Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Grzegorz Małecki we wzruszających słowach wspomina zmarłego brata

Nie jest tajemnicą, że Grzegorz Małecki (41 l.) ma młodszą siostrę Magdę. Nie wszyscy jednak wiedzą, że miał też starszego o 11 lat przyrodniego brata Marcina Małeckiego (†43 l.), który był kompozytorem i muzykiem jazzowym.

W rocznicę śmierci brata aktor napisał na profilu na Facebooku: "Osiem lat temu zmarł Marcin Małecki, mój przyrodni brat, znakomity pianista jazzowy. Dziś jego kompozycje w wykonaniu rewelacyjnego tria Paweł Pańta, Krzysztof Dys, Krzysztof Szmańda znalazły się na płycie. I to w jakim towarzystwie! Bach, Beethoven i Chopin. Ale na okładkę załapał się tylko Marcin! Ha! Fuzja jazzu i klasyki. Płyta już kosi najlepsze recenzje. Dziękuję Wam, panowie. Słuchajcie!".

Reklama

Przyrodnich braci pozornie wiele dzieliło. Spora różnica wieku, odmienne zainteresowania muzyczne. Ale łączyły ich więzy krwi, mieli jednego ojca. Marcin był owocem studenckiego małżeństwa kompozytora Macieja Małeckiego i anglistki Ewy Gieysztor, córki słynnego historyka i wieloletniego dyrektora Zamku Królewskiego - profesora Aleksandra Gieysztora. 

"Jego droga życiowa nie była usłana płatkami róż. Odkąd pamiętam, zawsze miał kłopoty ze zdrowiem i musiał pokonywać różnego rodzaju przeciwności losu. Już jako chłopiec był bardzo wrażliwym dzieckiem" - napisał Mikołaj Ł. Lipowski, kolega Marcina, po jego odejściu. 

Gdy Maciej Małecki ożenił się z aktorką Anną Seniuk, Marcin bywał częstym gościem w ich domu. Grzegorz wspominał, że to właśnie Marcin wymyślił imię dla jego psa: Kufel. 

Bracia nigdy nie wychowywali się razem. Przez pewien czas mieli nawet przerwę w kontaktach. To było w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych, gdy Grzegorz przechodził trudny okres dojrzewania i buntu. Marcin komponował już wtedy jazz, a Grzegorz słuchał punk rocka i zespołu Dezerter, nosił dredy i kolczyk w nosie. Zmienił się radykalnie dopiero pod wpływem studiów w szkole teatralnej. 

- Uspokoił się i zaczął przyglądać się otoczeniu, rodzinie. Dojrzał. Mimo dużej różnicy wieku Grzegorz czuł się związany ze starszym bratem. Marcin był dla niego wzorem. Podziwiał go nie tylko za jego muzykę, lecz także za determinację, hart ducha w walce z nieuleczalną chorobą - mówi "Dobremu Tygodniowi" jeden z kolegów aktora. 

Marcin jeszcze trzy miesiące przed śmiercią grał koncerty. Gdy nie mógł już występować, w szpitalu zapisywał papier nutowy. 

- Bliskim Marcina trudno pogodzić się z jego przedwczesną śmiercią. Ta rana wciąż boli. Po Marcinie została muzyka. Grzegorz, promując ją, czuje, że wypełnia braterski obowiązek wobec zmarłego - dodaje znajomy aktora.

***
Zobacz więcej materiałów dot. celebrytów

Dobry Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Grzegorz Małecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »