Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Danuta Szaflarska: Zgłosiła się do filmu, żeby się... najeść!

Danuta Szaflarska (+102 l.) nigdy nie planowała zostać aktorką. Kto by przypuszczał, że o jej karierze zadecyduje głód...

Przed warszawskim kinem Palladium zebrał się ogromny tłum. Nieliczni szczęściarze, którzy mieli zaproszenia, przepychali się do wejścia, żeby jak najszybciej zająć miejsca na widowni i obejrzeć pierwszy polski film od czasu wojny. 

Reklama

Kiedy podjechał samochód, z którego wysiadła Danuta Szaflarska, odsunęli się na bok. Odtwórczyni głównej roli wkroczyła do kina jak prawdziwa gwiazda. Ale wytarty płaszczyk i bardzo skromna sukienka, nie miały nic wspólnego z kreacjami hollywoodzkich aktorek.  

Mimo to szła z podniesioną głową. Czuła, że ten wieczór jest dla niej bardzo ważny. Gdy na ekranie pojawiły się napisy końcowe filmu "Zakazane piosenki", Danuta Szaflarska była już najpopularniejszą aktorką w powojennej Polsce.

A jeszcze rok wcześniej nawet nie śniła o tym, że ktokolwiek zwróci na nią uwagę. Chociaż przekroczyła już trzydziestkę, wyglądała jak mała, zabiedzona dziewczynka. Był to efekt wojennej gehenny, a przede wszystkim tragicznych wydarzeń, w których brała udział podczas Powstania Warszawskiego. Kiedy wybuchło, jej córeczka miała roczek. Już pierwszej nocy przyszła aktorka musiała ją zostawić pod opieką swojej mamy i iść wznosić barykadę. Następnego dnia ich ulicę zajęli już Niemcy.

Razem z rodziną musiała więc uciekać, by znaleźć bezpieczniejsze schronienie w innej części miasta. Ale to nie poniewierka była dla niej najgorsza. Najgorszy był głód, i to nie jej samej, ale małej Marysi, której nie miała kompletnie czym nakarmić. Po latach opowiadała, że znaleziony na ulicy ogryzek, stawał się dla nich rarytasem. Ale też żartowała, że to przez głód tak długo wyglądała jak dziecko.

Dał się na to nabrać dziennikarz Lucjan Kydryński. Po wojnie zaszedł do garderoby Starego Teatru w Krakowie. Zastał tam Danutę, i myśląc, że to dziewczynka zaangażowana do spektaklu, pogłaskał ją po głowie i zapytał: Jak ci się, dziecko, podoba w teatrze? Odpowiedziała: Bardzo, proszę pana! I dygnęła. Dopiero znajomy wyprowadził Kydryńskiego z błędu, mówiąc, że ta dziewczynka właśnie skończyła 30 lat.

Ale znakomity reżyser Leonard Buczkowski, kiedy zobaczył ją w Starym Teatrze, dostrzegł w niej coś, co niebawem sprawiło, że osiągnęła status celebrytki. A stało się to właśnie w dniu premiery "Zakazanych piosenek", w których aktorka, jak później opowiadała, od razu zdecydowała się zagrać, bo powiedziano jej, że na planie można się porządnie najeść. 

Jeszcze przez wiele lat wspominała smak i zapach jajecznicy ze skwarkami, podanej w głębokim talerzu, którą, zanim ruszyła kamera, nakarmiono ją i drugiego odtwórcę głównej roli Jerzego Duszyńskiego.

Gaża, jaką jej zaproponowano, nawet w tamtych czasach była śmiesznie mała. Jednak kierownik produkcji, wręczając jej niewielką kwotę, zaznaczył, że jeżeli film osiągnie sukces, to przy następnym będzie mogła dyktować warunki. I rzeczywiście, tak się stało. 

Grając w "Skarbie" zarobiła już tyle, że wystarczyło jej nie tylko na jedzenie, ale nawet na to, by ubrać całą rodzinę. No i przede wszystkim siebie, bo do tej pory chodziła w przetartych sukienkach, w których grała w poprzedniej produkcji. Nawet pojawiły się głosy krytyki, że robi to specjalnie, żeby się popisywać.

Opuszczając salę kinową jako prawdziwa już gwiazda, zaczęła mieć inne sprawy na głowie. Otóż rozniosły się po Warszawie plotki, że między nią a Jerzym Duszyńskim wybuchł na planie romans.

Starała się je prostować, nie tylko ze względu na swojego ówczesnego męża, znanego pianistę Jana Ekiera, ale przede wszystkim z powodu przeżywającej to bardzo żony Jerzego, Hanki Bielickiej. 

Powtarzała w wywiadach, że rzeczywiście z Jurkiem całowała się na planie często, bo tego wymagał scenariusz, ale to o niczym nie świadczy. Są tylko przyjaciółmi i tak pozostanie na zawsze.

I o ile jej wielbiciele byli w stanie w to uwierzyć, to podlotki zakochane w aktorze, które myślały, że jest jego żoną, jeszcze długi czas nie dawały jej spokoju. 

Do tego stopnia, iż musiała zastrzec numer telefonu, bo potrafiły wydzwaniać przez cały dzień i dopytywać, czy Jurek jest w domu. Zdarzyło się nawet, że zadzwoniły do niej z informacją, iż aktor zdradza ją z… Hanką Bielicką. 

Bardzo jej współczuły i dlatego nie omieszkały dodać, żeby się nie martwiła, bo one załatwią jego kochankę. Aktorka opowiadała o tym po latach, płacząc niemal ze śmiechu. Choć gdy spotykała się z kolegą przy następnych produkcjach filmowych, bardzo już uważała, żeby nie brano ich za parę.

***

Dowiedz się więcej na temat: Danuta Szaflarska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje