Materiał zawiera linki partnerów reklamowych
Zillmann i Lesar od paru miesięcy są razem. Szybko zdecydowały się na poważny krok
Odkąd Katarzyna Zillmann i Janja Lesar zapałały do siebie uczuciem w ubiegłorocznej jesiennej edycji "Tańca z gwiazdami", ich relacja wzbudza ogromne zainteresowanie. Na początku panie nie chciały publicznie deklarować, co je łączy, ale szybko się to zmieniło.
Z czasem partnerki zaczęły przyjmować wspólne zawodowe propozycje. Zgodziły się nawet na udział w "Azji Express", formacie kojarzącym się z dość wymagającymi, ekstremalnymi warunkami i koniecznością działania w dość stresujących okolicznościach.
Oglądaj "Taniec z gwiazdami" w Polsat Box Go
Do produkcji zapraszane są duety składające się z gwiazd i ich bliskich. Zazwyczaj znane osoby tworzyły drużyny z pociechami, ukochanymi, przyjaciółmi czy rodzeństwem. W przypadku Zillmann i Lesar było to jednak o tyle ryzykowne, że udając się na daleki kontynent, tworzyły one związek dopiero od paru miesięcy.
W jednym z najnowszych wywiadów panie powiedziały wprost, co było dla nich największym wyzwaniem. O tym ludzie nie mieli pojęcia.
To był pierwszy poważny egzamin dla związku Zillmann i Lesar. "Nie było w ogóle możliwości"
Przez czas nagrywania programu Janja miała mieszane odczucia: raz czuła ekscytację, ale niekiedy chciała czym prędzej wracać do domu. Kasia z kolei mierzyła się z dolegliwościami fizycznymi. Uraz, którego doznała tuż przed wylotem, uniemożliwił jej działanie na 100 proc. swoich możliwości, do czego jako sportsmenka jest przyzwyczajona.
Najtrudniejsze okazało się jednak zupełnie co innego, a mianowicie brak intymności.
"Nie było w ogóle możliwości, żeby nawet porozmawiać prywatnie, będąc cały czas podłączonym pod mikrofony. To było dla mnie megatwardym orzechem do zgryzienia w pierwszych dniach, żeby się do tego przyzwyczaić, że nie mogę po prostu im nic powiedzieć nawet na ucho, bo wszystko przecież jest [nagrywane - przyp. aut.]" - wyjawiła Zillmann.
Kobiety zresztą i tak musiały trzymać emocje na wodzy...

Co za sceny z udziałem Zillmann i Lesar. Dostały poważne ostrzeżenie
Ponoć Zillmann i Lesar dostały ostrzeżenie na planie, by zachować powściągliwość w publicznym okazywaniu sobie uczuć. Nie wynikało to jednak z wymogów produkcji, a miejsca, w którym nagrywano materiał. W Azji Południowo-Wschodniej taka otwartość nie jest bowiem na porządku dziennym.
"Bazujemy tutaj na uprzejmości (...) [lokalnych mieszkańców] i kiedy oni mają takie, a nie inne zwyczaje, to nie należało tutaj teraz uprawiać aktywizmu na ulicy. Skupiłyśmy się na zadaniach. Szanowałyśmy po prostu całą tę otoczkę" - powiedziała Kasia.
Kwestia trzymania pewnego dystansu wcale nie była błaha. Parze jasno dano znać, jakie mogą być konsekwencje niestosowania się do panujących na tamtym terenie zasad.
"Trochę trzeba było czasami się pilnować, bo mimo wszystko jesteśmy przyzwyczajeni wszyscy tutaj, że mamy ten dotyk, że to jest takie naturalne, a tam jednak nie. I że my, dwie kobiety, to w ogóle absolutnie. I dostałyśmy kiedyś (...) ostrzeżenie, że nas wyrzucą z wioski" - wyjawiła.
Zobacz też:
Niespodziewanie wyszło na jaw o Zillmann i Lesar. Oto jak między nimi jest. Krzan wszystko wygadała
To nie były plotki ws. Zillmann i Lesar. Po udziale w programie tancerka podjęła decyzję
Zillmann i Lesar nadały komunikat: "Nie pytajcie o nic". Takie słowa po trzech tygodniach w Azji
Materiał zawierał linki partnerów reklamowych








