Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Euro 2020: Marek Torzewski nagrał hymn dla polskich piłkarzy! Smutne, jak potem potoczyło się jego życie

„Nigdy wcześniej nie kochałem tak życia” - napisał ostatnio Marek Torzewski na swej oficjalnej stronie internetowej. Polski tenor, który od ponad dwóch lat zmaga się z chorobą nowotworową, musiał odwołać wszystkie zaplanowane na pierwsze miesiące tego roku koncerty, ale wierzy, że lada moment wróci na scenę... Udało mu się pokonać raka?

Kiedy w 2002 roku Marek Torzewski nagrał piosenkę "Do przodu Polsko" (sprawdź!), nie przypuszczał, że stanie się ona hymnem polskiej reprezentacji piłkarskiej i towarzyszyć będzie Biało-Czerwonym przez kolejne lata. Dziś - podczas Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej Euro 2020 - hit Torzewskiego znów zagrzewa naszych piłkarzy do walki.

Być może tenor już wkrótce - po raz pierwszy od chwili, gdy zdiagnozowano u niego raka - zaśpiewa swój największy przebój na żywo, bo planuje właśnie trasę koncertową! 

Reklama

O problemach zdrowotnych Marka Torzewskiego zrobiło się głośno dwa lata temu. W czerwcu 2019 roku córka tenora - piosenkarka Agata Torzewska - wydała oświadczenie, z którego wynikało, że artysta od kilku miesięcy zmaga się z chorobą nowotworową. 

"Nie chcę wchodzić w detale, ale to rak złośliwy. Ojciec jest osłabiony. Leczenie trwa" - ogłosiła Agata Torzewska podczas wywiadu dla "Plejady". 

Od tamtej pory Marek Torzewski kontaktuje się z mediami i fanami jedynie za pośrednictwem swojej oficjalnej strony internetowej, na której regularnie publikuje teledyski, wycinki prasowe na temat jego i jego rodziny, różnego rodzaju oświadczenia oraz... życzenia imieninowe i urodzinowe dla żony i córki. Tenor ani razu nie skomentował publicznie swojego staniu zdrowia, ani nawet nigdy osobiście nie potwierdził, że jest chory! 

Wszystko wskazuje na to, że udało mu się - jeśli nie pokonać raka - to przynajmniej zatrzymać jego rozwój. Pod koniec ubiegłego roku Marek Torzewski miał wystąpić w Polsce z serią koncertów, które - niestety - z powodu pandemii zostały odwołane. Mieszkający na stałe w Belgii wokalista bardzo chciałby jeszcze tego lata wrócić na scenę. 

Dwa lata temu Marek Torzewski musiał stawić czoła nie tylko chorobie, ale też oskarżeniom o przywłaszczenie kilku tysięcy złotych. Sąd Rejonowy w Białej Podlaskiej orzekł, że powinien zwrócić pieniądze, które przelała na jego konto księgowa z Bialskiego Centrum Kultury jako honorarium za występ... innego tenora. 

"Nie popełnił zarzucanego mu przez prokuraturę i sąd przestępstwa. Ktoś usiłuje wkręcić go w kryminalną aferę" - napisała w mediach społecznościowych żona i menadżerka Torzewskiego, Barbara Romanowicz-Torzewska. 

Marek Torzewski odwołał się od wyroku, ale Sąd Okręgowy w Lublinie oddalił jego apelację i utrzymał w mocy postanowienie sądu pierwszej instancji, nakazujące tenorowi zwrot "przywłaszczonych" przez niego 4 tysięcy 550 złotych, zapłatę grzywny w wysokości 7,5 tysiąca złotych oraz pokrycie kosztów procesu. Wyrok uprawomocnił się dokładnie rok temu. Także dokładnie rok temu wybuchła kolejna "afera" z Markiem Torzewskim w jednej z głównych ról. 

Członkowie Budki Suflera zarzucili mu kradzież piosenki "Niebo co dzień", którą Romuald Lipko i Tomasz Zeliszewski napisali (tak przynajmniej twierdzi Zeliszewski) dla Felicjana Andrzejczaka. Torzewski upierał się, że zmarły kilka miesięcy wcześniej lider Budki Suflera już w 2001 roku podarował mu swoją kompozycję wraz z prawem do jej wykonywania bez konieczności uiszczania należności wynikających z praw autorskich. 

Konflikt do tej pory nie został rozstrzygnięty... 

"Ta piosenka była integralną częścią całości projektu Lipko-Torzewski, o którym Tomasz Zeliszewski doskonale wiedział. Ja opieram się na faktach. Zeliszewski mija się z prawdą. Jemu po prostu zależało mu na tym, żeby wywołać skandal. Prasa kupiła jego bezpodstawne zastrzeżenia i rozpętała się burza, w której stałem się medialnym chłopcem do bicia" - napisał tenor w oświadczeniu, które opublikował na swoje stronie internetowej. 

Dziś Marek Torzewski nie chce wracać myślami do nieprzyjemnych spraw, które wydarzyły się w jego życiu w ciągu ostatnich dwóch lat. Optymistycznie patrzy w przyszłość i wierzy, że nad jego głową wkrótce znów zaświeci słońce. 

"Wiem, że nic już nie będzie tak, jak było, ale... Nigdy wcześniej nie kochałem życia jak teraz" - napisał niedawno na swojej oficjalnej stronie internetowej. 

***
Zobacz więcej materiałów wideo:

AIM

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje