Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Gucwińscy: Czujemy się niepotrzebni!

Słynni prowadzący "Z kamerą wśród zwierząt" Hanna i Antoni Gucwińscy są rozżaleni losem, jaki spotkał ich na stare lata...

Pani Hanna (81 l.) i pan Antoni (81 l.) rozsławili wrocławskie ZOO nie tylko w Polsce. To za ich czasów ogród przeżywał swoją prawdziwą świetność. Niestety, pod koniec ich urzędowania spadły na nich liczne oskarżenia i zarzuty, z którymi nie potrafią sobie poradzić do dzisiaj.

Reklama

W 2006 roku Antoni Gucwiński został oskarżony przez fundację VIVA! o znęcanie się nad zwierzętami, a szczególnie nad niedźwiedziem Mago, który miał przebywać w nieludzkich warunkach. Sąd uznał, że dyrektor ZOO jest winny znęcania się nad niedźwiedziem, ale odstąpił od wymierzenia kary. Gucwińscy nie pogodzili się z wyrokiem, ale nie czuli się na siłach, aby dalej walczyć. Hanna sprzedała rodzinny dom, aby opłacić wynajętych prawników i koszty postępowania.

"Posądzenia, prasowe paszkwile, to człowieka zdeprymowało, przygasiło. Sąd Najwyższy przy kasacji powiedział, że skoro Mago nie miał warunków jak w Tatrach, no to się nad nim znęcano. To powinni zamknąć mnie 50 lat temu, bo w ogrodach zoologicznych nie ma warunków jak na wolności. Dzisiaj Mago żyje i ma się dobrze. Ale to wszystko zostawiło we mnie ślad" - żali się pan Antoni w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

Wrocławski ogród niedługo skończy 150 lat. Planowane są huczne obchody, ale Gucwińscy nie chcą w nich uczestniczyć.

"Nie czujemy się potrzebni. W ubiegłym roku dostałem grzecznościowe zaproszenie do komitetu organizacyjnego, ale podziękowałem. Ogród idzie w innym kierunku, niż ja sobie wyobrażałem" - wyznaje pan Antoni.

Były dyrektor ma żal do radnych miasta, że w ogóle nie podziękowano mu za lata pracy. Czuje, że jego doświadczenie nikomu nie jest potrzebne.

"Jak dyrektor odchodzi, to się robi uroczyste spotkanie. Są władze miasta, zaprasza się pracowników, daje pamiątki. Nic takiego nie nastąpiło" - wyznaje z żalem.

Gucwińscy zgodnie twierdzą, że za poświęcenie całego swojego życia wrocławskiemu ZOO i zwierzętom, na starość zostali z niczym.

"Błędem było to, ze człowiek traktował ogród, jako swoje życiowe dzieło. Trzeba było czasem odpuścić i może inaczej się ustawić" - stwierdza na koniec pan Antoni.

Współczujecie?



pomponik.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »