Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Dorota Kolak i jej recepta na udany związek

Wiele par z show-biznesu zazdrości jej udanego związku. Gwiazda zdradziła, co sprawia, że z ukochanym przeżyła zgodnie prawie 40 lat.

Ten rok był dla Doroty Kolak szczególny. Skończyła 60 lat i wydała swoją córkę za mąż. - Mam głębokie poczucie przemijania. Czasem myślę, jakie to życie jest ulotne, kruche - wyznaje aktorka.

Reklama

Nauczyła się czerpać z niego garściami i doceniać każdą szczęśliwą chwilę. A tych, dzięki mężowi Igorowi Michalskiemu (60), jej nie brakuje. Jak po latach wygląda ich dojrzała miłość?

Gdy się poznali, nic nie zapowiadało, że czeka ich wspólna przyszłość. Zbyt wiele ich różniło. - Igor był szalony, ja poukładana. On był rozrzutny, ja oszczędna. On był bałaganiarzem, ja pedantką - wylicza jednym tchem gwiazda.

Los jednak przewrotnie związał ich ze sobą. - Zanim wzięliśmy ślub, krótko byliśmy parą, bo chyba tylko rok - mówi. Docierali się, ucząc się siebie nawzajem. Nie było to łatwe, bowiem Dorota studiowała w Krakowie, a Igor w Łodzi. Odległość tylko zaostrzyła apetyt na miłość.

Gdy się spotykali, nie potrafili się rozstać. Najpierw ich domem był Kalisz, potem przenieśli się na Wybrzeże. Wkrótce na świecie pojawiła się ich córka Kasia. Przez długi czas małżonkowie żyli z dala od siebie, ponieważ mąż Doroty pełnił funkcję dyrektora kaliskiego teatru. Rozłąka nauczyła ich celebrowania wspólnych chwil. Zresztą robią tak do dzisiaj, mimo iż od dawna funkcjonują pod jednym dachem.

- Mnie z moim mężem życie nigdy nie bolało - śmieje się artystka. Dorocie podoba się, że mają wreszcie więcej czasu dla siebie. Niczego już nie muszą sobie ani innym udowadniać. Są nie tylko małżonkami, ale też dobrymi przyjaciółmi. Potrafią godzinami rozmawiać o córce i o aktorstwie. Nawet gdy czasami dochodzi między nimi do kłótni, zawsze mogą na siebie liczyć.

Igor udowodnił to rok temu, kiedy jego żona musiała poddać się poważnej operacji kolana, a potem przechodziła długą i bolesną rehabilitację. Przejął wówczas większość jej obowiązków i troskliwie się nią opiekował.

- W miłości dojrzałej jest dużo serdeczności. Często mówimy sobie: "kocham cię". Mamy też piękne rytuały - pocałunek na dzień dobry i na do widzenia. Używamy też słów: "proszę" i "dziękuję". To elementarz, który działa nie tylko w małżeństwie - przekonuje Kolak.

W poszanowaniu tych zasad małżonkowie wychowali swoją pociechę. - Myślę, że daliśmy Kasi dobry przykład - twierdzi gwiazda. Dorota kibicuje córce, która kilka miesięcy temu została mężatką. Wierzy, że jedynaczka wykorzysta wzorce wyniesione z domu. Artystka nie może się już doczekać wnucząt.

- Chciałabym być taką babcią, jaką była moja mama. Pokazywać świat, zabierać do muzeów, teatrów. Ale jeżeli trzeba będzie być babcią przytulanką, to tak się stanie. I nawet naleśniki usmażę - mówi.

Aktorka cieszy się, że będzie mogła zabrać wnuczęta do ich domu na Mazurach. Zanim to nastąpi, chce nacieszyć się tytułem naukowym profesora, który jest zwieńczeniem jej wieloletniej pracy. Jak widać, nie w głowie jej emerytura.

Na żywo

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Dorota Kolak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje