Przejdź na stronę główną Interia.pl

Bożena Dykiel: Wielkie wsparcie od ukochanego

Są razem od 40 lat. Tworzą szczęśliwą rodzinę. Teraz ukochany mąż jeszcze bardziej zatroszczy się o aktorkę.

Do niedawna żyli bardzo intensywnie. Bożena Dykiel (69 l.) biegała z planu na plan, zajmowała się domem. Jej mąż Ryszard Kirejczyk (74 l.) też dużo pracował. Przez ostatnie 20 lat był dyrektorem Związku Autorów i Producentów Filmowych.

Reklama

Od stycznia przeszedł na zasłużoną emeryturę. - To była jego decyzja, odszedł na własną prośbę. Chce mieć więcej czasu dla Bożenki, która dochodzi do siebie po operacji serca. Ta choroba oboje mocno wystraszyła - mówi "Dobremu Tygodniowi" koleżanka aktorki.

Problemy ze zdrowiem u Dykiel pojawiły się latem ubiegłego roku. Na szczęście mąż szybko zawiózł ukochaną na konsultację do jednej z najlepszych klinik w kraju. Konieczna była natychmiastowa operacja. Zabieg przeprowadził światowej sławy kardiochirurg profesor Andrzej Bochenek.

Kirejczyk cały czas czuwał w szpitalu, a po powrocie do Warszawy otoczył żonę troskliwą opieką. Zadbał o to, by aktorka zaczęła się oszczędzać i unikała wysiłku. Co w przypadku Bożeny Dykiel nie było wcale łatwą sprawą. Słynie z ogromnej pracowitości. To perfekcjonistka i w domu, i w pracy. - Teraz muszę męża posłuchać i zwolnić tempo - przyznała gwiazda.

Mąż jest dla niej największym autorytetem. Mówi do niego żartobliwie per "pan Rysio". - Do mężczyzny trzeba się zwracać z szacunkiem. Poza tym on jest domową mądrością. Zna odpowiedź na każde pytanie. Nigdy nie dał mi nawet najmniejszych powodów do narzekań. Od samego początku miałam w nim ostoję i wielkie oparcie - wyjaśnia.

Choć nie zawsze była sielanka. - Zdarzały się też kłótnie, gorsze dni, nie raz chciałam spakować się i wyjść - opowiada. Jednak po spędzonych wspólnie 40 latach wciąż są w sobie zakochani. - Niezmiennie mu się podobam. Każdego dnia widzę to w jego oczach. To moja motywacja! - cieszy się gwiazda.

Po operacji zmieniła tryb życia, już tak nie pędzi. Nadal gra w "Na Wspólnej", ale nie przyjmuje innych propozycji. Zawsze kiedy wraca zmęczona z planu, mąż czeka z kolacją. - Przyjeżdżam do domu, a na stole jest śledzik, sałatka czy ciepła zupa. Pan Rysio nigdy nie je sam, zawsze czeka na mnie, te wspólne posiłki są dla nas niezwykle ważne - wyznała Dykiel.

Teraz będą mogli więcej czasu poświęcić sobie i rodzinie, ukochanym wnukom. - Dla pana Rysia, podobnie jak dla mnie, najważniejszy jest dom - mówi pani Bożena.

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:

Dowiedz się więcej na temat: Bożena Dykiel

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje