Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Ewa Gorzelak zrezygnowała z kariery aktorskiej, by ratować synka! "Umierał mi na rękach"

Kiedy półtoraroczny Rysio trafił do kliniki onkologicznej, nie dawano mu szans na przeżycie. Ale Ewa Gorzelak (40 l.) modliła się o cud.

Dorastała w rodzinie ateistycznej. Nie posłano jej na religię. Za jej bratem dzieci na ulicy wołały: "Ty żydzie", tylko jej babcia chodziła do kościoła. Dzięki niej Ewa Gorzelak nauczyła się pacierzy.  

Reklama

Gdy wszystkie jej koleżanki z podwórka przystępowały do Komunii Świętej, ona zapragnęła tego samego. Niewierzący rodzice zgodzili się na prośbę córki, a ponieważ nie była chrzczona, przyjęła w odstępie kilku dni dwa sakramenty.  

Jednak w młodzieńczych latach wiara wydawała jej się niezrozumiała. 

Przełomem okazała się miłość. Aktorka znacznie pogłębiła swoją relację z Bogiem, gdy poznała Zbyszka Dziducha, także związanego z branżą filmową. 

W młodości pragnął on zostać księdzem. Choć z tym planów ostatecznie zrezygnował, to wiara w dalszym ciągu zajmowała ważne miejsce w jego życiu.

"Dzięki Zbyszkowi dowiedziałam się, że najważniejsze we mszy jest Przeistoczenie, a nie kazanie" - wspomina z uśmiechem.  

Sakramentalne "tak" powiedzieli sobie w położonej w polu i otoczonej drzewami kapliczce Matki Bożej Bolesnej, gdzie on przyjeżdżał kiedyś jako ministrant i modlił się w trudnych życiowych momentach.  

Do dziś oboje uważają ślub za swoje najważniejsze doświadczenie duchowe. 

Wiara dała jej siłę, kiedy niespodziewanie w 2003 roku synek trafił do Kliniki Onkologii w Centrum Zdrowia Dziecka.  

U półtorarocznego Rysia rozpoznano nowotwór mózgu. Był w ciężkim stanie. Lekarze nie dawali mu szans na przeżycie.  

Aktorka była wtedy gwiazdą serialu "Na Wspólnej", z którego zrezygnowała, żeby czuwać przy Rysiu. To była bolesna i ciężka batalia.  

"Po okresie rozpaczy trzeba podjąć walkę i wspierać dziecko, które leczy się inaczej niż dorosłego. To czas wyjęty z mojego życia. Dużo przeżyłam, dużo widziałam" - mówi Ewa.  

Ukojenie aktorka odnajdywała w modlitwie.  

"Kiedy medycyna powoli rozkłada ręce, pojawia się wielka nadzieja, że jest jeszcze, a może przede wszystkim Ktoś, na Kim można się wesprzeć, do kogo można się zwrócić, poprosić o opiekę, po prostu się pomodlić" - wyznała.  

Mama chorego Rysia zaczęła wtedy regularnie chodzić na msze święte, ale często przesiadywała w pustym kościele.  

"Siedziałam i płakałam. To były najprawdziwsze spotkania z Bogiem" - wspomina. 

Jej syn w ciągu dwóch lat leczenia przyjął 23 chemioterapie.  

"On mi umierał na rękach. W pewnym momencie nie miał siły płakać, tylko tak cichutko się skarżył. Prosiłam Boga, aby szybciej go zabrał i skrócił jego cierpienie. Myślałam, że mi serce pęknie. Przyszedł ksiądz, namaścił go, dał mu sakrament chorych i zaczął się modlić o zdrowie" - wspomina Ewa.  

W trakcie choroby rodzinę aktorów w szpitalu odwiedzała też osoba, o której wiedzieli, że ma dar modlitwy o uzdrowienie.  

Wszyscy wspólnie wstawiali się za Rysiem u Boga. I wtedy zdarzył się prawdziwy cud. Dwie ciężkie operacje pod rząd przyniosły pozytywne rezultaty.  

"Z pewnością było to działanie Boga!" - podkreśla Gorzelak. 

Powrót Rysia do życia spowodował, że aktorka postanowiła spłacić dług wdzięczności. 

Założyła fundację "Nasze Dzieci" przy Klinice Onkologii. Bez żalu odeszła nieco od aktorstwa na rzecz pracy dla innych chorych maluchów. 

Kiedy Rysio miał 9 lat, para zdecydowała się na kolejne dziecko. W 2012 roku na świat przyszła wyczekana dziewczynka, Zosia.  

Choroba zmieniła rodzinę Dziduchów, także synów Franka (15 l.) i Rysia (13 l.). 

"Starszy stał się niesłychanie opiekuńczy, wrażliwy i troskliwy. Młodszy z kolei jest silny, ambitny i nie ma dla niego przeszkody nie do pokonania" - opowiada Gorzelak. 

Trudne doświadczenia scaliły rodzinę.  

"Wiele małżeństw się rozpada,przy tak ciężkiej chorobie dziecka. Mężczyźni często nie wytrzymują tego. Tobył trudny okres wnaszym życiu. Dziś jestem bardzo szczęśliwa, że wybrnęliśmy z tego cało jako rodzina" - podkreśla aktorka.

Dowiedz się więcej na temat: Ewa Gorzelak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje