Przejdź na stronę główną Interia.pl

Colin Farrell spotkał się z rodzicami Alicji

Co były partner Bachledy-Curuś robił w Polsce?

Wszystko odbyło się błyskawicznie. Dzień przed Wigilią pod jedno z bocznych wejść na krakowskim lotnisku w Balicach podjechała czarna limuzyna. Przyjechali nią rodzice Alicji Bachledy-Curuś i jej 3-letni synek.

Reklama

Z samochodu wysiadł tata aktorki, Tadeusz. W drzwiach lotniska czekał już na niego rozpromieniony widokiem swojej pociechy Colin Farrell. Panowie przywitali się. Dziadek przekazał chłopca aktorowi. Chwilę później Colin z małym zniknęli w drzwiach lotniska i polecieli do Dublina, gdzie mieszka jego rodzina.

Ostatni raz hollywoodzkiego gwiazdora w Polsce zobaczyć można było podczas ceremonii chrztu Henry’ego Tadeusza w grudniu 2009 roku. Nie znaczy to jednak, że jego kontakt z chłopcem ograniczył się do tamtego zdarzenia. Colina z synkiem wielokrotnie widywano na planach filmowych w Europie i za oceanem.

"Do Polski nie chciał jednak przyjeżdżać. Pewnie z powodu rodziny Alicji, która traktuje go dosyć chłodno" - mówi "Życiu na Gorąco" osoba z kręgu przyjaciół aktorki. Przypomnijmy, że nieoficjalnie mówi się, że Farrell płaci Polce trzydzieści tysięcy dolarów alimentów miesięcznie. Oboje ustalili także, że po równo dzielą się opieką nad synem. "Colin nie zawsze chciał poświęcać chłopcu wystarczająco dużo czasu" - mówi rozmówca tygodnika.

Dodaje jednak, że ostatnio to się zmieniło. Szczególnie gdy Alicja wiosną i latem zeszłego roku skupiała się na chorym na białaczkę ojcu. Wtedy ponoć Colin bardzo ją odciążył w opiece nad Henrym. Sam Irlandczyk w wielu ostatnich wywiadach podkreślał, jak ważni są dla niego synowie.

O pierwszym, 9-letnim dziś cierpiącym na zespół Angelmana Jamesie, mówił nawet, że uratował mu życie. "Nie dbałem o siebie samego, nagle James to zmienił" - wyznał w wywiadzie dla jednego z magazynów.

W innym stwierdził, że zdaje sobie sprawę, iż będzie musiał wszystkim udowadniać, jak bardzo zależy mu na najbliższych, wcześniej zachowywał się bowiem nieodpowiedzialnie. "Moja rodzina, przyjaciele i dzieci są najważniejsi" - zapewniał, podkreślając, iż zamierza teraz kochać czynami, nie słowami.

Alicja zawsze enigmatycznie wypowiadała się na temat swojego związku z hollywoodzkim aktorem. Od ich rozstania wręcz milczy, a przed każdym wywiadem zastrzega, że nie będzie odpowiadać na pytania o Colina. Oficjalna wersja brzmi: "pozostajemy w przyjacielskich stosunkach".

Choć jak widać, na to, by osobiście przekazać byłemu synka przed Wigilią zabrakło jej chęci... Nie ulega jednak wątpliwości, że Henry zawsze może liczyć na znanego tatę. 

RB

1/2013

Dowiedz się więcej na temat: Colin Farrell | Alicja Bachleda-Curuś | dzieci | rodzice

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje