Przejdź na stronę główną Interia.pl
Przejdź na stronę główną Interia.pl

Beata Tadla boi się o życie! Dostaje dziwne przesyłki

W życiu Beaty Tadli (41 l.) pojawiła się stalkerka. Kobieta utrzymuje, że jest... matką dziennikarki.

Każda wizyta listonosza lub kuriera wiąże się dla niej ze stresem. Dlatego to Jarosław Kret, życiowy partner Beaty, otwiera adresowane do niej przesyłki i listy od nieznanych nadawców. - Jarek chce chronić ukochaną. Gdy dowiedział się o nękającej ją osobie, bardzo się zmartwił i drży o bezpieczeństwo swojej wybranki - zdradza "Na Żywo" znajoma pary.

Reklama

Choć wspólny adres dziennikarki i pogodynka pozostaje tajemnicą, oboje wolą dmuchać na zimne i kontrolować korespondencję, którą otrzymują. Beata nie chce żadnego kontaktu z kobietą, która twierdzi, że jest jej matką.

O swoich kłopotach ze stalkerką, które zaczęły się, gdy pracowała jeszcze w "Wiadomościach", dziennikarka opowiedziała na łamach wydanej w ubiegłym roku książki "Czego oczy nie widzą".

- Dostaję list. Autorka najpierw wyjaśnia, że od Władimira Putina wie o tajemnym przesłaniu dla świata, a potem dopisuje, że informuje o tym właśnie mnie, gdyż jestem jej... córką - opowiada Tadla.

Kobieta, którą dziennikarka nazywa "panią Danusią", sugerowała, że w szpitalu, w którym urodziła się Beata, radziecki agent zamienił ją z inną dziewczynką.

Za radą doświadczonych kolegów z "Wiadomości" Beata zignorowała list "matki", ale ta przysłała do redakcji kolejne. W jednym 20 złotych "na czekoladę dla wnuka". Potem wysłała trzy wielkie pudła.

- Redakcja się podzieliła: jedni mówili, że nie wolno otwierać, bo może bomba, ale większością, w tym mną, pokierowała ciekawość. Postanowiliśmy sprawdzić, co jest w środku. W pierwszej paczce były znoszone ubrania - sweterki, płaszcz, bielizna oraz używane pluszaki. W drugim - książeczki dla dzieci i przeterminowane słodycze. A w trzecim sztuczny kożuszek.

Beacie zrobiło się żal nadawczyni, która najwyraźniej postradała zmysły. Rozważała wysłanie odpowiedzi. - Myślałam o tej biednej, pewnie samotnej, a może chorej kobiecie. Inni przekonywali, że to wcale nie musi być kobieta, tylko jakiś szaleniec, który czeka właśnie na reakcję, a gdy go odnajdę, to zaczai się na mnie i czort wie, co zrobi - tłumaczy.

Dziennikarka poprosiła w końcu pocztę o automatyczne odsyłanie przesyłek od tego nadawcy. Kilka dni później... straciła pracę w TVP.

Obecnie jest zatrudniona w nowym miejscu i ma nadzieję, że "pani Danusia" już nie wróci. Jednak partner dziennikarki cały czas zamartwia się, czy jego ukochana jest bezpieczna.

- Jarek wie, że odkąd Beata jest twarzą stacji Nowa TV, znów jest o niej głośno. Boi się, by stalkerka się nie uaktywniła - twierdzi znajoma pogodynka. Dodaje, że Kret stara się o pracę w tej samej stacji, co Tadla, nie tylko dlatego, by wrócić do zapowiadania pogody, ale i by być blisko ukochanej i móc ją chronić.

- Troska o Beatę i opieka nad nią to jego priorytet - zdradza nasz informator.

***

Zobacz więcej materiałów:

Dowiedz się więcej na temat: Beata Tadla

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje