To, ile kto zarabia, wciąż jest w Polsce tematem tabu, i to nie tylko w środowisku aktorskim.
Cezary Pazura twierdzi, że jego koledzy i koleżanki z branży niechętnie przyznają się, za jakie stawki przychodzi im pracować na planach zdjęciowych. Wie jedno: nie są to gaże hollywoodzkie, choć w porównaniu z pensją lekarza czy nauczyciela - prawdziwe kokosy.
Przez pandemię artyści zarabiają jeszcze mniej, nad czym większość boleje.
"Generalnie aktorzy upierają się przy swoich stawkach, które sobie tam obliczyli, bo usłyszeli: 'Szyc żąda tyle, ten żąda tyle...'. (...) Potem dzwonię i pytam się: 'Ile zarabiasz?', i słyszę: "Co ty, żartujesz? Przecież to nieprawda', i zostajesz z tym jak z ręką w nocniku. Koledzy też nie chcą mówić, ile zarabiają, bo po co ja mam wiedzieć" - opowiada Pazura.
Dalej zdradza, że przed pandemią koronawirusa za jeden dzień zdjęciowy (ok. 12 h) wzięci aktorzy kasowali nawet 10 tys. zł. Gdy aktor grał główną rolę w filmie, mógł zarobić nawet 250 tys. Przy reklamie stawka jest dużo wyższa.
Niebawem Pazura pojawi się w nowym serialu, o którym nie chce jeszcze zbyt wiele mówić. Niestety, 10 tys. za jeden dzień zdjęciowy nie udało mu się wynegocjować. Na planie nowej produkcji spędzi tylko kilka dni.
"Gdy aktor żyje z teatru i filmu, miesięcznie powinien wyciągnąć 5-6 tys. złotych na spokojnie" - mówi Pazura.










