Kazimierz Wichniarz zapisał się w historii polskiego kina jako niezapomniany Zagłoba z "Potopu". O rolę tę starało się kilku aktorów, ale Jerzy Hoffman nie miał wątpliwości, komu powinien ją powierzyć.
"Pan nie musi grać, pan jesteś Zagłobą" - powiedział reżyser, gdy zobaczył go na zdjęciach próbnych. Kazimierz przez całe życie był zakochany w swojej żonie Mieczysławie. Mówił o niej, że jest wymarzoną partnerką.
Kazimierz Wichniarz i Mieczysława Czerwińska poznali się na początku lat 50. w Łodzi, gdzie oboje mieszkali. Dopiero po ślubie, który wzięli 4 marca 1957 roku, zdecydowali się na przeprowadzkę do Warszawy, by spędzić tu resztę życia.
"Miecię dostałem w prezencie od losu" - stwierdził aktor, opowiadając w wywiadzie dla "Stolicy" o młodszej o sześć lat ukochanej.
"To, że ważę, ile ważę, to jej zasługa. Nikt nie piecze lepszych ciast. A jej gołąbki? No, palce lizać" - żartował.
Rolę Zagłoby w "Potopie" dostał w zastępstwie za innego aktora
Tusza była dla Kazimierza sporym problemem. Mało brakowało, a musiałby z jej powodu zrezygnować z zagrania swojej popisowej roli. Na planie "Potopu" nie było bowiem konia na tyle silnego, by udźwignąć ważącego ponad 110 kg aktora.
Jerzy Hoffman uparł się, żeby to właśnie on był Zagłobą i zarządził, by w scenach jazdy konnej zastępować aktora dublerem.
Wichniarz nie był pierwszym wyborem Hoffmana. Mieczysław Pawlikowski, który zagrał Onufrego w "Panu Wołodyjowskim", nie mógł ze względu na problemy ze zdrowiem ponownie się w niego wcielić, więc reżyser musiał zaangażować kogoś innego.
"Ja Zagłobę niezwykle lubię, bo - jak on - mam słabość do jedzenia i picia" - powiedział Kazimierz Hoffmanowi, gdy spotkali się na zdjęciach próbnych.
Niewiele osób pamięta, że kilka lat przed pierwszym klapsem na planie "Potopu" Wichniarz zagrał Zagłobę w radiowej adaptacji powieści Sienkiewicza.
Po premierze filmu w 1974 roku nikt już nie zwracał się do aktora inaczej niż "Panie Zagłobo".
"Nie przeszkadza mi, że widzowie utożsamiają mnie z tą postacią. Dałem jej nie tylko twarz, posturę i głos, ale też serce" - powiedział w wywiadzie dla "Ekranu".
Aktor i jego żona uwili sobie gniazdko w starym wozie cyrkowym
Kazimierz Wichniarz nie krył, że popularność, jaką zawdzięczał Zagłobie, bywa dla niego męcząca.
"Na szczęście Miecia zwalnia mnie z robienia zakupów. To, że Wichniarza nikt nigdy nie widział w kolejce, to jej zasługa" - opowiadał w rozmowie ze "Stolicą".
"Miałem szczęście do żony. To była moja największa wygrana w życiu" - stwierdził.
Aktor i jego ukochana, kiedy tylko mogli, uciekali z Warszawy na otoczoną lasem działkę pod Magdalenką. Mieszkali tu w starym powypadkowym wozie cyrkowym, który odkupili od kuglarzy i samodzielnie wyremontowali.
Państwo Wichniarzowie nie doczekali się potomstwa.
"Nie mamy dzieci. Czasem się zastanawiam, jak wyglądałoby nasze życie, gdyby były. Ale nie ma..." - zwierzał się Kazimierz w wywiadzie dla "Życia Warszawy".
Aktor nigdy nie dał żonie powodu do zazdrości. W środowisku teatralnym miał opinię "wiernego jak pies".
"W domu mam wszystko, co mi potrzebne do szczęścia" - mawiał, pytany, dlaczego zawsze po przedstawieniu biegnie z teatru prosto do domu.
Ukochana Miecia przeżyła aktora o osiem lat
Kazimierz Wichniarz był mistrzem drugiego planu. Z każdej, nawet najmniejszej roli potrafił zrobić aktorską perełkę.
"Jego aktorstwo jest najczęściej źródłem humoru, dobroci i optymizmu. Wichniarz należy do tego rodzaju aktorów, którzy grając za każdym razem kogoś innego, grają siebie. Ale nie znaczy to, że jest jednakowy" - pisał o nim w "Słowniku biograficznym teatru polskiego" Janusz Koprowicz.
Pod koniec życia aktor podupadł na zdrowiu. Musiał zrezygnować z pracy w teatrze, rzadko wychodził z domu. Nikomu nie mówił o swoich dolegliwościach.
Zbliżał się do osiemdziesiątki, gdy zdiagnozowano u niego poważną chorobę. Wkrótce potem - 26 czerwca 1995 roku - zmarł.
Żona przeżyła aktora o osiem lat.
Spoczywają obok siebie na Cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach.
Źródła:
1. Wywiady z K. Wichniarzem: "Ekran" (1983), "Stolica" (1984), "Życie Warszawy" (1977).
2. Wspomnienie o K. Wichniarzu, "Gazeta Wyborcza. Białystok" (październik 2005)
3. "Słownik biograficzny teatru polskiego 1910-2000", tom I, wyd. 2017
Zobacz też:
Iwona Pavlović wiedziała wcześniej ws. Beaty Tyszkiewicz. Mówi wprost [POMPONIK EXCLUSIVE]
Beata Tyszkiewicz zabrała głos ws. nowej edycji "TzG". Postawiła sprawę jasno
Krakowska zakochana. Jej poprzednie związki kończyły się z jednego powodu








