Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Dramat znanej aktorki

Jennifer Hudson, znana wokalistka i laureatka Oscara (30 l.) spotkała się w sądzie z zabójcą trzech członków swojej rodziny. Świadkowie mówią, że przez cały czas zanosiła się płaczem.

Jennifer Hudson nie może uporać się traumą po tym, jak w 2008 roku jej 57-letnia matka, 27-letni brat i 7-letni siostrzeniec w trakcie domowej awantury zostali zamordowani przez jej szwagra, Williama Balfoura. Tragedia położyła się cieniem na całym życiu wokalistki. "Wciąż wydaje mi się, jakby to się stało wczoraj" - mówiła w sądzie.

Reklama

Dla swojego szwagra nie miała litości. Przyznała, że zna go ze szkoły, ale nigdy nie darzyła go zaufaniem. Twierdzi, że od początku była przeciwna jego ślubowi swojej siostry i Williama, tak samo jak cała jej rodzina. "Nie podobało nam się, jak traktował Julię i jej syna" - zeznała, dodając, że przed tragedią mężczyzna wielokrotnie groził jej i jej rodzinie śmiercią.

Jak udało się ustalić śledczym, do masakry w rodzinnym domu Hudson doszło, kiedy Balfour zobaczył balony powieszone nad werandą i uznał, że to na pewno podarunek od kochanka żony, co oczywiście nie pokrywało się z prawdą. Mężczyzna był wcześniej karany, należał też do jednego z najgroźniejszych chicagowskich gangów. Do siostry artystki zwykł mawiać: "Jeśli ode mnie odejdziesz - zabiję cię. Ale wcześniej zabiję twoją rodzinę".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje