Emilia Krakowska działała kiedyś na mężczyzn jak magnes, ale nie każdemu, któremu z wzajemnością wpadła w oko, pozwalała się do siebie zbliżyć.
"Człowiekowi jest drugi człowiek potrzebny, ale nie wszystko musi się kończyć w pościeli" - stwierdziła, będąc już emerytką, na łamach "Polityki".
Praca z Hanuszkiewiczem była jej wielkim marzeniem
Emilia była jeszcze studentką warszawskiej PWST, gdy Adam Hanuszkiewicz dał jej rolę Ingi w "Pierwszym dniu wolności" - spektaklu, który miał wyreżyserować w Teatrze Telewizji, a niedługo potem zaproponował etat w stołecznym Teatrze Powszechnym, którego dyrektorem właśnie został.
Aktorka nie kryje, że kochała się platonicznie w "pięknym Adamie", jak nazywano reżysera, odkąd po raz pierwszy zobaczyła go na żywo. Miała wtedy zaledwie osiem lat...
"Przyjechał z Zofią Rysiówną na gościnne występy do Poznania. Poszłam do teatru z mamą... On był najprzystojniejszym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek widziałam" - wspominała w rozmowie z gospodynią "Złotej Sceny".
Emilia Krakowska przez całe studia marzyła, by Hanuszkiewicz zwrócił na nią uwagę.
"Zaprosił kiedyś cały nasz rok do audycji poetyckiej, która szła w radiu na żywo. Przy okazji tego spotkania powiedziałam mu, że chciałabym dostać się do jego teatru. Powiedział, że bardzo chętnie, ale nie ma etatu, i że możliwość będzie za rok" - opowiadała po latach w wywiadzie-rzece "Aktorzyca".
"Miałam przyrzeczony angaż, więc czekałam" - dodała.
Hanuszkiewicz przypomniał sobie o Emilii, gdy wiosną 1963 roku kompletował obsadę do "Pierwszego dnia wolności". W roli Ingi wypadła tak dobrze, że zaoferował jej posadę... dublerki Zofii Kucówny w "Weselu", które zamierzał wystawić na scenie Powszechnego.
"Przez siedem lat grałam to 'Wesele' wtedy, kiedy Zosia nie mogła. I byłam szczęśliwa" -stwierdziła na kartach cytowanej już "Aktorzycy".
Zawsze wiedziała, kiedy mężczyźnie powiedzieć nie
Adam Hanuszkiewicz, pytany o Krakowską, twierdził, że przyjął ją do zespołu Teatru Powszechnego bez wahania, gdy pewnego wieczoru podeszła do niego po jakimś spektaklu, w którym grał, i obsypała komplementami.
"Miał bardzo piękną opowieść pod tytułem 'Jak zaangażowałem Emilię Krakowską do teatru'. Opowiadał, że schodził ze sceny po 'Zbrodni i karze', a ja czekałam w ciasnym korytarzu, a jak się pojawił, to podeszłam do niego i powiedziałam: 'Jestem panem zachwycona, czy przyjmie mnie pan do teatru?'. A on na to: 'Tak'. I zawsze to opowiadał przy różnych okazjach" - wspominała aktorka w wywiadzie-rzece, dodając, że najważniejsze jest, iż dostała wymarzony etat.
Hanuszkiewicz miał opinię uwodziciela, plotkowano, że romansuje jednocześnie z paroma kobietami, a młode aktorki, które u niego grają, muszą się mieć na baczności, bo jest mistrzem flirtu.
Emilia Krakowska zdawała sobie sprawę z tego, że podoba się Adamowi i musiała bardzo się pilnować, żeby mu nie ulec. Była wtedy świeżo upieczoną mężatką, więc nawet mały "romansik" z dyrektorem nie wchodził w grę.
Hanuszkiewicz wysyłał Emilii bardzo wyraźne sygnały, że jeśli będzie dla niego miła, może pomóc jej w karierze, ale konsekwentnie odmawiała, gdy zapraszał ją na tête-à-tête do swojego gabinetu.
"Ja miałam inny pomysł na siebie. Zawsze wiedziałam, kiedy powiedzieć nie" - wyznała w rozmowie z "Polityką", wspominając lata, gdy była jedną z ulubienic "pięknego Adama".
Źródła:
1. Książka K. Kaczorowskiej "Emilia Krakowska. Aktorzyca", wyd. 2018
2. Wywiady z E. Krakowską: "Polityka" (luty 2021), "Złota Scena" (lipiec 2024)
Zobacz też:
Emilia Krakowska tyle ma do powiedzenia o "gwiazdach". "Nie można do ludzi wyjść w piżamie"
Krakowska zakochana. Jej poprzednie związki kończyły się z jednego powodu








