Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Filip Bobek: Można być bardzo przystojnym i mieć odpychającą aurę

Po ogromnym sukcesie serialu "BrzydUla" Filip Bobek zniknął z małego ekranu i wybrał inne życie, poświęcając się pracy w teatrze. Dziś nie tęskni za błyskiem fleszy i popularnością.

Z niepokojem czeka pan na swoje 40. urodziny?

Reklama

Filip Bobek: - To jeszcze trzy lata... Moment na refleksję może przyjść w dowolnej chwili, nie trzeba czekać na okrągłą rocznicę. Ten okres od trzydziestki przeleciał mi jak w kalejdoskopie. Ale nie czuję presji. Jedyna rzecz, która się zmieniła, to trochę zwolniłem. Decyzje podejmuję nie śpiesząc się, daję sobie więcej czasu na zastanowienie się. Dotąd zawsze szybko mówiłem, działałem, nawet szybko chodziłem, wszystko w pośpiechu. Jako trochę dojrzalszy człowiek wiem jedno: lepiej mi się żyje, kiedy jestem uśmiechnięty i staram się być dobry dla siebie oraz dla otoczenia.

Zdobył pan różne tytuły: najpiękniejszy, najlepiej ubrany. Czy uroda ułatwia życie?

- Można być bardzo przystojnym i mieć odpychającą aurę. Ja staram się zachowywać uprzejmie, emanować pozytywną energią i chyba raczej to procentuje niż sama uroda. Jestem miły dla innych osób. Taki sposób bycia wyniosłem z domu rodzinnego. Uczono mnie kindersztuby, dobrego wychowania. Ostatnio miałem śmieszną sytuację u lekarza. Pani doktor poprosiła mnie do gabinetu i chciała przepuścić w drzwiach pierwszego. Odparłem, że trochę tu postoimy, bo nie ma takiej możliwości, żebym wszedł przed nią.

Pochodzi pan z Gdańska, a mieszka i pracuje w Warszawie. Gdzie jest pana dom?

- Uwielbiam Trójmiasto i tam są moje korzenie, mój dom. Tam ładuję baterie. Choć w Warszawie mam swoje mieszkanie, przyjaciół i dobrze się tu czuję, to kiedy jadę do rodziców na święta albo w odwiedziny, to zawsze myślę sobie: "No, wreszcie w domu". Już z daleka wyczuwam zapach morza, Gdańska i wzruszam się. Jestem bardzo silnie związany z Pomorzem. Tam też mieszka moja siostra oraz bliższa i dalsza rodzina, więc tym bardziej czuję, że to moje miejsce.

Jak pan dziś dogaduje się ze starszą siostrą? Podobno jako dzieci trochę walczyliście...

- Moja siostra jest starsza o pięć lat i owszem, zdarzało nam się rywalizować w dzieciństwie. Ona ma zupełnie inny charakter niż ja - to włoski temperament. Choć jestem spokojniejszy, walczyłem z nią o połowę czekolady, o przełączanie telewizora na ulubiony kanał. To chyba dość naturalne dla rodzeństwa, ale dziś, jako dorośli ludzie, mamy dobre, serdeczne relacje. Lubimy się, potrafimy dojrzale dyskutować o różnych problemach. Choć umiem zawalczyć o swoje, teraz, kiedy jestem starszy, już wiem, że wiele rzeczy skuteczniej uzyskuje się poprzez negocjacje.

W dzieciństwie rodzice zostawiali panu dużo swobody?

- To był zwykły dom, ciepły, pełen miłości, lecz dyscyplina też była. Nie byliśmy jakoś specjalnie rozpieszczani, ale mam poczucie, że zostaliśmy z siostrą dobrze wychowani. Może to staroświeckie, ale ważne są dla mnie wartości, takie jak honor, duma. Staram się nie kierować w życiu uczuciami zazdrości czy zawiści.

Jak rodzina zareagowała na fakt, że chce pan zdawać do szkoły aktorskiej?

- Na początku było duże zaskoczenie. Mama się bardzo martwiła, czy sobie poradzę, że to taki niepewny zawód i że oni jako ludzie spoza świata artystycznego - tata jest z zawodu mechanikiem samochodowym - nie będą mogli mi pomóc. Jednak najwspanialsze, co dostałem od rodziców, to wsparcie i poczucie bycia kochanym bez względu na wszystko. To mi daje ogromną siłę.

Teraz mama jest pana fanką?

- Chyba jedną z największych. To ona zbiera wszystkie wycinki z gazet z moimi wywiadami czy jakąś sesją zdjęciową. Ja mam żelazną zasadę - nie śledzę własnej kariery w mediach czy w internecie. Czasem tylko dowiaduję się od innych, że coś gdzieś było o mnie napisane, a ja nie miałem o tym pojęcia.

Słyszałam, że bardzo lubi pan gotować?

- Właśnie mnie pani przyłapała na robieniu dżemu. To będzie zdrowy dżem z marchewki, pomarańczy, limonki, imbiru, bez cukru. U mnie w domu wszyscy gotowali. Mam królowała w kuchni, ale jak gdzieś wyjeżdżała, tata przejmował pałeczkę. Trochę udawał, że nie potrafi, ale gotował, choć to była inna kuchnia, bardziej męska, tłustsza, serwował więcej mięsa. Ale wszystko bardzo smaczne. Wydawało mi się to najbardziej naturalne na świecie, że oboje dorośli potrafią gotować. Moje kulinarne początki na studiach były dość trudne, jednak wreszcie odnalazłem ten luz w kuchni i po prostu zaczęło mi wychodzić.

Jest pan raczej domatorem czy lubi towarzystwo?

- Uwielbiam dom, ale kocham też spotkania z przyjaciółmi. Jak tylko mam czas, staram się podtrzymywać znajomości. Jeżdżę do znajomych do Krakowa, Szczecina, Kielc. Dużo podróżuję zawodowo, teraz będę w trasie prawie non-stop, aż do wakacji. Mam napięty grafik, ale dbam o bliskich mi ludzi.

Cały wywiad w magazynie "Dobry Tydzień"

Rozmawiała: Agnieszka Stalińska

***

Zobacz więcej materiałów o gwiazdach:


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje