Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Ewa Minge: Jest wyrok ws. jej operacji

W styczniu 2015 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa podważył słowa Andrzeja Sankowskiego i, po zapoznaniu się z materiałami dowodowymi, orzekł, że Ewa Minge (48 l.) nie miała operacji plastycznych! Specjalista jednak odwołał się od wyroku i wygrał.

Sprawa ciągnie się od 2013 r. W telewizyjnym programie "Na językach" chirurg plastyczny Andrzej Sankowski stwierdził, że Ewa Minge jest ofiarą źle przeprowadzonego liftingu.

Reklama

W odpowiedzi projektantka pozwała go do sądu.

"Doktor Sankowski odpowie za to, że robi ze mnie kłamcę" - grzmiała wtedy w mediach.

Sąd uznał, że chirurg zniesławił projektantkę i nakazał mu zapłatę 10 tys. zł odszkodowania. Jednak Sankowski odwołał się od wyroku, podkreślając, że "jest profesjonalistą i nie pozwoli, by jego autorytet został nadszarpnięty".

10 listopada br. Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa po ponownym rozpatrzeniu sprawy zmienił zdanie i umorzył postępowanie wobec doktora Sankowskiego "wobec braku znamion czynu zabronionego" - dowiedział się magazyn "Twoje Imperium". Oznacza to, że chirurg nie kłamał.

Postanowienie sądu nie jest prawomocne. Ale od projektantki usłyszeliśmy, że nie będzie się od niego odwoływać. Dlaczego? Wiemy, że Ewa Minge w czerwcu 2013 r. wytoczyła chirurgowi drugi proces - o ochronę dóbr osobistych. Ten jeszcze się nie skończył.

Podczas rozprawy w tym właśnie procesie kreatorka mody przyznała się do korekcji nosa i piersi. Jak to się ma do jej wielokrotnych zapewnień, że nigdy nie poddała się operacji plastycznej? Doktor Sankowski nie kryje zadowolenia.

- Mam nadzieję, że kolejna sprawa o naruszenie dóbr osobistych, jaką wytoczyła mi Dorota Rabczewska, też skończy się dla mnie pomyślnie. - mówi magazynowi.

- Zbieram jej wypowiedzi prasowe, w których przyznała się do tego, że poprawiała sobie urodę. Dowiodę, że powtarzając tylko to, do czego ona sama przyznała się publicznie, nie naruszyłem jej dobrego imienia.

Przypomnijmy, że syn projektantki, Oscar, nazwał profesora... "siurkiem, który pozwala sobie robić przelot na jego matce".

"Łatwo się domyślić, co by się stało, gdyby ktoś odważył się na to, chociażby w mojej obecności. Wypierdoliłbym zęby i skierował do chirurga plastycznego z NFZ" - napisał Oscar w sieci.

Twoje Imperium

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Ewa Minge

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »