Reklama

Reklama

Reklama

"Botoks to trucizna"

Świat mody lat 60. zdecydowanie należał do niej. Drobna postura Twiggy, ogromne, wyraziste, a przy tym niewinne oczy podbiły serca projektantów, otwierając młodej, chudej modelce wrota kariery. Dziś 60-letnia Twiggy lansuje swą twarzą kosmetyki, projektuje własną kolekcję ubrań i starzeje się z godnością.

"Myślę, że panikowanie na temat swojego wieku jest zupełnie bez sensu. W zeszłym roku skończyłam 60 lat i uważam, że jest to część życia. Uważam, że należy doświadczyć każdego wieku" - informuje była modelka.

Twiggy podkreśla, że dla niej najważniejszą rzeczą nie jest zachowanie młodości, a zdrowie i szczęście, jakie daje jej rodzina. Na tej liście nie ma miejsca na botoks i usilne próby wstrzymywania czasu.

"Mam znajomych, którzy poddawali się tym wszystkim zabiegom. Efekt - teraz ich twarze są nieruchome. Szczególnie w Los Angeles można dostrzec ludzi, którzy wyglądają jak zamrożeni" - zdradza Brytyjka.

Reklama

"Nie mam zamiaru wstrzykiwać sobie botoksu, to trucizna. Również nie rozumiem wypełniania sobie ust. Człowiek wygląda, jakby dostał w twarz" - dodaje.

Oczywiście te deklaracje mogą się zmienić. O ile była modelka jest przeciwna botoksowi, nie wyklucza, że może poddać się innym zabiegom estetycznym. Na razie Twiggy oddaje się sprawdzonym, domowym metodom "konserwacji" urody.

"Od lat używam ciężkich, gęstych, angielskich kremów. I co najważniejsze: zawsze zmywam makijaż. Położyć się spać w pełnym makijażu to zły pomysł" - wyjaśnia Twiggy.

"Zawsze, kiedy się budzę, mam worki pod oczami, więc na 10 minut nakładam na oczy opakowanie mrożonego groszku, albo schłodzone torebki herbaty" - dodaje.

PAP life
Dowiedz się więcej na temat: Twiggy

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy