieszka w Domu Artysty Weterana w Skolimowie. Ta decyzja była konieczna, bo zabrakło bliskich osób, które zaopiekowałyby się nimi w jesieni życia.

Widzowie pokochali Halinę Kowalską (77 l.) za kultowe dziś role - śpiewaczki w serialu "Alternatywy 4", szukającej miłości sprzedawczyni w filmie "Nie lubię poniedziałku" czy Wandy w "Nie ma róży bez ognia". Choć dla aktorstwa poświęciła swoje wielkie pragnienie, nie dostawała ról na miarę jej talentu. A gdy telefon z propozycjami zamilkł, postanowiła usunąć się w cień. - Ja po prostu nie lubię i nie umiem zabiegać o angaż - tłumaczy swą nieobecność.

Reklama

Od dzieciństwa marzyła o aktorstwie - występowała w szkolnym teatrze, należała do kółka recytatorskiego. Rzeczywistość jednak zweryfikowała jej młodzieńcze ambicje. - Podczas egzaminu do szkoły aktorskiej w Łodzi wyglądałam jak mała dziewczynka. Drobniutka, płaściutka, z warkoczykami. Powiedziałam jakiś wierszyk i kawałek prozy, ale nie zdałam. Komisja uznała, że mam zbyt dziecinny wygląd - wspomina Kowalska. To był dla niej ogromny cios, ale nie poddała się i zdała za drugim razem.

Na roku zaprzyjaźniła się z Januszem Gajosem i Franciszkiem Trzeciakiem, wspólnie założyli kabaret "Piątka z ulicy Gdańskiej" od nazwy miejsca, w którym znajdował się Wydział Aktorski. A wkrótce do artystycznej trupy dołączył aktor Włodzimierz Nowak, który zmienił życie Haliny. Jej uroda i osobowość zrobiły na nim ogromne wrażenie, ona z kolei była zafascynowana jego talentem. Jeszcze na studiach wzięli ślub, na którym pojawiła się cała śmietanka towarzyska filmowej Łodzi.

Początki wspólnego życia nie były jednak łatwe. Młode małżeństwo nie miało gdzie się podziać. Tułali się po znajomych i wynajmowanych pokojach. Gdy po jakimś czasie pojawiła się szansa na zajęcie mieszkania służbowego przy Teatrze Wielkim w Łodzi, niespodziewanie w środowisku aktorskim wybuchł z tego powodu skandal. Okazało się, że lokum wcześniej obiecano innemu małżeństwu artystów - Barbarze Horowiance i Mieczysławowi Voightowi. A mieszkanie było wtedy na wagę złota.

Kowalska i jej mąż nie ze swojej winy znaleźli się w ogniu oskarżeń. Dawni znajomi odwrócili się od nich. Bardzo ich to dotknęło. Do tego stopnia, że podjęli dramatyczną decyzję o wyprowadzce z ukochanej Łodzi. - Na szczęście pojawił się Wojciech Siemion, który wtedy dyrektorował w Teatrze Komedia w Warszawie. Załatwił meldunek, wprowadził do telewizji, pomógł nam zainstalować się w Warszawie - opowiada Halina.

Przeprowadzka do stolicy oznaczała dla małżeństwa rozpoczynanie wszystkiego od zera. W takich warunkach trudno wychowywać dziecko - musieli odłożyć kiełkującą w nich myśl o rodzicielstwie. Tym bardziej że niespodziewanie kariera Haliny nabrała tempa. Przełomem okazała się rola w filmie "Nie lubię poniedziałku". Aktorka długo wahała się, zanim ją przyjęła, bo wiedziała, że może zapłaci za to wysoką cenę...

- Miałam się przecież rozebrać na ekranie! W tamtych czasach to było coś. W końcu do roli przekonali mnie mąż wspólnie z reżyserem - wspomina. Film okazał się wielkim sukcesem. Kowalską okrzyknięto seksbombą, dziennikarze porównywali aktorkę z Brigitte Bardot, a jej zdjęcia trafiły na okładki najpopularniejszych magazynów PRL-u. Ale ten sukces miał też ciemną stronę.

Kowalska po raz drugi poczuła się wykluczona i niesłusznie oskarżona, ponieważ ówczesne amantki polskiego kina - Barbara Brylska i Beata Tyszkiewicz - zaczęły ją traktować jak wielkiego wroga. - Trochę tak było. Ja jednak z nikim nie rywalizowałam - podkreśla.

W połowie lat 70.Kowalska była już wielką gwiazdą, a dzięki roli namiętnej służącej w "Sanatorium Pod Klepsydrą" została zaproszona na festiwal filmowy w Cannes. Jednak czuła się tam jak... uboga krewna. - Największe amerykańskie gwiazdy chciały się z nami bratać. Nie miałam jednak odpowiedniej sukienki, siedziałam więc w hotelu, sącząc wino - zdradza. Jak sama przyznaje, popularność stawała się uciążliwa. - Jestem szarą myszą, mam tego samego męża i pracę na etat w teatrze. Ja nawet nie lubię, jak faceci oglądają się za mną na ulicy - powtarzała.

Reżyserzy chcieli obsadzać Kowalską jedynie w rozbieranych rolach, aktorka marzyła o zmianie emploi i o... dzieciach. Znów odłożyła macierzyńskie plany, gdy w jej życiu pojawił się Stanisław Bareja, powierzając jej rolę w serialu "Alternatywy 4". Po zakończeniu zdjęć do produkcji na wiele lat zniknęła z ekranu. Nie na własne życzenie... - Gdy przyszedł kapitalizm, zapisałam się do Agencji Passa, ale przez pięć lat pies z kulawą nogą się nie odezwał - mówi z goryczą.

Grywała coraz rzadziej, aż w końcu z powodu braku propozycji zupełnie zniknęła z ekranu. Nigdy nie zrealizowała swojego marzenia o byciu matką - kiedy mogła zajść w ciążę, miała mnóstwo propozycji zawodowych i ciągle nie było czasu. Aż okazało się, że jest za późno...

Do niedawna aktorka wraz z mężem żyli w dwupokojowym lokum w Warszawie, opiekując się zwierzętami i ptakami na osiedlu. W zeszłym roku jednak małżonkowie zaczęli niedomagać i musieli podjąć bolesną decyzję o opuszczeniu swoich kątów i przeniesieniu się do Domu Artysty Weterana w Skolimowie. - Odpadło nam myślenie o kwestiach bytowych - tłumaczą. Ta decyzja była konieczna, bo zabrakło bliskich osób, które zaopiekowałyby się nimi w jesieni życia... Na szczęście, wciąż mają siebie i chcą korzystać z każdej wspólnej chwili.

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:


Dowiedz się więcej na temat: Halina Kowalska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje